Category: news

2013 – Nowy Rok inaczej…

By , 1 stycznia 2013 13:49

Tym razem Nowy Rok powitałem inaczej. O wyjściu na imprezę nie było mowy, gdyż Maks nie rozstaje się z mamą, więc postanowiłem wystartować w Noworocznym biegu w Zurichu.
Punkt 00:00:00 1.1.2013 wraz z setkami innych zapaleńców-desperatów na strzał zwiastujący Nowy Rok wybiegliśmy z hali sportowej. Na zewnątrz przywitał nas huk petard i sztuczne ognie, które towarzyszyły nam do końca biegu. Życzenia noworoczne tym razem odbyły się bez uścisków i buziaków, gdyż na te nie było czasu, poza tym nikogo nie znałem.
Trasą biegową była 6-cio kilometrowa pętla biegnąca głównie nad rzeką o naturalnej nawierzchni i zaczynająca się i kończąca na hali sportowej. Do wyboru były cztery dystanse: 6,12,18,42 km. Ja wybrałem 18km, a więc trzy okrążenia.
Śmiesznie było biec w nocy z lampką na czole i widzieć po dugiej stronie rzeki setki światełek poruszających się w tym samym kierunku. Nie było widać sylwetek biegnących – tylko światełka.
Po 1 godzinie i 21 minutach Nowego Roku po raz trzeci wbiegłem na halę i przekroczyłem metę.
Niech żyje 2013 i niech będzie tak aktywny i satysfakcjonujący jak jego początek!

Wyniki GPS

Ironman – zapowiedź debiutu – Marlon

By , 4 listopada 2012 12:06

Decyzja o podjęciu wyzwania IM nie jest łatwa. Trzeba zdecydować się dużo w przód i być na tyle wytrenowanym, aby uwierzyć w możliwość ukończenia. Co ciekawe to, że po podjęciu tej decyzji, wszystko jest już bardziej proste i przy odpowiednim planie, układa się w jedną całość.

Marlon zdecydował się na IM UK w Bolton. Gratulacje decyzji i powodzenia w treningach.
Ciekawe czy od tej pory będzie trening podczas którego nie będziesz myślał o 4 sierpnia 2013? Hurpa!

Richmond Marathon – zapowiedź debiutu – Ola i Tom

By , 4 listopada 2012 11:35

Już za 5 dni, 11-ego listopada, Ola i Tom wystartują w ich pierwszym maratonie. Życzymy powodzenia, trzymamy kciuki i czekamy na informacje o życiówkach, które niezaprzeczalnie padną. ;)

Gommerlauf 2012

By , 28 lutego 2012 20:50

Trzeci rok z rzędu miałem możliwość zrobienia 30km łyżwą w rejonie Wallis (niedaleko Furka Pass). Tym razem mogłem wystartować w lepszej grupie, ale przez pomyłkę zostawiłem narty w dalszym sektorze. Dopiero 5 minut przed startem zorientowałem się i dołączyłem niestety na tyły mojego sektora. Nie czułem się zbyt mocno ostatnimi czasy, a pobudka o 4:30 nie przysporzyła mi sił. Batman tym razem został w domu i na zawodach byłem sam. Mimo braku mocy wykręciłem przyzwoity jak na dla mnie wynik. Hurpa.

Czas:1h57 Miejsce:385/743 w kat. 71/131, GPS, Wyniki

La TransJurasSienne 2012 – 25CT Misiek

By , 11 lutego 2012 22:10

„Francuska Syberia” tak nazywany jest rejon w którym rozgrywane są zawody La TransJuraSienne. W tym roku chyba szczególnie daje się to we znaki. Szczególnie – gdyż w całej Europie panują mrozy, a w Jurze dodatkowo mocno wiało i jest super zimno. Chyba – gdyż byliśmy w tym rejonie w tym roku po raz pierwszy, więc ciężko powiedzieć czy jest to normą. Po raz pierwszy, ale za to dużą ekipą. Misiek, który w tym roku przeprowadził się do przylegającej Szwajcarii, Marlon, który wpadł na coroczną zimową wizytę oraz Batman planujący start w drugim dniu zawodów.
Misiek wystartował na dystansie 25km stylem klasycznym, który ukończył w wspaniałym stylu. Oto krótki z nim wywiad:

Batman: Co skłoniło Cię do podjęcia tego sportu?
Misiek: Okolica… Coś trzeba robić zimą.
Batman: Dlaczego wystartowałeś w tych zawodach?
Misiek: Bo startuje też w nich Batman.
Marlon: Bo pogoda jest najbardziej przeje***a.
Batman: Jaka była Twoja strategia?
Misiek: Zmieścić się w limicie czasowym. (cel został osiągnięty!)
Batman: Było ciężej niż się spodziewałeś?
Misiek: Nie, nie było ciężej, ale było zdecydowanie zimniej. Ciężkie też były zjazdy, duża prędkość, zakręty i cztery gleby.
Batman: Jakie plany na przyszłość?
Misiek: Jeszcze pewnie zrobię coś w tym sezonie, ale muszę się rozenać co jest dostępne w okolicy.
Marlon: Życzę Ci samych sukcesów w przyszłych startach i lepszych warunków atmosferycznych.
Batman: Marlon – kupiłeś buty i rolki, jakie masz plany związane z tym?
Marlon: Teraz muszę kupić półkę na buty i rolki.
Batman: Powodzenia!

Misiek z czasem 3h18 zajął 82 miejsce na 109 mężczyzn. Wyniki.

Planoiras 2012 – Lenzerheide

By , 16 stycznia 2012 21:52

Pierwsze zawody w sezonie narciarsko-biegowym 2012 zaliczone. “Zaliczone” to chyba jedno z najtrafniejszych określeń w tym przypadku. Równie dobrym kandydatem byłoby “wymęczone” lub “wymordowane”. Otóż nie miałem czasu podjechać przed zawodami do mojego kolegi od smarowania nart i w przeddzień zawodów sam je przygotowałem. Niestety nie spodziewałem się, że temperatura na starcie będzie -10 i użyłem zupełnie nieodpowiedniego wosku. Zresztą, nawet gdybym wiedział, to niemiałbym innej opcji, gdyż tylko taki wosk miałem. Moje narty poprostu przyklejały się do podłoża – moglem wchodzić pod górę na wprost, jak na klasykach. Po pierwszych metrach wiedziałem, że te zawody będę długo pamiętał. Po kilku kilometrach już walczyłem tylko ze sobą, żeby nie zejść z trasy i dołączyć do Ani i Poli, które dzielnie mi kibicowały. Dzięki!

Pogoda i warunki były rewelacyjne – pełna lampa i mnóstwo śniegu.

W tym sezonie startuję jako Batman. Potrzebuję zdecydowanie więcej mocy, ale myśle że przyjdzie z czasem, w końcu to dopiero początki. Zresztą, chyba tylko tej znikomej, aczkolwiek zbawiennej dodatkowej energii zawdzięczam ukończenie zawodów – perspektywa zrezygnowanego Batman’a maszerującego do linii mety z nartami na barkach była nie do zaakceptowania.

W sobotę przed zawodami byłem z Miśkiem na jego drugim w życiu treningu na biegówkach. Misiek zaczyna od klasyka i muszę szczerze przyznać bardzo dobrze mu to wychodziło. Byliśmy w Studen SZ i zrobiliśmy 14km w super warunkach i przy pełnym słońcu. Coś mi się wydaję, że Misiek załapał bakcyla i będzie temat biegówek rozwijał – Powodzenia!

Margani również rozgląda się za nartami do łyżwy i jak tak dalej pójdzie to będziemy śmigać na biegówkach w trójkę!

Podsumowując, był to bardzo trudny pierwszy start w tym sezonie ale tym większa satysfakcja z ukończenia.

Wnioski:

1. Polegaj na profesjonalistach – oddawaj narty kumplom z klubu do smarowania.

2. Batman never gives up!

Hurpa,

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 268/300, w kategorii: 40/44, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Wyzwania 2012

By , 3 stycznia 2012 21:37

W ramach zapytania o Wasze wyzwania na rok 2012, zamieszczam swoje:

Hurpa!

Richmond Half Marathon by Ola & Tom’sky

By , 25 listopada 2011 23:46

Z opóźnieniem, ale to w końcu po drugiej stronie Atlantyku… news’y od Oli i Tom’a:

„Hej Krzychu i cała reszta Hurpaguns,

Chcielibyśmy pogratulować wszystkim Hurpagunom wspaniałych osignięć i rekordów życiowych :) Mamy nadzieję że któregoś pięknego dnia Hurpaguns zawita tutaj do nas na jakiś mały triathlon albo maraton :) Może na NYC ??? W przyszłym roku.

Małe sprawozdanie z naszego osiagnięcia w zeszłą sobotę.

Tutaj na początek z lokalnej tv na temat naszej corocznej imprezy.

Nie załapaliśmy się nigdzie do TV chyba nas wycieli ;)
Poza tym był to nasz trzeci już udział w tej imprezie, ostatni był w 2009.
W tym roku pogoda nam bardzo dopisała, było pięknie i słonecznie jak widać na tym urywku z TV. Choć było dosyć chłodno. Ja się wybrałam bez rękawiczek bo stwierdziłam że się szybko rozgrzeję, reszta się rozgrzała a ręce jak były zimne tak pozostały zimne przez całe 13, 1 mili. Poza tym ciężko było już na 9 mili, ale jakoś do końca się doczłapaliśmy. Tomski za mną więc mnie to tym bardziej cieszy:)

Rezultaty są tutaj, a zdjęcia tu: Ola i Tom

Parę słów od Tomskiego:

Hiya Chris,

Thanks for encouraging our running- I remember a good trip over Shotover with you. I enjoyed my comfortable 1/2 marathon last weekend- maybe I will train more this year! I don’t think I will ever have Ola’s glazed eyes of incomprehension of why there are these people in front of her; she is competitive. Hope to see you in Switzerland some time…or on this side of the pond :)”

Ola – czas: 1:36:39, miejsce: 306/6260, w kategorii: 8 !!!
Tom – czas: 1:46:00, miejsce: 846 /6260 , w kategorii: 62

Debiut Hurpaguna Tymka & 10K by Misiek

By , 13 lipca 2011 8:47

W wieku 11 miesiecy Tymek rozpoczal swoja hurpagunska kariere  biorac udzial w zawodach serii „Splashathon” w dyscyplinie „Solo swim through magic hoop” (tego chyba jeszcze nikt nie robil – tak wiec od razu nowa dyscyplina w osiagnieciach klubu). Przy okazji Tymkowi udalo sie uzbierac £45 dla organizacj charytatywnej,  za co wszystkim ofiarodawca jeszcze raz chcielismy podziekowac.

Tatus przy okazji pognal przelajem 10km w czasie 55.42 (pozycja 116/300) w biegu Run Jericho (www.runjericho.com). Zapraszamy no fotorelacje.

Zürich Marathon 2011

By , 17 kwietnia 2011 11:43

To była spontaniczna, ryzykowna decyzja – zapisałem się na Zürich Marathon w ostatni dzień zapisów, na 10 dni przed biegiem. W związku z tym na specjalne przygotowania nie było czasu. Przeprowadzka, przygotowania do remontu i inne obowiązki trochę podziurawiły plany treningowe. Dodatkowo w przeddzień zawodów postanowiliśmy zorganizować parapetówkę dla znajomych i ciężko było się ustrzec od pokus w postaci humburgerów, piwa i pysznych deserów. Chciałem przebiec ten maraton bo to jakby nie było już trzecia wiosna od kiedy się przenieśliśmy w okolice Zürich’u, a medalu w gablotce życiowych sportowych trofeów brak. Postanowiłem spróbować i założeniem, że gdy nie będę się czuł na siłach to po prostu zejdę z trasy, stawiłem się przed 8:30 na starcie…

Trochę zimno. Może jednak źle zrobiłem, że jestem tylko w tri-suit’cie. Mam nadzieję, że nie. W końcu ostatnie dni i tygodnie udowodniły że możliwe jest lato na początku kwietnia. Prognoza była taka jak na wczoraj, czyli słońce i temperatura rosnąca do 20 stopni. Poza tym się rozgrzeję… Może powinienem był założyć startówki zamiast Newton’ów – w końcu to po 100gram mniej na nodze. Czuję się trochę jak koń z kopytami, przy czym na każdym kopycie jest zamontowana nielekka podkowa. I właśnie dlatego mam te podkowy, żeby przypominały mi o tym że ten bieg jest biegiem treningowym, a maraton – maratonem do zaliczenia. Gość z nagłośnienia trąbi że jest ponad 6 tysięcy ludzi z różnych krajów. Wymienia kraje… Nie wymienił Polski. Już go nie lubie… Minuta do startu. Jak na maraton to mało ludzi. Stoje około 10 metrów od linii startu, za mną baloniki na 3.15, a przede mną baloniki na 3h. Super że są baloniki na 3.15 bo w Poznaniu nie było. Podpadnięty gość mówi, że zostało 30 sekund – co zresztę widać na zegarze tuż nad linią startu. Uderza mnie brak podniosłej muzyki, co szczerze mówiąc mnie cieszy, gdyż trochę mi się już to przejadło. Szczególnie po Engadin XC Skiing Marathon, gdzie start jest partiami co 5 minut i przy starcie każdej grupy puszczają ten sam kawałek. W pierwszym roku zanim wystartowałem odsuchałem go, stojąc w temperaturze -20 stopni i lycr’ze, pięć razy. W drugim cztery razy, a w tym roku trzy. Mam nadzieję, że za dwa lata przesunę się do pierwszej grupy i usłyszę ten kawałek tylko raz, a mój poziom wzruszenia na starcie będzie adekwatny do zamierzeń organizatorów i z przymarzającymi łzami w oczach ruszę w dal. 10 sekund. Ludzie zaczynają bić brawo! No tego to się nie spodziewałem. Przypomniały mi się szkolne wycieczki do kina, gdzie wszyscy byli tak podjarani tuż przed filmem że zaczynali bić brawo. Inna sytuacja: rodacy w samolocie przy lądowaniu – fenomen na skalę światową. Przed oczami mam też apel z czasów ogólniaka, gdzie dyrektor szkoły postanowił dać po raz pierwszy, i ostatni w takich okolicznościach, wykład o astronomii. Tak się niefortunnie złożyło, że publiczność zupełnie spontanicznie postanowiła bić brawo co drugie zdanie z narastającą częstotliwością. Wykład zakończył się wcześniej niż planowano, jedną ciągłą owacją. Cała rada pedagogiczna była bezsilna… Bach!- wypalił pistolet. Jedziemy… Na 3.15 tempo jest 4.37 na km. Nie jestem w stanie pobiec na 3.15, więc super będzie jak będę poniżej 5. Czuję, że nogi mam trochę ciężkie. Pewnie się rozkręcą. Pierwszy kilometr, garmin mówi 4:32. Hmm, nie jest źle. Drugi kilometr, garmin mówi 4:25. Super. Za szybko. Nie będę w stanie wytrzymać 42km z takim tempem. Zdechnę przy trzydziestce. Zwolnij. Trzeci kilometr, garmin mówi 4:26. Przypomina mi się jeden z Hurpguns przed maratonem w Poznaniu, gdzie mówił że zaczyna po 6:30 na kilometr, a biegł po 5 na kilometr. ;) Widocznie to jeden z tych dni, gdzie założenia taktyczne zostają na linii startu. Czwarty kilometr, garmin mówi 4:26. Ok, więc oficjalnie, zaczynam olewać to co sobie obiecałem. Zbiliżam się do stacji z napojami. Rewelacja! Zamiast beznadziejnych plastykowych kubeczków, z których ciężko się napić, dostałem wodę w małej butelce. Po raz pierwszy w życiu wody było więcej we mnie, niż na mnie. Tylko przez te buteleczki, mogę stwierdzić, że było warto. Piąty kilometr 4:26. Tento – niskie. Ok, będę jechał tym tempem i zobaczymy co się stanie po 30 kilometrach. Wciągam żelka GO porzeczkowego. Mniam. Jestem ubrany w sam raz. Pogoda jest fantastyczna. Słoneczko świeci z przodu i jest chłodny wiatr. Widzę, że jest dużo gości w długich rękawach. Przesadzili. Jest coraz cieplej, za godzinę zaczną się gotować. Biegniemy przy jeziorze. Piękne widoki. Ludzie wynurzają się z domów i stają przy drodze. Jakiś starszy pan gra na saksofonie, całkiem nieźle brzmi. Kolejne kilometry, a garmin mówi to samo 4:3x. Już się boję co będzie po trzydziestce, ale coś nie pozwala mi zwolnić. Objechałem to jezioro na rowerze kilkanaście razy, także wiem co mnie czeka – długa droga do nawrotu. Jakiś gość w białej czapeczce, cały czas się mnie trzyma, a ja jego. Zawsze się jakiś znajdzie. Fajna kapela między 12/13km. Żelek lemonowy Isostar i trochę wody. Ble. Wziąłem, bo wiem że ma dużo cukru – przyda się. Gość w czapeczce zaczyna mi odjeżdżać przy dwudziestym kilometrze. Postanawiam zostać w tyle. Niech odjeżdża… Po kilometrze cieszę się, że chociaż to odpuściłem i mogę biec zupełnie własnym tempem. Połówka. 1.35. Super, z tymże wiem że nie jestem w stanie przebiec drugiej w tym samym tempie. Widzę ludzi, wracających po nawrocie. Biegną na poniżej 3h. Trochę im zazdroszczę. Nawrót przy 25km z podbiegiem. Po nawrocie na podbudowanie ducha, zarzucam muzę. Bronsky Beat pytają się „dlaczego” a ja im odpowiadam „dlatego”. Cold play zapodaje uspokajające tony, słońce świeci w plecy coraz mocniej, a chłodna bryza wieje w twarz. Eminem mówi, że mam tylko jedną szansę, więc się rozkręcam. Tempo rośnie. Dochodzę gościa w czapeczce przy 30km i zostawiam go w tyle. Żelek GO porzeczkowy. Mniam. Jakaś kapela mówi mi że, telewizja rządzi narodem, chyba się z nią zgadzam. Pewnie miliony ludzi w tym momencie oglądaja maraton londyński, a tylko tysiące biegną. Coś w tym musi być. Za kilka dni w UK królewski ślub, ciekawe jaka będzie oglądalność. Z niezliczonej ilości gadżetów na tą okoliczność najbardziej spodobał mi się ten i ten. Zaczyna mnie boleć prawa czwórka (to nie jest termin dentystyczny) – nie dobrze. Kilometr 35, Prodigy mówi mi że to są ludzie Voodoo i też się z tym zgadzam. Większość pokracznie stawia każdy krok i widać, że wszyscy już mają dość. Jeden pacjent staje – nie ten dzień. Cieszy mnie, że ja się jakoś trzymam, ale martwi mnie prawa czwórka zaczyna boleć coraz bardziej. Żelek GO porzeczkowy. Mniam. Kilometr 38, zaczyna boleć lewa czwórka. Super, to znaczy, że to tylko zmęczenie, a nie kontuzja. Kilometr 40, gość leży na chodniku, nogi oparte o mur – chyba mu słabo. 500m dalej kolejny pacjent leży, wokół niego medycy. Chyba przesadził. Obie nogi mam już bardzo obolałe, biegnę bo już nie pamiętam jak się chodzi. Ostatnia prosta. Widać metę. Piękny widok. Na to czekałem ponad 3 godziny. Wpadam na metę 3:13. Życiówka!. Na mecie czeka na mnie Ania i Pola. Fantastycznie!

GPS; Wyniki; 3h:13:04 miejsce 451/2687 wśród mężczyzn; Zdjęcia wkrótce

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com