Category: inne

Wesołych Świąt

By , 18 grudnia 2013 22:22

Tak jakoś wyszło, że minęło już pięć lat od wydawałoby się szalonego pomysłu zrobienia czegoś ciekawego – z perspektywy czasu śmiało można przyznać, że wybór był idealny. O tym, że niewielu z nas uwieżyłoby w to co się w tym czasie wydarzyło chyba nie muszę wspominać :-)

Przez ten okres dużo się zdarzyło, zmieniło, wiele rzeczy jest już bezpowrotnie innych. Mimo wielu trudności, większość z nas cały czas intensywnie trenuje i nie wyobraża sobie życia bez treningów, startów, spotkań, pokonywania kolejnych granic wytrzymałości swojego organizmu – jest po prostu WYBORNIE!

Dlatego z okazji świąt i nowego roku życzę Wam wszystkim dalszego trwania w sportowym duchu, dużo spokoju, zrealizowania marzeń, ciepła rodzinnego i NIE objadajcie się za mocno!!!

pozdrawiam ks

PS. Tutaj krótka zajawka mojej najnowszej produkcji :-)

Hurpa boy – Maksymilian

By , 29 grudnia 2012 10:34

21.12.2012 – w dzień końca świata według kalendarza Majów urodził się Maksymilian Tomczak. Umarł świat – niech żyje świat!!!
Maks ważył 3645 i mierzył 51cm. Jest zdrowy i silny. Hurpa!

PZTri – nowa strona www

By , 7 czerwca 2012 0:38

Pewnie wielu z Was miało okazję przynajmniej mimochodem usłyszeć o „wielkich” wyczynach naszego związku narodowego. Niestety przez długi okres, patrząc na działania jego członków można było było pomyśleć, że żyjemy w kosmosie – bynajmniej nie dlatego, że proponowane rozwiązania są tak wybiegające w przyszłość ale raczej ze względu na kompletnie niezrozumiałą i odbiegającą od zdrowego rozsądku koncepcję działania.

Daleki jestem od krytyki w tzw. „czambuł” wszystkiego co Ci ludzie zrobili ale kilkukrotnie jako typowy amator miałem okazję być ofiarą  decyzji podejmowanych przez działaczy. Wystarczy tu wspomnieć pamiętne licencje czy „rzetelność” podczas sędziowania w Suszu. Ale co tam, w nadziei że idzie lepsze z przyjemnością obejrzałem nową odsłonę strony www naszego związku. Strona ta powstała ponad pół roku po tym jak szanowny Pan prezes publicznie podczas konferencji w listopadzie 2011 w Warszawie obiecał, że za dni 10 strona będzie gotowa – ale przecież 6 miesięcy nie robi różnicy –  w końcu jest. Nie trzeba chyba nikomu uświadamiać, że w czasach facebooka, twittera, wszechobecnych mediów dobra strona www to bardzo istotny element komunikacji. Tym bardziej z zadowoleniem przejrzełem sobie nową odsłonę.

I tu niestety nastąpiła konsternacja – otóż nasz Narodowy Związek Sportowy kradnie własność intelektualną –  tak nie pomyliłem się KRADNIE. W informacji – oraz banerze na stornie głównej zapowiadającej zawody w Szczecinku  zauważyłem że zdjęcie promujące wydarzenie  gdzieś już widziałem – nie pomyliłem się to jest moje zdjęcie zrobione podczas naszego zgrupowania w Uster 2009.

Panowie z PZTri doszli najpewniej do wniosku, że jak ktoś na swojej stronie ma jakieś fajne zdjęcia to przecież można sobie je śmiało skopiować i wrzucić na swoją stronę dla celów własnej promocii nawet nie podając źródła, o krótkim mailu z zapytaniem nie wspominając.

I żeby była jasność w temacie – nie aspiruje do nagrody World Press Photo i nigdy nie wziąłem złotówki za wykorzystanie moich zdjęć, przeciwnie wiele razy sam ponosiłem koszty jak ktoś zwrócił się do mnie z prośbą o udostępnienie moich fotek. Nie żyje z fotografii i chętnie wyrażam zgodę na ich wykorzystanie jeżeli komuś pasują – ale minimum przyzwoitości wg wyznawanych przeze mnie zasad to po prostu zapytać albo chociaż podać źródło. Ale w nasz wielki związek narodowy, do którego co roku wpłacam parę dych z tytułu opłaty za licencję uważa, że jest tak wielki, że po prostu może sobie kraść i nikomu nic do tego.

Ponowie działacze przykro mi na to patrzeć i wydaje mi się, że jedyny komentarz to krótkie stwierdzenie: po prostu żałosne. I chodzi mi przede wszystkim o naruszanie pewnych zasad a nie moją osobę. Niestety można przypuszczać, że również inne materiały na stronie zostały pozyskane w podobny sposób.

Pozostaje mieć nadzieję, że z biegiem lat działacze odejdą do dział a ich miejsce zajmą ludzie, którzy rzeczywiście chcą coś zrobić i popularyzować sport nie naruszając przy tym prawa, i będą robić dużo dobrego dla wszystkich pasjonatów triathlonu – bo przecież chyba po to są,

pozdrawiam ks

strona PZTri

moja strona

Wyzwania 2012

By , 3 stycznia 2012 21:37

W ramach zapytania o Wasze wyzwania na rok 2012, zamieszczam swoje:

Hurpa!

Debiut Hurpaguna Tymka & 10K by Misiek

By , 13 lipca 2011 8:47

W wieku 11 miesiecy Tymek rozpoczal swoja hurpagunska kariere  biorac udzial w zawodach serii „Splashathon” w dyscyplinie „Solo swim through magic hoop” (tego chyba jeszcze nikt nie robil – tak wiec od razu nowa dyscyplina w osiagnieciach klubu). Przy okazji Tymkowi udalo sie uzbierac £45 dla organizacj charytatywnej,  za co wszystkim ofiarodawca jeszcze raz chcielismy podziekowac.

Tatus przy okazji pognal przelajem 10km w czasie 55.42 (pozycja 116/300) w biegu Run Jericho (www.runjericho.com). Zapraszamy no fotorelacje.

Zürich Marathon 2011

By , 17 kwietnia 2011 11:43

To była spontaniczna, ryzykowna decyzja – zapisałem się na Zürich Marathon w ostatni dzień zapisów, na 10 dni przed biegiem. W związku z tym na specjalne przygotowania nie było czasu. Przeprowadzka, przygotowania do remontu i inne obowiązki trochę podziurawiły plany treningowe. Dodatkowo w przeddzień zawodów postanowiliśmy zorganizować parapetówkę dla znajomych i ciężko było się ustrzec od pokus w postaci humburgerów, piwa i pysznych deserów. Chciałem przebiec ten maraton bo to jakby nie było już trzecia wiosna od kiedy się przenieśliśmy w okolice Zürich’u, a medalu w gablotce życiowych sportowych trofeów brak. Postanowiłem spróbować i założeniem, że gdy nie będę się czuł na siłach to po prostu zejdę z trasy, stawiłem się przed 8:30 na starcie…

Trochę zimno. Może jednak źle zrobiłem, że jestem tylko w tri-suit’cie. Mam nadzieję, że nie. W końcu ostatnie dni i tygodnie udowodniły że możliwe jest lato na początku kwietnia. Prognoza była taka jak na wczoraj, czyli słońce i temperatura rosnąca do 20 stopni. Poza tym się rozgrzeję… Może powinienem był założyć startówki zamiast Newton’ów – w końcu to po 100gram mniej na nodze. Czuję się trochę jak koń z kopytami, przy czym na każdym kopycie jest zamontowana nielekka podkowa. I właśnie dlatego mam te podkowy, żeby przypominały mi o tym że ten bieg jest biegiem treningowym, a maraton – maratonem do zaliczenia. Gość z nagłośnienia trąbi że jest ponad 6 tysięcy ludzi z różnych krajów. Wymienia kraje… Nie wymienił Polski. Już go nie lubie… Minuta do startu. Jak na maraton to mało ludzi. Stoje około 10 metrów od linii startu, za mną baloniki na 3.15, a przede mną baloniki na 3h. Super że są baloniki na 3.15 bo w Poznaniu nie było. Podpadnięty gość mówi, że zostało 30 sekund – co zresztę widać na zegarze tuż nad linią startu. Uderza mnie brak podniosłej muzyki, co szczerze mówiąc mnie cieszy, gdyż trochę mi się już to przejadło. Szczególnie po Engadin XC Skiing Marathon, gdzie start jest partiami co 5 minut i przy starcie każdej grupy puszczają ten sam kawałek. W pierwszym roku zanim wystartowałem odsuchałem go, stojąc w temperaturze -20 stopni i lycr’ze, pięć razy. W drugim cztery razy, a w tym roku trzy. Mam nadzieję, że za dwa lata przesunę się do pierwszej grupy i usłyszę ten kawałek tylko raz, a mój poziom wzruszenia na starcie będzie adekwatny do zamierzeń organizatorów i z przymarzającymi łzami w oczach ruszę w dal. 10 sekund. Ludzie zaczynają bić brawo! No tego to się nie spodziewałem. Przypomniały mi się szkolne wycieczki do kina, gdzie wszyscy byli tak podjarani tuż przed filmem że zaczynali bić brawo. Inna sytuacja: rodacy w samolocie przy lądowaniu – fenomen na skalę światową. Przed oczami mam też apel z czasów ogólniaka, gdzie dyrektor szkoły postanowił dać po raz pierwszy, i ostatni w takich okolicznościach, wykład o astronomii. Tak się niefortunnie złożyło, że publiczność zupełnie spontanicznie postanowiła bić brawo co drugie zdanie z narastającą częstotliwością. Wykład zakończył się wcześniej niż planowano, jedną ciągłą owacją. Cała rada pedagogiczna była bezsilna… Bach!- wypalił pistolet. Jedziemy… Na 3.15 tempo jest 4.37 na km. Nie jestem w stanie pobiec na 3.15, więc super będzie jak będę poniżej 5. Czuję, że nogi mam trochę ciężkie. Pewnie się rozkręcą. Pierwszy kilometr, garmin mówi 4:32. Hmm, nie jest źle. Drugi kilometr, garmin mówi 4:25. Super. Za szybko. Nie będę w stanie wytrzymać 42km z takim tempem. Zdechnę przy trzydziestce. Zwolnij. Trzeci kilometr, garmin mówi 4:26. Przypomina mi się jeden z Hurpguns przed maratonem w Poznaniu, gdzie mówił że zaczyna po 6:30 na kilometr, a biegł po 5 na kilometr. ;) Widocznie to jeden z tych dni, gdzie założenia taktyczne zostają na linii startu. Czwarty kilometr, garmin mówi 4:26. Ok, więc oficjalnie, zaczynam olewać to co sobie obiecałem. Zbiliżam się do stacji z napojami. Rewelacja! Zamiast beznadziejnych plastykowych kubeczków, z których ciężko się napić, dostałem wodę w małej butelce. Po raz pierwszy w życiu wody było więcej we mnie, niż na mnie. Tylko przez te buteleczki, mogę stwierdzić, że było warto. Piąty kilometr 4:26. Tento – niskie. Ok, będę jechał tym tempem i zobaczymy co się stanie po 30 kilometrach. Wciągam żelka GO porzeczkowego. Mniam. Jestem ubrany w sam raz. Pogoda jest fantastyczna. Słoneczko świeci z przodu i jest chłodny wiatr. Widzę, że jest dużo gości w długich rękawach. Przesadzili. Jest coraz cieplej, za godzinę zaczną się gotować. Biegniemy przy jeziorze. Piękne widoki. Ludzie wynurzają się z domów i stają przy drodze. Jakiś starszy pan gra na saksofonie, całkiem nieźle brzmi. Kolejne kilometry, a garmin mówi to samo 4:3x. Już się boję co będzie po trzydziestce, ale coś nie pozwala mi zwolnić. Objechałem to jezioro na rowerze kilkanaście razy, także wiem co mnie czeka – długa droga do nawrotu. Jakiś gość w białej czapeczce, cały czas się mnie trzyma, a ja jego. Zawsze się jakiś znajdzie. Fajna kapela między 12/13km. Żelek lemonowy Isostar i trochę wody. Ble. Wziąłem, bo wiem że ma dużo cukru – przyda się. Gość w czapeczce zaczyna mi odjeżdżać przy dwudziestym kilometrze. Postanawiam zostać w tyle. Niech odjeżdża… Po kilometrze cieszę się, że chociaż to odpuściłem i mogę biec zupełnie własnym tempem. Połówka. 1.35. Super, z tymże wiem że nie jestem w stanie przebiec drugiej w tym samym tempie. Widzę ludzi, wracających po nawrocie. Biegną na poniżej 3h. Trochę im zazdroszczę. Nawrót przy 25km z podbiegiem. Po nawrocie na podbudowanie ducha, zarzucam muzę. Bronsky Beat pytają się „dlaczego” a ja im odpowiadam „dlatego”. Cold play zapodaje uspokajające tony, słońce świeci w plecy coraz mocniej, a chłodna bryza wieje w twarz. Eminem mówi, że mam tylko jedną szansę, więc się rozkręcam. Tempo rośnie. Dochodzę gościa w czapeczce przy 30km i zostawiam go w tyle. Żelek GO porzeczkowy. Mniam. Jakaś kapela mówi mi że, telewizja rządzi narodem, chyba się z nią zgadzam. Pewnie miliony ludzi w tym momencie oglądaja maraton londyński, a tylko tysiące biegną. Coś w tym musi być. Za kilka dni w UK królewski ślub, ciekawe jaka będzie oglądalność. Z niezliczonej ilości gadżetów na tą okoliczność najbardziej spodobał mi się ten i ten. Zaczyna mnie boleć prawa czwórka (to nie jest termin dentystyczny) – nie dobrze. Kilometr 35, Prodigy mówi mi że to są ludzie Voodoo i też się z tym zgadzam. Większość pokracznie stawia każdy krok i widać, że wszyscy już mają dość. Jeden pacjent staje – nie ten dzień. Cieszy mnie, że ja się jakoś trzymam, ale martwi mnie prawa czwórka zaczyna boleć coraz bardziej. Żelek GO porzeczkowy. Mniam. Kilometr 38, zaczyna boleć lewa czwórka. Super, to znaczy, że to tylko zmęczenie, a nie kontuzja. Kilometr 40, gość leży na chodniku, nogi oparte o mur – chyba mu słabo. 500m dalej kolejny pacjent leży, wokół niego medycy. Chyba przesadził. Obie nogi mam już bardzo obolałe, biegnę bo już nie pamiętam jak się chodzi. Ostatnia prosta. Widać metę. Piękny widok. Na to czekałem ponad 3 godziny. Wpadam na metę 3:13. Życiówka!. Na mecie czeka na mnie Ania i Pola. Fantastycznie!

GPS; Wyniki; 3h:13:04 miejsce 451/2687 wśród mężczyzn; Zdjęcia wkrótce

Dorney Lake Duathlon 2011 by Misiek

By , 3 kwietnia 2011 22:00

MISIEK: „DORNEY LAKE DUATHLON czyli świat ucieka do przodu, po długiej przerwie wychowawczo zimowej rozpocząłem sezon 2011, czas 1.42 czyli 13 minut lepszy niż dokładnie na tej samej imprezie rok temu ale niestety pozycja caly czas ta sama, jak to możliwe?, chyba wszyscy zaczęli przygotowywać się do Olimpiady, nic, to dopiero rozgrzewka, na poprawianie pozycji jeszcze przyjdzie czas…”

Zdjęcia

Engadin Ski Marathon 2011

By , 15 marca 2011 22:16

Już tradycyjnie sezon cross-country zakończyłem maratonem Engadin. Tym razem wystartowałem w lepszej grupie (Hauptklasse A), na co zapracowałem sobie w roku poprzednim. Warunki były trudne, gdyż spadł świeży śnieg i generalnie czasy zawodników były gorsze niż w latach poprzednich. Pomimo to, udało mi się urwać kilkanaście minut i poprawić o prawie 1800 miejsc. Tym samym, na przyszły rok zakwalifikowałem się do jeszcze lepszej grupy (Elite C). Podchodząc do tego statystycznie-zimno, powinienem wygrać te zawody za dwa lata ;). Były ze mną moje dziewczyny Ania i Pola, dzielnie kibicowały mi i pozostałym ponad 10-tysiącom zawodników. Dzięki!
Oficjalne zdjęcia Engadin 2011
Czas: 2h:38m Miejsce mężczyźni: 2307/7683 GPS

Hurpaguns’kie dziecko – Laura Maria Sopilnik

By , 9 marca 2011 14:18

Wczoraj w Oxfordzie narodziła się Laura Maria Sopilnik. Ważyła 3,2kg. Serdeczne gratulacje dla mamy Oli, taty Marka (Charliego) i siostrzyczki Oli.

Wiem, że Marek przygotowuje się do triathlonu w Blenheim Palace, Woodstock, UK.
Nie będzie łatwo pogodzić wszystkie obowiązki, więc tym bardziej życzę wytrwałości i powodzenia.

Gommerlauf 2011

By , 28 lutego 2011 23:05

W niedzielę, budzik zaczął dzwonić o 3:45 rano, a o 4:15 byłem już z chłopakami z klubu XC w samochodzie w drodze na zawody. Zastanawiałem się czy ja dalej jestem normalny, żeby o tej porze zrywać się z łóżka, żeby zmarznąć, żeby cierpieć przez prawie dwie godziny, żeby być potwornie zmęczonym, żeby zacząć kolejny tydzień w pracy z wyczerpaniem i niedospaniem. Patrzyłem na kolegów z klubu Friedrich 60, Ernst 53, Paul 51, którzy od wielu lat w sezonie zimowym robią to co tydzień, brali udział w tysiącach zawodów i w przypadku Friedrich’a, tegoroczny Engadin marathon będzie jego 34-tym. Patrzyłem na ich twarze i starałem się wyczytać ich wewnętrzną motywacje i rozszyfrować powody dla których to dalej robią.

Podczas biegu, będąc już sam ze sobą, myślałem o tym dalej. Moje myśli jednak, jak przez cały poprzedni tydzień, zdominowane były przez tragiczną wiadomość, która dotarła kilka dni wcześniej. Mój kolega z pracy Hamood Khan, z którym pracowałem od dwóch lat, wraz z narzeczoną i teściami, zginęli tragicznie na wyprawie narciarskiej. Hamood nie uprawiał czynnie sportu, natomiast corocznie wyjeżdżał na tydzień do Norwegii i codziennie na nartach chodził po kilka kilometrów, zatrzymując się w sieci domków specjalnie do tego celu przygotowanych. W fatalnym dniu, cała czwórka zaskoczona została przez nagłą zmianę pogody i zamieć śnieżną. Z relacji norwega, który spotał ich na szlaku wynika, że szli do kolejnego domku, natomiast musieli zmienić decyzję i starali się powrócić do poprzedniego. Niestety nie dotarli. Cała czwórka zamarzła. Zabrakło im 800 metrów. Do tej pory odnaleziono narzeczoną, i teściów, każde z nich w innym miejscu. To co musieli przeżyć w ostatnich godzinach swojego życia  spędza mi sen z powiek. Mojego kolegi nie odnaleziono, a poszukiwania zostały wstrzymane. To dodatkowa tragedia dla jego rodziny, która będzie musiała czekać do wiosny żeby przeżyć kolejny szok.
Hamood podzielił się kiedyś za mną swoim marzeniem, że gdy przestanie pracować, osiedli się w Norwegii. Jego marzenia w dużej części się spełniły… (Prasa)

Długo zastanawiałem się czy pisać o tej tragedii na stronie, gdyż niewiele ma to wspólnego z triathlonem czy ogólnie ze sportem.
Postanowiłem jednak, że to zrobię, bo Hurpaguns dla mnie to nie jest sport. To cieszenie się życiem i korzystanie z jego uroków tak, jak można najlepiej – po prostu Hurpa. Niestety śmierć jest częścią życia i bycie tego świadomym, chyba pełniej pozwala nam się nim cieszyć i je doceniać.

Czy żałuje że zamiast spać wstałem rano i przebiegłem na nartach 30km? NIE
Czy zrobię to jeszcze raz? TAK

Hurpa! GPS Wyniki Miejsce kat. 77/134, ogółem mężczyźni 345/705

Friedrich

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com