Poznań Maraton czyli kolejny debiut Fabiana

By , 12 października 2014 18:04

Październikowy poranek, obserwując ostatnie lata można powiedzieć, że jak zwykle ładna pogoda, wyjątkowo ciepło (15-17 stopni), największa coroczna impreza biegowa w Poznaniu – 15 Poznań Maraton.

21 kilometr mijają koleni zawodnicy, w tym zające na 4h, następnie 4:15, mijają długie minunuty -na horyzoncie majaczą baloniki na 4:30. Tuż przed nimi pojawia się debiutujący na królewskim dystansie Fabian, jest 5.340-ty. Nie jest specjalnie zmęczony, wręcz przeciwnie, ma dużo energii i woli dalszej rywalizacji. Pierwszą połowę pokonał w 2h i 13 minut – czyli zgodnie z planem, który przewidywał, że dalej będzie już tylko szybciej – pomimo tego, że trasa będzie zdecydowanie trudniejsza.

Jak mówił tak też zaczął robić. Mijają kolejne kilometry, pomimo paru długich podbiegów wyprzedza kolejnych zawodników – i żeby było jasne nie kilku czy kilkunastu kolejnych zawodników – wyprzedza kilkuset innych, którzy po prostu nie dają sobie rady z trudami drugiej połowy trasy.

Po drodze jak zawsze w Poznaniu – mnóstwo kibiców, przeróżne kapele – doskonała atmosfera, która zdecydowanie zachęca do biegania i rywalizacji. I tak jest przez kolejne kilometry.

Przy punkcie żywieniowym na 40tym km mały kryzys – ale i tak to nic w porównaniu z tym co przeżywają inni. Fabian ciągle wyprzedza, kolejni biegacze zostają w tyle. Na ostatnich dwóch kilometrach znów przyspiesza i wpada na metę po 4 godzinach i 24 minutach (drugą połowę pomimo zdecydowanie trudniejszej trasy biegnie szybciej) i ostatecznie jest 4.471-szym zawodnikiem.

Tym samym na ostatnich 21km wyprzedza prawie dziewięćset osób – niesamowity rezultat, który jest wynikiem dobrego przygotowania i przyjęcia zdecydowanie właściwej strategii na dzisiejszy dzień.

Skąd to wszystko wiem? Kupiłem sobie pakiet startowy i na 21km dołączyłem do Fabiana będąc jego zającem przez kolejne 2h i 11minut. Przyznam, że nigdy w życiu nie miałem okazji wyprzedzić tylu zawodników – Fabian ogromne brawa dla Ciebie za siłę i wolę walki – zrobiłeś to w wielkim stylu. Ogromne gratulacje za determinację, wytrzymałość i przyłączenie się do grona maratończyków. Po raz kolejny pokazałeś dzisiaj że stać Cię na wiele :-)

PS. Ten weekend był dla mnie wyjątkowy – miałem okazję bezpośrednio uczestniczyć w dwóch historycznych wydarzeniach:

  1. w sobotę na żywo oglądałem na stadionie narodowym zwycięstwo Polski nad Niemcami
  2. w niedzielę bezpośrednio przyglądałem się walce Fabiana, który we wspaniałym stylu dołączył do grona maratończyków.

Było wybornie!

ks

D’ESPAGNAC FABIAN 4:24:14 4.471/6.315

PS Chłopaki jakie plany na 2015? Może Challange Family?

Patagonian Marathon 2014

By , 9 października 2014 10:18

Już ponad trzynaście godzin w samolocie z Frankfurtu, zaraz mamy lądować w Buenos Aires ale z głośników rozlega się głos kapitana informującego, że właśnie skręcamy i lecimy do Montevideo w Urugwaju z powodu mgły w boskim Buenos. No cóż – byłem kiedyś w Paragwaju ale nie zachwyciło mnie, może w Urugwaju będzie fajniej. Problem tylko w tym, że za 7 godzin mamy kolejny samolot (na oddzielnej rezerwacji więc nikt nie będzie na nas czekał) z oddalonego o 40km innego lotniska do El Calafate na południu Argentyny.

Spokojnie lądujemy w Montevideo – ponieważ prognozy są optymistyczne przez kolejne trzy godziny siedzimy w samolocie na lotnisku w oczekiwaniu na komunikat, który się w końcu pojawia – lecimy dalej. Po kolejnej (osiemnastej) godzinie lądujemy bezpiecznie w Buenos. Szybko przechodzimy kontrolę graniczną, odbieramy plecaki i taksówką zasuwamy na przeciwległą stronę miasta aby lecieć dalej- niestety nie mamy czasu nawet na krótkie tango w Buenos. Rzutem na taśmę się odprawiamy i siadamy w kolejnym samolocie aby po następnych 3,5 godzinach lądować 3 tyś. km „niżej” w argentyńskim El Calafate – bramie do lodowców Patagonii.

Już z samolotu widać, że ta kraina powinna nas oczarować, góry, jeziora, rozległe pastwiska, całkowity brak jakichkolwiek miast, wsi, dróg itp. – zapowiada się naprawdę dobrze.

Samo lotnisko (małe ale b.nowoczesne) położone bezpośrednio nad największym w Argentynie jeziorem Argentino robi wrażenie. Już idąc rękawem podziwiamy przepiękny widok na jezioro i ośnieżone Andy.

Hotel, który mamy na najbliższe trzy dni położony jest na wzgórzu z bezpośrednim widokiem na jezioro, po którym pływają samotne góry lodowe, będące zapowiedzią niezliczonej masy lodu, którą zobaczymy w ciągu następnych dni.

Od razu organizujemy wyjazd wraz z trekkingiem na lodowiec Perito Moreno – tak na wszelki wypadek, żeby nie okazało się np. że jest za dużo chętnych albo lodowiec stopniał. Na szczęście jesteśmy w off season i turystów praktycznie brak co stanowi solidną podstawę do zadowolenia ☺

Następnego ranka po pokonaniu 70km stajemy na tarasie przed czołem lodowca i … stoimy tak z rozdziabionymi gębami długie chwile. To co widzimy jest po prostu niesamowite, oczarowujące, wprost nie do uwierzenia, warte przezwyciężenia trudów każdej podróży. Masy lodu spływające z gór o wysokości ponad 70m powodują dreszcze na skórze i debilne latanie w tę i we tę, żeby zobaczyć lodowiec z każdej strony i zrobić kolejne zdjęcie. Jest to dopiero preludium do naszej „epoki lodowcowej”.

Małym stateczkiem przedostajemy się na drugą stroną jeziora bezpośrednio pod czoło lodu. Po godzinnym marszu w górę (razem z przewodnikiem) docieramy do „leśnej bazy” gdzie zakładamy na buty raki i uprząż alpinistyczną (bynajmniej nie będziemy się nigdzie wspinać – jest to tylko ułatwienie na wypadek gdyby jakiś delikwent wpadł w lodową szczelinę i trzeba by go jakoś z niej wyłuskać). Wchodzimy na lodowiec! Pokonując różnego rodzaju przeszkody, oczka wodne, szpary, zaglądając w różne dziury maszerujemy gęsiego przez ponad 4 godziny oglądając z bliska to w co cały czas nie do końca wierzymy – jest obłędnie.

Niestety wszystko co fajne się kończy. Następny dzień spędzamy w El Calafate (przy okazji odkrywam, że w Argentynie wcale nie jest tak drogo – są tylko dwa kursy dolara, oficjalny i czarnorynkowy – dwa razy wyższy) snując się po okolicy, podglądając mnóstwo różnych ptaków i podziwiając otaczające krajobrazy.

Kolejnego ranka wsiadamy w autobus do Chile i po 6 godzinach podróży po całkowitym odludziu (po drodze mijamy dosłownie kilka samochodów) „lądujemy” w chilijskim Puerto Natales. Kolacja, nocleg i następny autobus do Parku Narodowego Torres del Paine – droga zachwyca widokami gór, jezior, pagórków, lam, strusi, kondorów…

Wysiadamy „na pętli” skąd mamy ok. 20km marszu szutrową drogą do hotelu. Po kilku kilometrach zatrzymujemy jakiegoś pick up’a i bez problemów dojeżdżamy do hotelu. I tu znów rozdziabione gęby na naszych twarzach – z tarasu jak również okien naszego pokoju, wylegując się z brzuchem do góry obserwujemy masyw Torres del Paine, wypełnione całą masą lodowych gór jezioro Grey i lodowiec – naprawdę nie możemy uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Nakładamy czapki i w drogę na kilkugodzinny spacer brzegiem jeziora „pomiędzy lodowymi skałami”.

Kolejne dni spędzamy na trekkingach po okolicy, wspinamy się na okoliczne góry, zdobywamy „podstawę” Torres del Paine. W międzyczasie zmieniamy hotel, który położony jest w równie malowniczym miejscu, otoczony meandrami rzeki, jeziorami, górami… Jest po prostu bajecznie, mamy dużo szczęścia – piękna pogoda i baaardzo mało turystów, ponadto jest to jedno z najmniej skomercjalizowanych turystycznych miejsc w jakich byłem na świecie- widoki po prostu zapierają dech w piersiach. Wspaniała podróż, która niestety się kończy i zmusza do pokonania drogi powrotnej do Poznania wg tej samej marszruty co zajmuje nam cztery dni.

A cha i jeszcze jedno… w międzyczasie będąc w parku Torres del Paine biegniemy maraton ☺

Pogoda jest piękna – kilka stopni Celsjusza, słońce, tylko okropnie wieje nie zawsze w plecy– w porywach 70-80km/h. Trasę biegu już znamy, pokonaliśmy ją podróżując po parku – jest zachwycająca, w mojej opinii jeden z najpiękniejszy maratonów na świecie (osobiście nr 1 ex aequo z Everestem). Oczywiście jak na bieg górski trasa prowadzi po górach (plus 1.200m minus 1.100) – jest trudna ale nie zabójcza. Pierwszą połówkę pokonuję w miarę swobodnie w 2h i 15minut, druga trudniejsza (mocno w górę) zajmuje mi trochę ponad 2,5h. Dobiegam do mety po 4:53h – jestem 95 na 163 startujących w maratonie, zmęczony ale niesamowicie zadowolony, generalnie bez żadnych problemów, kontuzji, ponadprzeciętnego bólu. W trakcie biegu trudno skupić się na rywalizacji i biegu, oczy cięgle latają dookoła głowy nie mogąc nadążyć z przekazaniem wszystkich danych do mózgu, jeszcze długo po przekroczeniu mety wyobraźnia ciągle projektuje mi krajobrazy z trasy. Po drodze nie było żadnych kibiców, co w ogóle nie przeszkadzało (ostatnio się do tego przyzwyczaiłem ☺) jedynie stada lam i latające nad głowami kondory przyglądały nam się uważnie pewnie nie mogąc się nadziwić o co tym ludziom chodzi, żeby tak biegać bez większego celu…

Tomek ukończył bieg w 5:13 i dobiegł do mety równie rozentuzjazmowany jak ja co wieczorem uczciliśmy zimnym piwem.

Udało się ☺ – wspaniała wyprawa, super maraton, piąty kontynent – uwielbiam to…

ks

Trochę zdjęć tutaj

Triathlon Czerwonak 2014

By , 25 sierpnia 2014 14:31

Fabian idzie w zaparte i nie odpuszcza – wyjątkowo mu ten triathlon podpasował :-)

W sobotę w podpoznańskim Czerwonaku, na skraju uroczej Puszczy ZIelonka (wiele razy miałem przyjemność jej eksplorowania na mtb – polecam) odbył się pierwszy triathlon mtb.

Trochę niestandardowy dystans potwierdził, że organizatorom chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę a nie przynależność do PZTri czy też innej ITU :-)

Pływanie to 750m wzdłuż jeziora, a więc bez zawracania i ścisku na bojkach – po prostu startujemy na jednym brzegu a wychodzimy na przeciwległym, dodatkowo start w parach co 10sek, rower 26km po lasach puszczy i bieg przełajowy 11km z kulminacyjnym podbiegiem na Dziewiczą Górę – na której wbrew nazwie była tylko kurtyna wodna :-(

Całość zapowiadała się świetnie, szczególnie że pogoda dopisała i można było trochę pokibicować. Fabian z wody wyszedł z trzynastym (na 90 starujących) czasem, potwierdzając tym samym swoją świetną formę pływacką. Trochę stracił na rowerze i bieganiu – ale myślę, ze zabawa była super i był z siebie zadowolony (tak przynajmniej wyglądał na mecie).

Ostatecznie zawody zakończył na 76 miejscu z czasem 2:57:51 – czego mu ogromnie gratuluję.
PS z tego co wiem to jeszcze nie koniec w tym sezonie. Fabian czekamy na komentarz!

Enea Poznań Triathlon 2014

By , 29 lipca 2014 10:06

Jeszcze kilka tygodni temu wszystko miało być pięknie – kolejny raz mieliśmy w dużą grupą przekroczyć metę poznańskiego triathlonu, niestety zbiegi okoliczności i nieprzewidywalne wydarzenia znacząco zweryfikowały plany. Cóż czasem tak bywa …

Niemniej jednak impreza się odbyła, na starcie było nas trzech Przemek, Fabian i ja (Mariusz nie doleciał, a Kris musiał odpuścić ze względów zdrowotnych tuż przed wyjściem z domu na start), niestety na mecie tylko Fabian i ja – Przemek z powodu skurczy musiał zejść na samym początku biegu – wielka szkoda bo czas w pływaniu i na rowerze miał super, niemniej jednak decyzja wydaje się być jak najbardziej słuszna – czasami lepiej odpuścić niż borykać się później przez kilka tygodni z kontuzjami.

Przyznam, że czekałem na ten start pomimo świadomości że rok bieżący jest dla mnie ogromnym wyzwaniem startowym, a za niecałe dwa miesiące zamierzam pokonać kolejny maraton. Ale możliwość wspólnego startu – spotkania zawsze mnie nakręcała. Poza tym wierzyłem, że druga edycja poznańskiej imprezy będzie co najmniej tak dobrze zorganizowana jak poprzednia więc atmosfera na zawodach chociaż w części zrekompensuje ból i zmęczenie podczas rywalizacji.

Na starcie było nas ok 1.100 zawodników – dużo jak dla mnie -miałem trochę obaw o „pralkę” w wodzie, na szczęście nie było najgorzej i dało się w płynąć w miarę spokojnym równym tempem. Trasa rowerowa, zmieniona w stosunku do edycji 2012 była bardzo komfortowa, szeroka, równa nawierzchnia, bez zakrętów, szykan itp z zagipsowanymi przejazdami tramwajowymi. Jedynie za miastem trochę wiało ale za to w drodze powrotnej można było się fajnie rozpędzić.

Największym wyzwaniem był bieg i nie dla tego że trasa była zła – standardowa dookoła Malty, ale ze względu na pogodę, o ile podczas roweru nie było najgorzej to bieganie w pełnym słońcu w temperaturze ponad 35 stopni naprawdę było wyzwaniem. Przyznam, że przez ostatnie kilka tygodni trochę sobie pobiegałem 20km odcinków i tylko to pozwoliło mi jakoś dotrwać. Było naprawdę okropnie ciężko co oczywiście przełożyło się na uzyskany czas. Pomimo, iż na bieg wszedłem mniej więcej tak jak w ubiegłym roku to zawody zakończyłem 35min później.

Na szczęście ogri podeszły do sprawy profesjonalnie i niczego nie brakowało, woda, owoce, kurtyny wodne, wszystko było ok. Ogromne uznanie dla wolontariuszy, którzy w tym upale robili wszystko aby pomóc zawodnikom. Osobny temat to kibice – wspierali doskonale, polewali wodą, podawali woreczki z kostkami lodu przyniesione z domowych zamrażarek, podnosili na duchu – wszystko to sprawiało naprawdę niezapomnianą atmosferę i dla takiego amatora jak ja bez wątpienia był to istotny dodatkowy bodziec do dobiegnięcia do mety. Było bardzo ciężko ale przeżycia niezapomniane.

Pomimo, że po baaardzo długim czasie to jednak udało się wytrwać do końca. Ogromne gratulacje dla Fabiana debiutującego na tym dystansie, spisał się na medal pomimo, ze jak powiedział mi po przekroczeniu mety –jaszcze nigdy nie był tak zmęczony. Możemy być pewni, że już na dobre zagości w naszej drużynie walcząc na kolejnych trasach.

Dzięki za doping i wsparcie na trasie biegowej!!!

Krzysztof Stępień 6:29:17 801/964

Fabian d’Espagnac 6:54:45 901/964

PS. W przyszłym roku najprawdopodobniej triathlon w Poznaniu będzie już pod egidą IM 70.3, myślę, że uda nam się wystartować w komplecie – już teraz serdecznie zapraszam!

Triathlon Kołobrzeg 2014

By , 29 czerwca 2014 20:24

I stało się – Kołobrzeg dołączył do miejsc na mapie Polski gdzie odbywają się imprezy triathlonowe – jak zaczynaliśmy 6 lat temu zawodów trzeba było szukać ze świecą, a dziś… każdy weekend po kilka, zmienia się zmienia :-)

Impreza w Kołobrzegu miała wyróżniać się przede wszystkim odcinkiem pływania prowadzonym w morzu – i trzeba mocno zaznaczyć, rzeczywiście się wyróżniała – przede wszystkim za sprawą warunków atmosferycznych, które jak na Kołobrzeg w zasadzie były standardowe tzn. było zimno i wiał silny wiatr mocno wzburzając morze.

Jeszcze dzień wcześniej organizatorzy „męczyli” się z decyzją przeprowadzenia pływania w basenie portowym (pełnym ropy i szlamu brrr) na szczęści ostatecznie wszystko odbyło się zgodnie z planem co przyznam było dość odważną decyzją ze względów bezpieczeństwa — naprawdę trochę wiało i fale przyprawiały o dreszcze. Ponadto jedna z bojek nie była zbyt pokorna i podczas zawodów mooocno ją znosiło.

Niemniej jednak wszystko obyło się mniej więcej zgodnie z planem ku uciesze wszystkich zawodników który zdecydowali się wystartować (na moim dystansie zrezygnowało ok. 80 osób z 300).

Całe zawody zorganizowane bez większych zastrzeżeń (ta sama poznańska firma co Poznań triathlon) na dwóch dystansach 1/8 i 1/4 IM.

Przemek wybrał 1/8 a ja razem z kolegą debiutantem 1/4.

Cała trasa na pewno nie była „ustawiona” na bicie życiówek ale była ok. Pływanie bardzo trudne i wyczerpujące, na rowerze trochę wiało i a bieg w bardzo przyjemnych okolicznościach przyrody po płaskiej jak stół promenadzie wśród rzeszy kibiców.

Było super, pomimo, że mój wynik daleki od ideału. Za to Przemek na 1/8 wygrał swoją kategorię (GRATULACJE), a Fabian z którym przyjechałem z Poznania oczywiście zrobił życiówkę :-)) – ma facet zacięcie.

1/8 IM  Przemek Kuczera 1:19:41

1/4 IM Fabian d’Espagnac 3:03:44

1/4 IM Krzysztof Stępień 3:04:38

PS. Za 4 tygodnie Poznań Triathlon – chłopaki przygotowujcie się – zapraszam serdecznie, noclegi, wikt i opierunek oczywiście zapewniam u nas. Pamiętajcie żeby zorganizować sobie wolny poniedziałek ponieważ po zawodach w niedzielę świętujemy!!!

Marlon – daj znać jak jedziesz – jeżeli bezpośrednio z GB do POZ to napisz o której masz samolot to wyjadę po Ciebie na lotnisko.

Wesołych Świąt

By , 18 grudnia 2013 22:22

Tak jakoś wyszło, że minęło już pięć lat od wydawałoby się szalonego pomysłu zrobienia czegoś ciekawego – z perspektywy czasu śmiało można przyznać, że wybór był idealny. O tym, że niewielu z nas uwieżyłoby w to co się w tym czasie wydarzyło chyba nie muszę wspominać :-)

Przez ten okres dużo się zdarzyło, zmieniło, wiele rzeczy jest już bezpowrotnie innych. Mimo wielu trudności, większość z nas cały czas intensywnie trenuje i nie wyobraża sobie życia bez treningów, startów, spotkań, pokonywania kolejnych granic wytrzymałości swojego organizmu – jest po prostu WYBORNIE!

Dlatego z okazji świąt i nowego roku życzę Wam wszystkim dalszego trwania w sportowym duchu, dużo spokoju, zrealizowania marzeń, ciepła rodzinnego i NIE objadajcie się za mocno!!!

pozdrawiam ks

PS. Tutaj krótka zajawka mojej najnowszej produkcji :-)

Poznań Triathlon 2013

By , 9 sierpnia 2013 13:27

Po wielu latach nieobecności triathlon zawitał do Poznania – i to od razu z wielką pompą. Organizatorzy zaserwowali nam największą imprezę w Polsce i chociaż nie obyło się kilku potknięć całość chyba wszyscy oceniamy bardzo pozytywnie.

Dystans jaki wybraliśmy to ½ IM czyli 1,9km pływania, 90km roweru i 21 km biegania.

Pomimo, iż nikt z nas nie czuł się najlepiej przygotowany zawody okazały się bardzo fajne a osiągnięte wyniki satysfakcjonujące. Zapewne jednym z elementów, który wpłyną na przyzwoite czasy była szybka trasa rowerowa, którą pomimo padającego deszczu można było pokonać z dużą średnią prędkością.

Mam nadzieję, że triathlon w Poznaniu wpisał się na stałe i w przyszłym roku uda się powiększyć grono hurpagunsów na mecie

Krzysztof Tomczak 51/600  5:00:43

Przemek Kuczera 167/600  5:25:15 (życiówka)

Krzysztof Stępień 358/600  5:57:34 (życiówka)

Pozdrawiam ks

PS. Jest fajna impreza biegowa w listopadzie do której się przymierzam, jakby ktoś chciał się podłączyć to serdecznie zapraszam:

http://www.cypruschallenge.com

Everest Marathon 2013

By , 6 czerwca 2013 19:23

Udało się – zacznę nietypowo od końca – dotarłem na lotnisko w Kathmandu. Tak nie pomyliłem się, nie chodzi mi o przekroczenie mety maratonu ale dotrwanie do końca tej niesamowitej imprezy, która nie miała zbyt wiele wspólnego z zawodami, w których miałem okazję dotychczas uczestniczyć. Często mówi się, że maraton zaczyna się na 30tym kilometrze – Everest Marathon zaczyna się 60km przed linią startu i kończy dwa dni po przekroczeniu mety – ale od początku.

Lot z Poznania do Katmandu przebiegł standardowo, oczywiście z uwagi na czas podróży (24h) na miejscu wylądowaliśmy dość zmaltretowani ale ponieważ był już wieczór szybko wtargnęliśmy do naszego pokoju i poszliśmy spać. Pierwszy dzień był dniem organizacyjnym, otrzymaliśmy wszystkie materiały dot. wyprawy, zostaliśmy podzieleni na 4 grupy po ok. 20 osób i zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę po stolicy Nepalu, która poza ciekawym centrum historycznym nie budziła mojego zachwytu – wyglądała jak dziesiątki podobnych miast w tej części świata – zgiełk, brud, hałas, ogólny nieład etc. Niemniej jednak zamiłowanie do Azji pozwoliło mi w pełni rozkoszować się tym egzotycznym jak dla Europejczyka krajobrazem.

Tak więc w bardzo radosnych nastrojach poszliśmy spać aby o 4:30am wstać i wyruszyć na przygodę życia.

Krajowe lotnisko w Kathmandu robi wrażenie bynajmniej nie liczbą startujących odrzutowców ale liczbą małp przechadzających się po placu manewrowym dla samolotów. Poza tym jest to miejsce przypominające dworzec autobusowy z okresu głębokiego PRLu. Niemniej jednak po kilkukrotnej kontroli, ważeniu bagażu (mieliśmy limit 15+5kg) i odebraniu karty pokładowej znaleźliśmy się na pokładzie pierwszego w tym dniu 20 osobowego samolotu do Lukli. Krótki 40 minutowy lot upłynął spokojnie chociaż w ogromnym huku, z uwagi na fakt, że ów samolot bardzo dobrze wkomponywał się w krajobraz samego lotniska i niczym jemu nie ustępował zarówno pod względem stanu technicznego, hałasu jak i czystości. Miła stewardesa rozdała każdemu watę do uszu i cukierka, który miał chyba odwrócić naszą uwagę od stanu latającej „puszki” w której nas zamknięto.

Continue reading 'Everest Marathon 2013'»

6 Poznań półmaraton

By , 7 kwietnia 2013 12:27

To już czwarty raz na starcie poznańskiej połówki. Jakie są imprezy biegowe w Poznaniu to chyba wszyscy wiecie – warto tu po prostu startować :-) W tym roku było podobnie, pogoda super, pełne słońce, rekord frekfencji – ponad 6 tys zawodników.

Ja miałem jasny cel – spokojnie, taki mocny trening tak aby nie zrobić sobie kuku przed startem w maju. Podobnie jak w ubiegłym roku rozpocząłem w miarę spokojnie, po 8 km przyspieszyłem i później jeszcze trochę. Tym samym na mecie miałem netto 1:43:54 (brutto 1:44:55) o 30 sek gorzej niż rok temu, miejsce ok. 1400/6.300. Cel został osiągnięty, czułem się super, po niedzieli wracam do kolejnych regularnych treningów.

PS. Bardzo fajnie, że będziemy razem w Poznaniu na 1/2 IM

Gwiazdka 2012

By , 23 grudnia 2012 23:06

Czwarty wspólny rok za nami. Kto by pomyślał, dużo się wydarzyło po drodze, zmieniliśmy się my sami, przybyło nam trochę siwych włosów ale i nasze grono się sukcesywnie powiększa.

Kilka chwil temu pojawił się kolejny mały hurpagans i chociaż rok 2012 nie był pod tym względem rekordowym :-) to i tak nasze grono rośnie w siłę.

Wierzę, że nowy rok przyniesie mnóstwo ciekawych wydarzeń, które zostaną w naszej pamięci na w kolejne lata i pozwolą na jeszcze dojrzalszą ocenę otaczającej nas rzeczywistości.

Mam również nadzieję, że pomimo wielu przeciwności losu, kontuzji i wydarzeń nie zawsze sprzyjających  trwaniu w duchu sportowym dalej będziemy się wzajemnie wspierali a nowe plany i coraz bardziej wymagające wyzwania będą nas wspólnie dopingować do działania. Cały czas wierzę, że te nasze wyzwania poprawiają nie tylko stan naszego ciała ale również ducha czyniąc z nas ludzi dojrzalszych i oceniających świat z innej lepszej perspektywy.

Mijający rok był również pierwszym, w którym w naszych szeregach pojawił się prawdziwy ironman – Kris dowiódł tym samym, że jak się w coś wierzy to można to osiągnąć – myślę, że dla nas wszystkich jest niedoścignionym sportowym wzorem i swoim wyczynem podniósł nam poprzeczkę na bardzo wysoki poziom – ale mam nadzieję, że sukcesywnie będziemy próbować ją pokonać czego wszystkim serdecznie życzę.

Oczywiście składam Wam również najserdeczniejsze życzenia świąteczne oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku zarówno w sferze sportowej, rodzinnej i zawodowej.

ks

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com