Category: imprezy pozostałe

Hurpa Porto relacja…

By , 16 maja 2016 23:54

Zobacz relację na naszej stronie facebookowej:

http://facebook.com/Hurpaguns

IronBike 2013

By , 23 czerwca 2013 14:48

Co roku w czerwcowy weekend odbywają się zawody Ironbike. Do wybory są trzy dystanse na Mtb i dwa na Road bike 100km/180km. Start jest zawsze w Brittnau, natomiast trasa jest corocznie zmieniana i przebiega przez inny Kanton. W zeszłym roku przejechałem długi dystans (180km) sam przez kanton Luzern, tym razem dołączył do mnie Glenn (kolega z pracy) i poznaliśmy kanton Solothurn. Każdy z zawodników startuje kiedy chce, a na trasie nie ma pomiaru czasu, co pewnie jest głównym czynnikiem wpływającym na bardzo przyjazną atmosferę. Trasa jest bardzo dobrze oznaczona, a dodatkowo, dla posiadaczy GPS’ów, organizatorzy ładują na miejscu elektroniczną wersję. Na trasie są stacje żywieniowe, a na mecie pasta. Czego organizatorzy nie gwarantują to pogoda, która tak jak w zeszłym, tak i w tym roku dopisała wyśmienicie. Wspaniały dzień! Hurpa! GPS

Hurpa Baltic 2012

By , 5 sierpnia 2012 20:58

Udało się osiągnąć zakładany cel, pięć niesamowitych dni, super trasa, trochę przygód, starć i różnych zdań na temat… Ale wg mnie było warto – jestem dumny z tego że nam się udało i że jestem HURPA – sam pewnie nigdy bym się na to nie zdobył – i te super prezenty :-)

Dzięki chłopaki. ks


Kris: Było rewelacyjnie! Może zbyt mało mieliśmy czasu na zwiedzanie i picie piwa, ale głowny cel został osiągnięty. Prawie 600km na MTB w pięć dni, gdzie miejscami jechało się przez bagna 3km/h to nie mało. Do tego problemy techniczne, które nas spowalniały, zaskakiwały i uczyły.

Jestem pewien, że doświadczenia które zdobyliśmy zaprocentują w kolejnej wyprawie.

Odkryciem dla mnie było istnienie trasy rowerowej R10 i szlaku nadmorskiego, które są aktualnie fatalnie oznaczone, ale biegną przez przepiękne tereny.

Na następną wyprawę zabiorę:
– środek na komary
– lampki
– dętkę i pompkę
– (ro)skuwacz do łańcucha
– olej do łańcucha

Hurpa, Dzięki, Pozdry, Kris


trochę statystyk:

1 dzień 2 dzień 3 dzień 4 dzień 5 dzień

II Mistrzostwa MTB o Puchar Burmistrza Lubniewic

By , 8 lipca 2012 22:15

Zupełnie przypadkiem dwa tygodnie temu trafiłem na anons o II Mistrzostwach MTB  o puchar Burmistrza Lubniewic. Zapewne ominął bym tą informacje (co mnie obchodzą jakieś Lubniewice) gdyby nie fakt, że są to te Lubniewice, w których mam trochę „orzeszków” – dodatkowo końcówka trasy prowadzi przez nasze pola.

Szybka decyzja, wizyta u burmistrza, ufundowanie głównej narody i od startu już wymigać się nie mogłem.

Dzień bardzo pogodny, ciepło słonecznie, bez specjalnego wiatru, niestety trwające od kilku dni burze zapowiadały, że w lesie może być mokro, a sam burmistrz zwracał uwagę, że trasa nie jest łatwa.

Na stracie stanęło 102 zawodników – czyli całkiem sporo jak nasze warunki (dzisiaj jestem pewien, że w przyszłym roku trzeba będzie się spieszyć z zapisami bo lista startowa się szybko zapełni).

Pierwsze 7 kilometrów trasy to asfalt pomiędzy okolicznymi polami,  kolejne kilometry to naprawdę rozkosz dla oczu i duuży wysiłek dla organizmu. Trasa bardzo urozmaicona jak dla mnie naprawdę trudna (nie zdawałem sobie sprawy, że w tej okolicy jest aż tyle górek) prowadzona przez przepiękne tereny leśne, wieloma wąwozami, dzikimi zakątkami nad jeziorami, leśnymi bezdrożami – naprawdę baaardzo ładnie i technicznie trudno.

Wiele razy tutaj bywałem „służbowo” ale nie zdawałem sobie, że okolica jest aż tak urocza. Ponadto dało się zauważyć, że trasę wytyczały osoby, które naprawdę znają okolicę i chcą pokazać jej walory w całej okazałości.

Było dużo podjazdów, zjazdów, zakrętów, mnóstwo kałuż, błotnistych przepraw, dzikich wąwozów – naprawdę byłem pod ogromnym wrażeniem. Trasa była na tyle ciężka, że kilka osób w ogóle nie dojechało do mety, czemu się specjalnie nie dziwię. Dla mnie był to jeden z trudniejszych startów rowerem, zarazem dający wiele satysfakcji i przyjemności.

Do mety „unorany” dojechałem po ok. 2g 40 min. pokonując 42km (GPS niestety nie policzył wszystkiego ponieważ jechaliśmy takimi zakamarkami, że zegarek tracił sygnał) Może zdobyte miejsce nie jest zbyt eksponowane (74/102) ale impreza była bardzo fajna. Dodatkowy atut to możliwość kąpieli po dotarciu na metę w jednym z wielu pobliskich jezior – jak dla mnie było super.

Całość była zorganizowana pod patronatem Burmistrza Lubniewic, który wraz ze swoimi współpracownikami i mieszkańcami włożył wiele energii w organizację imprezy i promocję tego zakątka zachodniej Polski. Mamy już wspólnie obgadany temat i w przyszły roku wstępnie planujemy zrobić triathlon mtb – także mam nadzieję, że jak się uda to mnie nie zawiedziecie i staniemy razem na starcie :-)

Jeszcze raz gratulacje dla organizatorów za zrobienie naprawdę fajnej imprezy, której ukończenie dało dużo satysfakcji.

Krzysztof Stępień 2:40  mjsc. 74/102

tu trasa

Sahara Marathon 2012 – impresja z trasy

By , 13 marca 2012 13:23

Hej – wszystkich ciekawych jak się biega po pustyni zapraszam na kilka minut impresji z trasy i okolic:

Film kręcony był kamerą Rollei bullet lite HD – ciekawy wynalazek.

PS. link z Twittera nie działa na mobilnych iZabawkach z powodu blokady YouTube nałożonej w związku z faktem, że nie podoba im się wykorzystanie przeze mnie muzy bez zgody autorów. Jest to o tyle dziwne, że na iMac’u i MacBook’u wszystko hula.

Dzwoniłem już w tej sprawie do chłopaków z Metalica’i,  Zbigniewa Preisnera, Michała Lorenca i Vangelisa ale na razie nie odpowiadają :-) dlatego wrzuciłem na vimeo – teraz wszystko powinno być ok.

hurpa ks

Engadin Ski Marathon 2012

By , 12 marca 2012 21:47

Co wybierasz: DNS (Did Not Start – nie wystartował) czy DNF (Did Not Finish – nie ukończył)?

Czy może podjęcie ryzyka i ukończenie znacznie poniżej możliwości?

Ja wybrałem opcję ukończenia jeśli to tylko możliwe. Cieszę się, że spróbowałem i że udało mi się dotrzeć do mety. Szczerze mówiąc, pomimo przeciwności losu, był to bardzo przyjemny bieg – chyba jeden z przyjemniejszych. Pogoda była fantastyczna, trasa twarda i bardzo szybka, a mi się nigdzie nie spieszyło. Miałem tylko jeden cel – spokojnym tempem dotrzeć do celu. Zrobiłem ten marathon już po raz czwarty i spośród tych czterech w tym roku warunki zdecydowanie były najlepsze. Jak bardzo czas zależny jest od warunków i jak bezsensownym porównywanie jest czasu z lat poprzednich niech świadczy fakt, że pomimo mojego niskiego tegorocznego tempa poprawiłem życiówkę o dwie minuty. Co ma sens, to porównanie uzyskanego miejsca. Tu już widać moją niedyspozycję i spadek o prawie 1100 pozycji brzmi adekwatnie. Przydział do grupy startowej Elity C, wywalczony na podstawie wyniku w zeszłym roku, mi nie przepadnie, gdyż ważny jest przez dwa lata. W przyszłym roku muszę go conajmniej utrzymać. Były ze mną moje dziewczyny, które jak zawsze bardzo mnie wspomagały – dziękuję! Niestety Batman mimo ogromnych chęci startu wybrał DNS.
Dla wszystkich zainteresowanych nowościami z zakresu metod schudnięcia zamieszczam poniżej przepis na nową super dietę, którą miałem możliwość przetestować.

Dieta Cud, czyli: Jak stracić ponad 5% swojej wagi (ponad 4 kilogramy) w ciągu 4 dni?!

Faza nr 1 – Inicjowanie diety:
Tydzień wcześniej zaraź się Rotawirusem (tzw. wirusem pokarmowym). Jest on łatwo dostępny w okresie wiosenno-jesiennym. Dobrym miejscem są przedszkola i generalnie bliski kontakt z zarażonym maluchem, najlepiej podczas wymiotów. Tutaj podaję dwie opcje jak najlepiej wejść w posiadanie wirusa, natomiast możliwości jest najprawdopobniej więcej.

Opcja1: Wymioty u zarażonego malca można wywołać poprzez jazdę samochodem po krętych drogach, co przyczynia się do powleczonej wymiociną tapicerki auta, którą trzeba następnie umyć. Do mycia należy przystąpić bez jakiegokolwiek zabezpieczenia rąk czy twarzy, gdyż to mogłoby wystraszyć i zniechęcić wirusa do Twojej osoby.

Początki bywają trudne i może się zdażyć, że wirus się na Tobie pozna i Cię nie polubi. Dlatego podaję bardziej pewne rozwiązanie:

Opcja2: Ażeby być absolutnie pewnym i nie dać wirusowi wyboru, można przed wyjazdem w krętą trasę podać malcowi kawałek na przykład jabłka, które później po odnalezieniu w aucie można już wraz z wirusem skonsumować. Osobiście tej opcji inicjowania diety nie próbowałem, ale jestem przekonany o jej skuteczności.

Faza nr 2 – Oczekiwanie:
Przez kolejne 3-4 dni nie zmieniaj absolutnie nic w swojej diecie czy stylu życia. Kontynuuj jak zawsze. Pod koniec fazy oczekiwania bądź przygotowany na nagłą konieczność przerwania swojej normalnej rutyny i przejścia w fazę główną diety.

Faza nr 3 – Główna – dzień 1, 2 i 3:
Gdy koniecznym jest używanie przez Ciebie środków transportu publicznego, na przykład kolei – zawsze zajmuj miejsce blisko toalety. Poszukiwania toalety w ostatniej chwili są bardzo stresujące i mogą przyczynić się do sinej bladości na twarzy i niemalże omdlenia. Najlepiej po wejściu do wagonu idź od razu do toalety i pozostań tam na całą podróż.

Podczas fazy głównej zwanej również „fazą wysiadywania”, może wystąpić fala gorączki do 41 stopni połączona z dreszczami, uczuciem zimna i ogólnym uczuciem umierania. Nie panikuj – to jest normalne.
Faza wysiadywania trwa minimum 3 dni i 3 noce, i charakteryzuje się brakiem apetytu oraz bardzo krótkim czasem (5min-30min) pomiędzy spożyciem czegokolwiek a pozbyciem się czegokolwiek. W związku z powyższym pod koniec fazy, będziesz się czuł osłabiony, odwodniony i wycięczony.

Faza nr 4 – Marathon – dzień 4 ostatni
Po trzeciej nocnej mega sesji wysiadywania, podczas której być możliwe zażyjesz tylko niecałe dwie godziny snu, zjedz dwa batoniki typu „suche ciastko w czekoladzie” i powstrzymaj się od picia czegokolwiek. Dwie godziny przed startem opuść toaletę i udaj się na start marathonu narciarskiego. Podczas marathonu bądź przygotowany na każdą ewentualność i pij maksymalnie dwa łyczki co dziesięć kilometrów. Przebiegnij marathon.

Powyższa dieta jest bardzo skuteczna, a jej rezultaty zostały udowodnione i skalkulowane po uzupełnieniu wszystkich płynów i całkowitym nawodnieniu.

Mimo swojej skuteczności dieta nie jest zalecana.

Wyniki, Czas: 2:36:36, Miejsce 3381/7689, GPS

Sahara Marathon 2012

By , 4 marca 2012 16:06

Trudno mi zacząć opisanie wydarzenia jakim był udział w Sahara Marathon 2012. Wiąże się to przede wszystkim z tym, że chyba nie jestem w stanie przekazać wszystkich odczuć i wrażeń jakie przywiozłem z tygodniowego pobytu w miejscu, o istnieniu którego jeszcze kilka tygodni temu nie miałem pojęcia.

Zapisując się na ten bieg głównym powodem był oczywiście udział w maratonie i podjęcie kolejnej próby pokonania magicznego dystansu w jakże egzotycznych warunkach. Ponadto była to doskonała okazja do połączenia w jedną całość moich trzech pasji: fotografii, podróży i sportu. Z dzisiejszego punktu widzenia maraton okazał się tylko jednym z elementów tej jakże niecodziennej wyprawy.

Miejsce w którym już po raz 12 zorganizowano bieg to tereny położone w południowo zachodniej części Algerii w prowincji Tindouf (w tym, że jest to miejsce egzotyczne utwierdził mnie sprzedawca w sklepie wolnocłowym na lotnisku w Madrycie nie ukrywając zdziwienia na widok mojej karty pokładowej – gdzie to do cholery jest?). To obszar na który składa się kila obozów dla uchodźców (łącznie ok. 250tysięcy osób) z okupowanego przez Maroko terytorium Sahary Zachodniej. Obywatele Demokratycznej Arabskiej Republiki Sahrawi osiedlili się w tym miejscu ponad 30 lat temu w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi po wygnaniu ich z obszarów na których mieszkali od pokoleń. Dzisiaj mają swojego prezydenta, rząd, parlament i … niewiele więcej.

Continue reading 'Sahara Marathon 2012'»

Gommerlauf 2012

By , 28 lutego 2012 20:50

Trzeci rok z rzędu miałem możliwość zrobienia 30km łyżwą w rejonie Wallis (niedaleko Furka Pass). Tym razem mogłem wystartować w lepszej grupie, ale przez pomyłkę zostawiłem narty w dalszym sektorze. Dopiero 5 minut przed startem zorientowałem się i dołączyłem niestety na tyły mojego sektora. Nie czułem się zbyt mocno ostatnimi czasy, a pobudka o 4:30 nie przysporzyła mi sił. Batman tym razem został w domu i na zawodach byłem sam. Mimo braku mocy wykręciłem przyzwoity jak na dla mnie wynik. Hurpa.

Czas:1h57 Miejsce:385/743 w kat. 71/131, GPS, Wyniki

La TransJurasSienna 54km FT Batman

By , 14 lutego 2012 22:56

Drugi dzień zawodów La TransJuraSienne rozpoczął się bardziej słonecznie i bardziej wietrznie.
Dojeżdżając wraz z Miśkiem i Marlonem samochodem do miejscowości Les Rousses, w której było miejsce startu na dystansie 54km, widoczność na niektórych otwartych przestrzeniach była tylko na kilka metrów. Silny wiatr unosił zmrożony śnieg i przenosił go z impetem wzdłuż trasy. Niestety kierunek wiatru był dokładnie przeciwny do kierunku wyścigu. Silny wiatr wraz ze śniegiem w temperaturze -13 nie jest zbyt zachęcający do wychodzenia na zewnątrz, a już na pewno nie do jazdy na nartach przez ponad 50 kilometrów w przeciwnym kierunku. Moje samopoczucie fizyczne i chęci do startu, od samego rana, były jak nigdy bliskie zera. Wiedziałem że trasa nie jest łatwa, wiedziałem że po drodze czeka na mnie prawie 10-kilometrowy podjazd, wiedziałem że śnieg jest sypki i nie ubity a przez to wolny, wiedziałem że będzie ciężko – nie wiedziałem tylko jak bardzo.

W zasadzie do ostatniego momentu nie było również wiadomo czy wystartuje Batman. Peleryna na plecach generalnie nie jest czymś co pomaga przy silnym wietrze, chyba że wiatr wieje w kierunku jazdy. Mimo wszystko Batman stawił się dokładnie o 10:04 i minutę później wystartował z pierwszego bloku na podstawie przywidywanego czasu. Założenia na bieg były znane w momencie rejestracji: spokojnym tempem przejechać cały dystans, pić i jeść na każdej stacji, tym startem poprawić bazę kondycyjną na Zurich marathon i lipcowego IronMan.
Początek zawodów i pierwsze kilometry były walką generalnie z własną psychiką i odrzucaniem negatywnych myśli. Warunki były iście arktyczne i brakowało chyba tylko niedźwiedzi polarnych. Prawie wszyscy zawodnicy mieli osłonięte twarze starali się jechać jak najbliżej tego poprzedniego, tak ażeby jak najbardziej osłonić się od wiatru. W takim stylu mozolnie parli na przód. Na 8 kilometrze jakiś gość zasłabł. Widok jego bezwładnego ciała które kibice ściągali pośpiesznie z trasy biegu nie nabawiał optymistycznie. Na tym etapie zawodnicy biegnący na dystansie 76km wymieszali się z zawodnikami z 54km. Nie zdążyłem zarejestrować z której grupy był nieszczęśnik. Po raz pierwszy widziałem taką akcję na zawodach nart biegowych.

Po 16 kilometrach Batman z grupą innych narciarzy wjechał do wioski Bois d’Amont. Radość francuskich wieśniaków była przeogromna. Częstowali wszystkich ciepłymi napojami, suszonymi owocami i lokalnym serem. Francja została wyzwolona po raz kolejny! Po kilku łykach i kęsach ruszył dalej, tym razem w przeciwnym kierunku przez jakieś kilkaset metrów. Cóż to były za metry! Ciepłe, słoneczne i generalnie prawie nic nie musiał robić – wiatr pracował za niego. Jego peleryna nagle wyznaczała mu kierunek jazdy. Tym sposobem znalazł się u podnóża leśnego podbiegu prowadzącego do Les Ministres. Przy okrzykach francuskich wieśniaków zaczął wspinaczkę.

Wjechał do lasu gdzie było bezwietrznie i zupełnie cicho. Gdyby nie ciężkie oddechy innych i dźwięk skrzypiącego śniegu spod nart byłoby zupełnie bezdźwięcznie. Wszyscy jechali dalej w tym samym celu – wyzwolić kolejne wsie i przynieść kolejnym wiadomość o wyzwoleniu spod tyranii ociężałości i starzenia się w fizycznej niemocy. Ich różnokolorowe sylwetki poruszały się w tym samym rytmie z lewa na prawa i zostawiały na śniegu miliony znaków V – znaków zwycięstwa. Mimo że znaki prędzej czy później się roztopią, w tym roku już są zwycięzcami, a za rok zawalczą jeszcze raz.

Na około 25 kilometrze w Les Ministers skończył się podjazd i trasa stała się bardziej urozmaicona. Chyba najgorsze już za mną – pomyślałem i mój optymizm dodał mi skrzydeł. Zacząłem konsekwentnie wyprzedzać kolejnych narciarzy. Wiatr nie był już tak dokuczliwy jak na początku – lekkie górki i wzniesienia rozbijały jego impet i jechało się znacznie przyjemniej. Lokalni francuscy wieśniacy wydawali się być rozmieszczeni w idealnych miejscach i ich wysuszone owoce i ciepłe napoje dodawały energii na kolejne kilometry. Na niektórych stacjach obecność Batman’a ogłaszana była przez prezentera. Generalnie Batman był zdecydowanie najbardziej dopingowanym zawodnikiem na trasie, a jego imię wypowiedziane zostało z francuskim akcentem tysiące razy. Szkoda tylko, że zapomniał założyć swojego nowego pasa, w związku z tym niektórzy mylili go z diabłem. Co ciekawe, pomimo to na ich twarzach pojawiał się uśmiech i pozdrawiali go serdecznie.

Kolejne wyzwolone wioski to Bellefontaine, Chapelle Des Bois, Chaux-Neuve, Petit Chaux i ostatnia – Mouthe. Czym bliżej metry tym bardziej podejrzany wydawał mi się odczyt z mojego GPS’a który miał generalnie deficyt około 6km w porównaniu do znaków na trasie. Dopiero wieczorem ze strony z wynikami dowiedziałem się, że trasy na 76km i 54km były oficjalnie o 4km krótsze, a według mojego GPS’a o prawie 6km. Generalnie poziom organizacyjny począwszy od strony internetowej, serwisu na trasie i bufetu na mecie (którego nie udało mi się zlokalizować), nie był na najwyższym poziomie. Czym na pewno ten wyścig się wyróżnia ponad inne, to jego trasa – jest niesamowicie przepiękna, urozmaicona, trudna, no i dłuższa niż wszystkie inne. Mój kolega z klubu narciarskiego mówił, że nie zawsze jest w Jurze wystarczająco śniegu. W tym roku jednak nie było z tym problemu.

Na mecie czekała na mnie cała brygada: Ania, Pola, Asia, Tymek, Misiek i Marlon i tysiące francuskich wieśniaków.

Dzięki wszystkim bardzo za kibicowanie pomimo siarczystego mrozu, transport i zdjęcia. Szczególne podziękowanie dla Asi i Miśka za gościnę – było tak fajnie, że możecie być pewni że przyjedziemy jeszcze raz ;)

Z czasem 3h:56:39, zająłem wśród meżczyzn miejsce 89 na 378. Wśród swojej grupy wiekowej „Veteran 2” byłem 8 na 39. GPS Wyniki Zdjęcia Hurpa!

Surselva Marathon 2012

By , 31 stycznia 2012 22:15

Alpy toną w śniegu! Temperatury w okolicach zera stopni powodują, że śnieg w górach cały czas pada. Mieliśmy zatrzymać się na weekend w Sumvitg, 10km od Surselva, w której odbywają się zawody. Niestety, dach stodoły naszej kwatery z obozu rowerowego 2010 nie wytrzymał tej ogromnej ilości śniegu i się zarwał. 1 2. Na każdym z domów zalega po 1,5metra zbitego śniegu i tamtejsze wioski wyglądają w tym roku nadzwyczaj przepięknie. W noc przed zawodami spadło dodatkowo jeszcze 25cm śniegu i ratraki od 4-tej rano przygotowywały trasę. „Zima na całego”, tak określiła to moja teściowa Grażyna, która razem z Anią i Pola była z nami na zawodach. W związku z faktem, że byliśmy zmuszeni jechać na zawody w niedzielę rano, wykorzystaliśmy sobotę na jazdę na sankach i zrobiliśmy popołudniu po dwa zjazdy po 6km – Pola była zachwycona, a Grażyna przejechała w 2 godziny dystans dłuższy niż przez całe życie.

W niedzielę, w miejscu zawodów było około -3 stopni, zza chmur wyszło piękne słońce, a na linii startu stanął Batman. Nikt do tej pory nie wie jak się to stało, skąd się wziął i dokładnie kiedy, nikt się tego nie spodziewał – po prostu pojawił się. Wiadomość szybko rozniosła się po okolicy. Ludzie porzucili łopaty i maszyny do odgarniania śniegu, restauracje opustoszały, pocztę zamknięto, zaczęły bić dzwony lokalnych kościołów. Tłumy nadciągały, dzieciaki biegły na linię startu – wszyscy chcieli zobaczyć Batmana. On był już przygotowany. Czarne okulary przysłaniały jego przeraźliwie bystre, nieziemsko seksowne i przeszywające spojrzenie. Jego ramiona i dłonie w czarnych rękawicach przypiete już do kijków narciarskich wydawały się być jak dwa lewary łączace koła parowej lokomotywy – silne, stalowe, pełne nieludzkiej mocy, nie mogące się doczekać pierwszych ruchów nadających całości pęd – pęd przez żadne inne siły nie do zatrzymania. Jego wyrzeźbione muskularne nogi wpietę w wiązania nart, tym razem fachowo nasmarowane przez kolegę Ernst’a, stały się jednością i niecierpliwie wyczekiwały pierwszych ślizgów rozgrzewających wosk i włókna mięśni stopniowo włączanych do wysiłku. Stał wyprostowany, spokojny, zauroczony widokami i atmosferą pięknego poranka. Jego smukła sylwetka wyróżniała się spośród innych biegaczy, był średnio o głowę od nich wyższy i ubrany w strój mrocznego rycerza. Jego peleryna delikatnie falowała wraz z mroźnym, przyjemnie orzeźwiającym górskim powietrzem. Czekał na start. Wielokrotnie przelatywał służbowo nad Alpami i zawsze żałował że nie ma wystarczająco czasu na udział w tych przepięknych narciarskich imprezach. Tym razem, tak jak przed dwoma tygodniami, wszystkie misje w tygodniu zakończyły się na czas i niedziela była tylko dla niego i jego najwierniejszych wielbicielek: Ani, Poli i Grażyny.

Czuł się lekko, nadzwyczaj lekko. Uczucie to niezaprzeczalnie zawdzięczał wypiciu pół litra soku z czerwonych buraków, co zakończyło się niespodziewanym rozwolnieniem. „Dobrze że na wszystko było wystarczająco czasu” pomyślał, przecież widok chowającego się za muldami śniegu Batmana mógłby niektórych rozczarować – „z pewnością nikt nie ma oczekiwań ujrzenia mnie po raz pierwszy w życiu w tak niefortunnych okolicznościach!”. Zdecydowanie mogłoby się to przyczynić do utraty autorytetu i wypaczyć charaktery najmłodszych kibiców coraz liczniej gromadzących się wokół miejsca startu. Ścisnął mocniej, wybierając luzy, swój stary wysłużony pas batmański. Nowy już zamówiony. Został wysłany ze specjalnej, tajnej fabryki z Chin, lecz utknął gdzieś w drodze i nie dotarł na czas zawodów.
Odgłos strzału rozpoczął wyścig i Batman wraz innymi ruszył w trasę. Wystartował na tyłach stawki, spokojnie bez gwałtownych nieprzemyślanych zmian tempa, powoli lecz stanowczo wymijając kolejnych zawodników. Nie miał zamiaru wygrać, robił to dla czystej poezji ruchów, dla doświadczenia tej samej, ale działającej w niecodzienny sposób siły grawitacji, która każdy zjazd czyniła szybkim, a każdy podjazd wyczerpującym. Robił to dla czystej przyjemności odkrywania zaskakujących możliwości człowieka nietoperza, w nieziemsko pięknych, malowniczych, przekraczających ludzką twórczą wyobraźnie miejscu. Czarne kształty jego wysportowanego ciała delikatnie opięte strojem mrocznego rycerza na tle białego śniegu były niczym symbole Tai Chi, na przemian odzwierciedlające bezruch i przyspieszenie, balans i harmonię, kumulację i eksplozję potwornej siły zgromadzonej w jego ciele. Jego ruchy były szybkie i pewne, jego technika ślizgów nigdy wcześniej tak doskonała i jednocześnie obiecująca na przyszłość. Był jak Zorro przeszywający swoimi szpadzistymi nartami płatki śniegu i zostawiający po sobie idealnie wyryte znaki, będące namacalnym lecz ulotnym dowodem na jego istnienie. Płynął po spienionym oceanie walcząc z każdą nadchodzącą falą i osiągnąwszy jej szczyt sunął wraz z nią w otchłań kończącą się kolejną, jeszcze większą niż poprzednia ścianą puszystej piany. Był jak Justyna Kowalczyk objawieniem, pociskiem nie do zatrzymania, nie dającym szans konkurentom i wyprzedzającym po raz pierwszy na zawodach Ernst’a, który już chyba nigdy nie nasmaruje mu tak dobrze nart. Przekroczył linię mety w pełnym słońcu z uniesionymi ramionami przy okrzykach Poli, Ani, Grażnyny i niezliczonych kibiców. Cała Surselva świętowała razem z nim… ;) :) :)

Oprócz Batmana, w moich oczach zwycięzcami byli: Pani Andree Degoumois i Pan Armin Bohrer oboje rocznik 1936 – 76lat! Niesamowite!

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 141/182, w kategorii: 27/36, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com