Geneva (half)marathon by Misiek

By Kris, 8 maja 2012 20:43

UWAGA: Debiut na dystansie półmarathonu w Genev’ie!!! Misiek w promieniach słonecznych odbijających się od lustra wody Genev’skiego jeziora oświetlającego jego pełny uśmiech zameldował się z czasem 2:07 na mecie. Bieg odbył się pod patronatem Unicef’u, który Misiek wspiera duchem, ciałem i umysłem. Serdeczne gratulacje!

Czas: 2:07:42; Miejsce 2042 na 2384 wśrśd mężczyzn ; Foty

Zürich Marathon 2012

By Kris, 27 kwietnia 2012 23:17

start temperatura 5 stopni; świeci słońce
1-4km dobre tempo; wszystko jest ok; może ubrałem się za ciepło
4km tempo nadal ok; delikatny podbieg; tętno trochę wzrasta; zaczyna kropić deszcz
5 – 9km leje deszcz; słońce się schowało; jest zimno; ubrałem się ok; tempo ok; samopoczucie ok; tętno w granicach 145-147 – trochę za wysokie jak dla mnie na tą część; staram się rozluźnić i zejść z niżej z tętnem; czuje lekki dyskomfort w prawym udzie
10km leje deszcz; komentator mówi że mięczaki zostały w domu i w taką pogodę biegną tylko twardziele; nie wiem jaki mam czas bo na garminie mam ustawione tylko dwa parametry tętno i tempo, ale jest pewnie w granicach 44-45minuty; czuję że coś jest nie tak z prawym udem; jakby mały kamień wpadł do środka; mam nadzieję że przejdzie na następnych kilometrach
11 – 14km leje deszcz i zimny wiatr wieje w twarz; tempo jest ok i czuję się dobrze – tylko to udo coraz bardziej mi dokucza; cały czas czekam aż się rozgrzeję na tyle że ten skurcz zmieni się w uczucie rozlewającego się ciepła i zniknie;
15 – 19km leje deszcz i zimny wiatr dalej wieje w twarz; moje skamielina jest coraz większa; cały czas staram się jak najbardzie rozluźnić; moje tempo w związku z tym nieznacznie spada; spada też tętno – super; czuję że kondycyjnie jestem w stanie w tym tempie dotrwać do końca, tylko to udo zaczyna być bardzo bolesne;
20km deszcz ustaje; co nie ma wielkiego znaczenia bo i tak już jestem całkowicie mokry; ból prawego uda jest coraz gorszy, a moja skamielina rozrosła się do rozmiarów bochenka chleba;
20,5km pękam i staję na chodniku; przez niecałą minutę rozciągam udo; czuję że jest już za późno na tego typu zabiegi; jest zimno
21-22km powracam do biegu; staram się myśleć pozytywnie ale czuję że to ekspresowe rozciąganie nic nie pomogło; jest bardzo zimno
23km staję po raz kolejny; tym razem na dłużej i staram się rozciągnąć i rozmasować udo; mijają mnie baloniki na 3:15; jest bardzo zimno; zaczynam biec z dwóch powodów jestem zmarznięty, a poza tym nie ma innych opcji; zdaję sobie sprawę że to będzie dłuuugi dzień;
24km – 25km biegnę bardzo powoli; załączam muzę na podbudowę nastroju; po minucie mój przemoczony ipod się wyłącza na amen; jak pech to pech; nawrót w Meilen i w końcu wiatr jest teraz w plecy;
26km – 31km powoli się rozgrzewam; biegnę wolnym tempem i zastanawiam się kiedy dojdą mnie baloniki na 3:30
32km – 33km staję i rozciągam udo; dochodzą mnie baloniki na 3:30
34km – 38km zabieram się z balonikami; wychodzi słońce i jest całkiem przyjemnie; powoli się rozkręcam; zaczyna padać
39km – 42km nie na długo wystarczyło mi sił; staję rozciągam się i czuję że jestem już bardzo zmęczony; nie opłaca się biegać maratonów wolno, gdyż biega się je znacznie dłużej; przechodzę w tryb bieg marsz; przestaje padać
meta dobiegam; przed metą Ania, Pola, Asia, Misiek, Tymek, Lukasz i Cyli; czas 3:42 – najgorszy w historii; czuję się jakby przejechał po mnie czołg i zaparkował na prawym udzie; mimo wszystko czuję satysfakcję; kolejnym razem będzie lepiej; hurpa

GPS; Czas: 3:42:02; Wyniki; Miejsce mężczyźni 1206/2492; w kat. 285/587

5 Poznań półmaraton

By ks, 1 kwietnia 2012 16:05

To już mój trzeci półmaraton w Poznaniu. Niestety kolejny raz scenariusz opisujący reakcję mojego organizmu się powtórzył: czwartek po treningu pełen optymizm, wszystko ok, samopoczucie na piątkę, natomiast w piątek rano ból głowy, osłabienie, katar, samopoczucie zero. Zapewne ostatni tydzień pełen różnych podróży i notoryczny niedomiar snu nie był bez znaczenia. Pomimo szybkich środków zaradczych w niedzielę rano czułem się źle. Ale nie odpuściłem. Pogoda była w porządku: słońce, trochę wiatru i około 3 stopnie w plusie. Na starcie stanąłem razem z 4800 zawodnikami z całej Polski i kilku innych państw. Od początku biegłem równym tempem w okolicach 5 minut/km ponieważ z kolejnymi kilometrami, pomimo osłabienia ogólnego, sił starczało więc po pierwszych 7km lekko przyspieszyłem, cały czas biegło się wyjątkowo dobrze więc po kolejnych 7km jeszcze przyspieszyłem, w końcu po 20km przyspieszyłem jeszcze bardziej i wykręciłem życiówkę :-)

Udało się dobiec w czasie 1:43:25 netto zajmując 1131 miejsce na ok. 4592 sklasyfikowanych. Podsumowując: było super – jak to w Poznaniu – teraz kilka dni leczenia przeziębienia :-( i do kolejnych treningów.

hurpa ks

Krzysztof Stępień czas netto 1:43:25 mjsc 1131/4592

PS. Może nie ładnie się chwalić ale  w kwietniowym numerze polskiego wydania RunnersWorld pojawiła się notatka o moim starcie na Saharze z podaniem linku do hurpaguns.com :-)

Bieg Zaślubin Kołobrzeg 2012

By Kris, 20 marca 2012 22:23

Nasza Hurpagun’ka Ola Sopilnik zajęła trzecie miejsce w swojej kategorii wiekowej w tegorocznym 26 Międzynarodowym Biegu Zaślubin w Kołobrzegu. Ola z czasem 1h 09 na tradycyjnej 15km trasie była drugą Kołobrzeżanką i jedynastą kobiętą w klasyfikacji ogólnej. Serdeczne gratulacje! Go Ola Go Paula Go!

Wyniki

Sahara Marathon 2012 – impresja z trasy

By ks, 13 marca 2012 13:23

Hej – wszystkich ciekawych jak się biega po pustyni zapraszam na kilka minut impresji z trasy i okolic:

Film kręcony był kamerą Rollei bullet lite HD – ciekawy wynalazek.

PS. link z Twittera nie działa na mobilnych iZabawkach z powodu blokady YouTube nałożonej w związku z faktem, że nie podoba im się wykorzystanie przeze mnie muzy bez zgody autorów. Jest to o tyle dziwne, że na iMac’u i MacBook’u wszystko hula.

Dzwoniłem już w tej sprawie do chłopaków z Metalica’i,  Zbigniewa Preisnera, Michała Lorenca i Vangelisa ale na razie nie odpowiadają :-) dlatego wrzuciłem na vimeo – teraz wszystko powinno być ok.

hurpa ks

Engadin Ski Marathon 2012

By Kris, 12 marca 2012 21:47

Co wybierasz: DNS (Did Not Start – nie wystartował) czy DNF (Did Not Finish – nie ukończył)?

Czy może podjęcie ryzyka i ukończenie znacznie poniżej możliwości?

Ja wybrałem opcję ukończenia jeśli to tylko możliwe. Cieszę się, że spróbowałem i że udało mi się dotrzeć do mety. Szczerze mówiąc, pomimo przeciwności losu, był to bardzo przyjemny bieg – chyba jeden z przyjemniejszych. Pogoda była fantastyczna, trasa twarda i bardzo szybka, a mi się nigdzie nie spieszyło. Miałem tylko jeden cel – spokojnym tempem dotrzeć do celu. Zrobiłem ten marathon już po raz czwarty i spośród tych czterech w tym roku warunki zdecydowanie były najlepsze. Jak bardzo czas zależny jest od warunków i jak bezsensownym porównywanie jest czasu z lat poprzednich niech świadczy fakt, że pomimo mojego niskiego tegorocznego tempa poprawiłem życiówkę o dwie minuty. Co ma sens, to porównanie uzyskanego miejsca. Tu już widać moją niedyspozycję i spadek o prawie 1100 pozycji brzmi adekwatnie. Przydział do grupy startowej Elity C, wywalczony na podstawie wyniku w zeszłym roku, mi nie przepadnie, gdyż ważny jest przez dwa lata. W przyszłym roku muszę go conajmniej utrzymać. Były ze mną moje dziewczyny, które jak zawsze bardzo mnie wspomagały – dziękuję! Niestety Batman mimo ogromnych chęci startu wybrał DNS.
Dla wszystkich zainteresowanych nowościami z zakresu metod schudnięcia zamieszczam poniżej przepis na nową super dietę, którą miałem możliwość przetestować.

Dieta Cud, czyli: Jak stracić ponad 5% swojej wagi (ponad 4 kilogramy) w ciągu 4 dni?!

Faza nr 1 – Inicjowanie diety:
Tydzień wcześniej zaraź się Rotawirusem (tzw. wirusem pokarmowym). Jest on łatwo dostępny w okresie wiosenno-jesiennym. Dobrym miejscem są przedszkola i generalnie bliski kontakt z zarażonym maluchem, najlepiej podczas wymiotów. Tutaj podaję dwie opcje jak najlepiej wejść w posiadanie wirusa, natomiast możliwości jest najprawdopobniej więcej.

Opcja1: Wymioty u zarażonego malca można wywołać poprzez jazdę samochodem po krętych drogach, co przyczynia się do powleczonej wymiociną tapicerki auta, którą trzeba następnie umyć. Do mycia należy przystąpić bez jakiegokolwiek zabezpieczenia rąk czy twarzy, gdyż to mogłoby wystraszyć i zniechęcić wirusa do Twojej osoby.

Początki bywają trudne i może się zdażyć, że wirus się na Tobie pozna i Cię nie polubi. Dlatego podaję bardziej pewne rozwiązanie:

Opcja2: Ażeby być absolutnie pewnym i nie dać wirusowi wyboru, można przed wyjazdem w krętą trasę podać malcowi kawałek na przykład jabłka, które później po odnalezieniu w aucie można już wraz z wirusem skonsumować. Osobiście tej opcji inicjowania diety nie próbowałem, ale jestem przekonany o jej skuteczności.

Faza nr 2 – Oczekiwanie:
Przez kolejne 3-4 dni nie zmieniaj absolutnie nic w swojej diecie czy stylu życia. Kontynuuj jak zawsze. Pod koniec fazy oczekiwania bądź przygotowany na nagłą konieczność przerwania swojej normalnej rutyny i przejścia w fazę główną diety.

Faza nr 3 – Główna – dzień 1, 2 i 3:
Gdy koniecznym jest używanie przez Ciebie środków transportu publicznego, na przykład kolei – zawsze zajmuj miejsce blisko toalety. Poszukiwania toalety w ostatniej chwili są bardzo stresujące i mogą przyczynić się do sinej bladości na twarzy i niemalże omdlenia. Najlepiej po wejściu do wagonu idź od razu do toalety i pozostań tam na całą podróż.

Podczas fazy głównej zwanej również „fazą wysiadywania”, może wystąpić fala gorączki do 41 stopni połączona z dreszczami, uczuciem zimna i ogólnym uczuciem umierania. Nie panikuj – to jest normalne.
Faza wysiadywania trwa minimum 3 dni i 3 noce, i charakteryzuje się brakiem apetytu oraz bardzo krótkim czasem (5min-30min) pomiędzy spożyciem czegokolwiek a pozbyciem się czegokolwiek. W związku z powyższym pod koniec fazy, będziesz się czuł osłabiony, odwodniony i wycięczony.

Faza nr 4 – Marathon – dzień 4 ostatni
Po trzeciej nocnej mega sesji wysiadywania, podczas której być możliwe zażyjesz tylko niecałe dwie godziny snu, zjedz dwa batoniki typu „suche ciastko w czekoladzie” i powstrzymaj się od picia czegokolwiek. Dwie godziny przed startem opuść toaletę i udaj się na start marathonu narciarskiego. Podczas marathonu bądź przygotowany na każdą ewentualność i pij maksymalnie dwa łyczki co dziesięć kilometrów. Przebiegnij marathon.

Powyższa dieta jest bardzo skuteczna, a jej rezultaty zostały udowodnione i skalkulowane po uzupełnieniu wszystkich płynów i całkowitym nawodnieniu.

Mimo swojej skuteczności dieta nie jest zalecana.

Wyniki, Czas: 2:36:36, Miejsce 3381/7689, GPS

Ski Mara 2012 by Misiek

By Kris, 6 marca 2012 21:23

Michał Kępczyński po 22km biegu na nartach klasycznych relacjonuje:

Wydawało mi się że nazwa tej imprezy pochodzi od maratonu. Okazało się jednak że chodzi o defincję słownikową mary, oznaczajcą zjawę nocną, która będzie mi się sniła do końca sezonu.
Już przy samym dojeździe na miejsce imprezy uważny obserwator domyśliłby się że coś jest nie tak, kiedy nasz samochód jadący z prędkością 40 km/h wyprzedziła grupa narciarzy (czytaj dziadków na klasykach) znikając następnie za zakrętem.
Niestety zignorowałem ten znak. Mało tego po przedarciu się przez gąszcz starych wyjadaczy, którzy na przenośnych stolikach smarowali swoje deski (czasem mam wrażenie że sprawia im to większą przyjemność niż sama jazda) zamiast zrobić rekonesans lub rozgrzewkę udałem się z rodzinką na spacer po pięknej okolicy trzymając się zasady że moje uniwersalne narty poradzą sobie z każdym terenem.
5 minut przed startem prawda wyszla na jaw, sobotnia temperatura w okolicach 10 stopni i nocny przymrozek, zrobiły swoje czyli lodowisko zmiast trasy narciarskiej. Podbiegi były tylko trochę trudniejsze niż zwykle, a cała zabawa zaczynała się na zjazdach. Każda górka oznaczała jazdę z prędkością światła w dół, bez możliwości hamowania i skręcania, w dwóch rowkach (niestety nie było miejsc żeby z nich wyskoczyć). Znakomity team building- pełna wiara w ludzi którzy robili rowki, którzy jadą przed tobą i za tobą. Niestety złudna wiara, po 5 minutach czyli pierwszym spektakularnym kontakcie z lodem przy prędkości około 30 km/h było już mi wszystko obojętne. Trochę gorzej jest dzisiaj, kiedy nie mogę wstać z łóżka, z drugiej strony przynajmniej mam dzień odpoczynku w domu i czas żeby napisać relację. Wynik też nie najgorszy jak na pierwszy sezon. Miejsce 46 na 60 oznacza ze ustabilizowałem swoją pozycję w granicach 75 centyla, a w mojej grupie wiekowej jest jeszcze lepiej :-) .
Jescze jedna dygresja – w klasyku rozpiętość wiekowa jest bardzo duża, pierwsza piątka mojego biegu między 20 a 60 lat, ale według rankingu zawodnik który skończył przede mną miał 112 lat, zakładam że to błąd ale jeżeli to prawda to mam jeszcze przynajmniej 80 sezonów żeby popracować nad techniką!
pzdr
mK

Foty, Wyniki

Sahara Marathon 2012

By ks, 4 marca 2012 16:06

Trudno mi zacząć opisanie wydarzenia jakim był udział w Sahara Marathon 2012. Wiąże się to przede wszystkim z tym, że chyba nie jestem w stanie przekazać wszystkich odczuć i wrażeń jakie przywiozłem z tygodniowego pobytu w miejscu, o istnieniu którego jeszcze kilka tygodni temu nie miałem pojęcia.

Zapisując się na ten bieg głównym powodem był oczywiście udział w maratonie i podjęcie kolejnej próby pokonania magicznego dystansu w jakże egzotycznych warunkach. Ponadto była to doskonała okazja do połączenia w jedną całość moich trzech pasji: fotografii, podróży i sportu. Z dzisiejszego punktu widzenia maraton okazał się tylko jednym z elementów tej jakże niecodziennej wyprawy.

Miejsce w którym już po raz 12 zorganizowano bieg to tereny położone w południowo zachodniej części Algerii w prowincji Tindouf (w tym, że jest to miejsce egzotyczne utwierdził mnie sprzedawca w sklepie wolnocłowym na lotnisku w Madrycie nie ukrywając zdziwienia na widok mojej karty pokładowej – gdzie to do cholery jest?). To obszar na który składa się kila obozów dla uchodźców (łącznie ok. 250tysięcy osób) z okupowanego przez Maroko terytorium Sahary Zachodniej. Obywatele Demokratycznej Arabskiej Republiki Sahrawi osiedlili się w tym miejscu ponad 30 lat temu w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi po wygnaniu ich z obszarów na których mieszkali od pokoleń. Dzisiaj mają swojego prezydenta, rząd, parlament i … niewiele więcej.

Continue reading 'Sahara Marathon 2012'»

Gommerlauf 2012

By Kris, 28 lutego 2012 20:50

Trzeci rok z rzędu miałem możliwość zrobienia 30km łyżwą w rejonie Wallis (niedaleko Furka Pass). Tym razem mogłem wystartować w lepszej grupie, ale przez pomyłkę zostawiłem narty w dalszym sektorze. Dopiero 5 minut przed startem zorientowałem się i dołączyłem niestety na tyły mojego sektora. Nie czułem się zbyt mocno ostatnimi czasy, a pobudka o 4:30 nie przysporzyła mi sił. Batman tym razem został w domu i na zawodach byłem sam. Mimo braku mocy wykręciłem przyzwoity jak na dla mnie wynik. Hurpa.

Czas:1h57 Miejsce:385/743 w kat. 71/131, GPS, Wyniki

La TransJurasSienna 54km FT Batman

By Kris, 14 lutego 2012 22:56

Drugi dzień zawodów La TransJuraSienne rozpoczął się bardziej słonecznie i bardziej wietrznie.
Dojeżdżając wraz z Miśkiem i Marlonem samochodem do miejscowości Les Rousses, w której było miejsce startu na dystansie 54km, widoczność na niektórych otwartych przestrzeniach była tylko na kilka metrów. Silny wiatr unosił zmrożony śnieg i przenosił go z impetem wzdłuż trasy. Niestety kierunek wiatru był dokładnie przeciwny do kierunku wyścigu. Silny wiatr wraz ze śniegiem w temperaturze -13 nie jest zbyt zachęcający do wychodzenia na zewnątrz, a już na pewno nie do jazdy na nartach przez ponad 50 kilometrów w przeciwnym kierunku. Moje samopoczucie fizyczne i chęci do startu, od samego rana, były jak nigdy bliskie zera. Wiedziałem że trasa nie jest łatwa, wiedziałem że po drodze czeka na mnie prawie 10-kilometrowy podjazd, wiedziałem że śnieg jest sypki i nie ubity a przez to wolny, wiedziałem że będzie ciężko – nie wiedziałem tylko jak bardzo.

W zasadzie do ostatniego momentu nie było również wiadomo czy wystartuje Batman. Peleryna na plecach generalnie nie jest czymś co pomaga przy silnym wietrze, chyba że wiatr wieje w kierunku jazdy. Mimo wszystko Batman stawił się dokładnie o 10:04 i minutę później wystartował z pierwszego bloku na podstawie przywidywanego czasu. Założenia na bieg były znane w momencie rejestracji: spokojnym tempem przejechać cały dystans, pić i jeść na każdej stacji, tym startem poprawić bazę kondycyjną na Zurich marathon i lipcowego IronMan.
Początek zawodów i pierwsze kilometry były walką generalnie z własną psychiką i odrzucaniem negatywnych myśli. Warunki były iście arktyczne i brakowało chyba tylko niedźwiedzi polarnych. Prawie wszyscy zawodnicy mieli osłonięte twarze starali się jechać jak najbliżej tego poprzedniego, tak ażeby jak najbardziej osłonić się od wiatru. W takim stylu mozolnie parli na przód. Na 8 kilometrze jakiś gość zasłabł. Widok jego bezwładnego ciała które kibice ściągali pośpiesznie z trasy biegu nie nabawiał optymistycznie. Na tym etapie zawodnicy biegnący na dystansie 76km wymieszali się z zawodnikami z 54km. Nie zdążyłem zarejestrować z której grupy był nieszczęśnik. Po raz pierwszy widziałem taką akcję na zawodach nart biegowych.

Po 16 kilometrach Batman z grupą innych narciarzy wjechał do wioski Bois d’Amont. Radość francuskich wieśniaków była przeogromna. Częstowali wszystkich ciepłymi napojami, suszonymi owocami i lokalnym serem. Francja została wyzwolona po raz kolejny! Po kilku łykach i kęsach ruszył dalej, tym razem w przeciwnym kierunku przez jakieś kilkaset metrów. Cóż to były za metry! Ciepłe, słoneczne i generalnie prawie nic nie musiał robić – wiatr pracował za niego. Jego peleryna nagle wyznaczała mu kierunek jazdy. Tym sposobem znalazł się u podnóża leśnego podbiegu prowadzącego do Les Ministres. Przy okrzykach francuskich wieśniaków zaczął wspinaczkę.

Wjechał do lasu gdzie było bezwietrznie i zupełnie cicho. Gdyby nie ciężkie oddechy innych i dźwięk skrzypiącego śniegu spod nart byłoby zupełnie bezdźwięcznie. Wszyscy jechali dalej w tym samym celu – wyzwolić kolejne wsie i przynieść kolejnym wiadomość o wyzwoleniu spod tyranii ociężałości i starzenia się w fizycznej niemocy. Ich różnokolorowe sylwetki poruszały się w tym samym rytmie z lewa na prawa i zostawiały na śniegu miliony znaków V – znaków zwycięstwa. Mimo że znaki prędzej czy później się roztopią, w tym roku już są zwycięzcami, a za rok zawalczą jeszcze raz.

Na około 25 kilometrze w Les Ministers skończył się podjazd i trasa stała się bardziej urozmaicona. Chyba najgorsze już za mną – pomyślałem i mój optymizm dodał mi skrzydeł. Zacząłem konsekwentnie wyprzedzać kolejnych narciarzy. Wiatr nie był już tak dokuczliwy jak na początku – lekkie górki i wzniesienia rozbijały jego impet i jechało się znacznie przyjemniej. Lokalni francuscy wieśniacy wydawali się być rozmieszczeni w idealnych miejscach i ich wysuszone owoce i ciepłe napoje dodawały energii na kolejne kilometry. Na niektórych stacjach obecność Batman’a ogłaszana była przez prezentera. Generalnie Batman był zdecydowanie najbardziej dopingowanym zawodnikiem na trasie, a jego imię wypowiedziane zostało z francuskim akcentem tysiące razy. Szkoda tylko, że zapomniał założyć swojego nowego pasa, w związku z tym niektórzy mylili go z diabłem. Co ciekawe, pomimo to na ich twarzach pojawiał się uśmiech i pozdrawiali go serdecznie.

Kolejne wyzwolone wioski to Bellefontaine, Chapelle Des Bois, Chaux-Neuve, Petit Chaux i ostatnia – Mouthe. Czym bliżej metry tym bardziej podejrzany wydawał mi się odczyt z mojego GPS’a który miał generalnie deficyt około 6km w porównaniu do znaków na trasie. Dopiero wieczorem ze strony z wynikami dowiedziałem się, że trasy na 76km i 54km były oficjalnie o 4km krótsze, a według mojego GPS’a o prawie 6km. Generalnie poziom organizacyjny począwszy od strony internetowej, serwisu na trasie i bufetu na mecie (którego nie udało mi się zlokalizować), nie był na najwyższym poziomie. Czym na pewno ten wyścig się wyróżnia ponad inne, to jego trasa – jest niesamowicie przepiękna, urozmaicona, trudna, no i dłuższa niż wszystkie inne. Mój kolega z klubu narciarskiego mówił, że nie zawsze jest w Jurze wystarczająco śniegu. W tym roku jednak nie było z tym problemu.

Na mecie czekała na mnie cała brygada: Ania, Pola, Asia, Tymek, Misiek i Marlon i tysiące francuskich wieśniaków.

Dzięki wszystkim bardzo za kibicowanie pomimo siarczystego mrozu, transport i zdjęcia. Szczególne podziękowanie dla Asi i Miśka za gościnę – było tak fajnie, że możecie być pewni że przyjedziemy jeszcze raz ;)

Z czasem 3h:56:39, zająłem wśród meżczyzn miejsce 89 na 378. Wśród swojej grupy wiekowej „Veteran 2” byłem 8 na 39. GPS Wyniki Zdjęcia Hurpa!

Panorama Theme by Themocracy