Hillingdon Tri/Du Series Race 2

By , 30 maja 2010 20:49

Kolejny duathlon w wykonaniu Hurpagun’a Michala Kepczynskiego. Tym razem na nowym sprzecie w okolicach Londynu. Impreza zorganizowana przez klub Hillingdon Triathletes. Dystans 6km bieg/ 25km rower. Gratulacje dla Miska oraz podziekowania dla Asi za kibicowanie i fotoreportaz.

„Kazde zawody ucza czegos nowego. Ja dzisiaj odkrylem dwie prawdy. Pierwsza: nie jedz curry w dzien poprzedzajacy zawody szczegolnie jezeli zuzywasz do tego butelke wina, i druga: najwieksze gory sa w Londynie. Naprawde bylo ciezko, duzo podjazdow (nie wiem wogole jak to jest mozliwe ze caly czas bylo pod gorke, a z gorki nie pamietam), silny wiatr i spory ruch samochodow, ale znowu nie bylem ostatni! Moj drugi duathlon, i nastepny na pewno bedzie bo plaskim i zamkniety dla ruchu samochodow. Zapraszam na fotorelacje i pozdrawiam”

VIII Międzynarodowy Bieg Wenedów

By , 23 maja 2010 20:52

To mamy sezon w pełni :-) – 10 kilometrów ulicami centrum Koszalina (start i meta na Rynku Staromiejskim) mieli do pokonania w niedzielne popołudnie uczestnicy VIII Międzynarodowego Biegu Wenedów. Z racji lokalizacji i charakteru imprezy startował hurpagun Przemek Kuczera- zajął 96 miejsce na 192 startujących z czasem 47:41 – gratulacje!!!

Trasa posiada atest PZLA. W ramach imprezy odbyły się Mistrzostwa Służb Mundurowych, biegi dla dzieci i młodzieży, a także marsz nordic walking (4 km). Głównym organizatorem imprezy jest Koszalińskie Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej.

Przemek dodaje:

Trasa biegu była bardzo wyczerpująca 2 kilometrowa pętla posiadała trzy znaczne podbiegi, które trzeba było zaliczyć pięciokrotnie co dawało we znaki nawet najlepszym. Bieg zacząłem bardzo spokojnie wg wcześniej ustalonej taktyki kończąc wyjątkowo bez żadnych problemów z garderobą. Jedyny minus jaki można wytknąć organizatorom to brak puntów z wodą na trasie i mecie co było odczuwalne przy tak pięknej słonecznej pogodzie. Co prawda nie był to bieg komercyjny, ale wszyscy uczestnicy otrzymali bardzo unikatowe odlewane medale oraz ciepły posiłek. Szczególne podziękowania dla mojej siostry Agnieszki, która mi towarzyszyła i zadebiutowała jako kibic Hurpaguns.

Fotki w galerii

I Mistrzostwa Poznania w Cross Duathlonie

By , 23 maja 2010 18:49

Po raz kolejny brałem udział w fajnej imprezie – I Mistrzostwa Poznania w Cross Duathlonie. Całość zorganizował Paweł Bondaruk – poznański triathlonista. Przyznam, że właśnie jego osoba dopełniła klimat zawodów. Wg zapowiedzi były to pierwsze zawody z cyklu – będę gorąco kibicował orgnizacji kolejnych edycji, tym bardziej, że to jedna z nielicznych imprez multisportowych w Poznaniu. Ale po kolei.

Dystans: 5km bieg – 15km rower – 3km bieg (wg mojego GPS’u było więcej ok. 1km). Wszystko odbyło się w Lasku Marcelińskim w Poznaniu. Ponieważ ostatnio trochę padało trasa nie tylko z nazwy była crossowa. Dla starych wyjadaczy „górali” pewnie nie była zbyt trudna – ale naprawdę nie była to zwykła przejażdżka po lesie. Kilka odcinków po błocie, śliskiej trawie, przejazd przez wodę i kilka podjazdów na tyle stromych i grząskich, że większość musiała schodzić z rowerów oraz kilka krótkich ale ostrych podbiegów. Ja respektu do całej trasy nabrałem na godzinę przed startem podczas jej objazdu – oczywiście wysypałem się na śliskim zakręcie i poobijałem – na szczęście nic poważnego się nie stało i mogłem wystartować.

Startowało ok. 70 osób. Ja dotarłem na metę po 1 godzinie i 33 minutach (oficjalne wyniki 1:33:27) –  45 miejsce na 64 sklasyfikowane. Generalnie byłem zadowolony chociaż w takich imprezach czas trudno odnieść do dystansu – pewnie mogłem dać z siebie więcej ale … Przy okazji przetestowałem elastyczne sznurówki, które doskonale sprawdziły się przy drugiej zmianie – polecam, przydatny drobiazg.

Razem startowali koledzy z Bolesławca (grupa cyklosport – specjaliści od opony Przema w Chodzieży) – Jacek był 7 – gratulacje.

Podsumowując baaardzo polubiłem mojego „górala” i mam nadzieję, że następne edycje będą równie sympatyczne. Był to pierwszy tegoroczny start w imprezie multisportowej, tym samym już wiem, że przed startami triathlonowymi muszę sobie zrobić parę brick sesion i potrenować wkładanie kasku :-)

Beata zrobiła trochę zdjęć do obejrzenia w galerii –  impreza była widowiskowa również dla widzów ze względu na liczbę pętli – po trzy w bieganiu i na rowerze.

Hurpa

Krzysztof Stępień 1:33

I Grand Prix Poznania w biegach przełajowych V edycja

By , 13 maja 2010 21:19

V edycja zaliczona. Pogoda jak zwykle w przypadku tej imprezy nie rozpieszczała – padało, było parno i duużo błota i meszek – ale w końcu to przełaje. Na mecie zameldowałem się 14 sekund później niż ostatnio tj. w czasie netto 23:05. Istotniejszym chyba jest fakt, że udało mi się namówić na start nowego klubowicza: Rafała Namysła, który rozpoczął bieganie trzy miesiące temu. Na mecie zameldował się po 29 minutach i 7 sekundach. Mam nadzieję, że będzie dzielnie brnął dalej w jedynym słusznym kierunku i w przyszłym sezonie dołączy do startów w imprezach triathlonowych. Póki co deklaruje start w półmaratonie na jesień i w tym go będziemy dopingować.

Krzysztof Stępień czas brutto:  23:10  145/277

Rafał Namysł czas brutto:  29:07   247/277

Sumvitg 05.2010 – czyli co to znaczy rower

By , 9 maja 2010 23:12

Pierwszego maja zamiast udziału w obchodach z okazji święta pracy stawiliśmy się (niestety w ograniczonym składzie – wszyscy nieobecni niech ogromnie żałują!!!!!) w uroczej alpejskiej wiosce Sumvitg – nadzieje na podbój Alp były całkiem spore lecz pogoda jaka nas przywitała zdecydowanie ograniczyła nasz entuzjazm. Było zimno, pochmurno, mglisto i padał deszcz.

Tak więc w niedzielę wyruszyliśmy tylko na rekonesans potencjalnych tras samochodem i krótki rozbieg po okolicznych górkach. Kolejne dni były już bardziej ambitne ale i tak nic nie zapowiadało spektakularnego zakończenia. Tak więc trenowaliśmy w deszczu i zimnie testując nasze wodo i mrozo odporne ubrania – które jak się okazało nie zawsze spełniały pokładane w nich nadzieje i za każdym razem wracaliśmy z przemoczonymi butami. Mimo tego nie poddawaliśmy się i twardo pokonywaliśmy kolejne kilometry zastanawiając się jak człowiek może wdrapać się tak wysoko rowerem. W tzw międzyczasie regenerowaliśmy się w saunie i biegając po okolicy. W naszych wyczynach wspomagały nas dzielnie Ania i Beata własnoręcznie przygotowując doskonałe posiłki regeneracyjne, które spokojnie moglibyśmy sprzedawać na lokalnym targu (pierogi, chałki, makowce, jabłeczniki, bułki maślane – wszystko było the best)

Pogoda nas nie rozpieszczała – jednej nocy spadło ok. 15cm śniegu – mimo tego nie odpuściliśmy i również wybraliśmy się w góry. Do powrotu zmusiły nas koleiny w śniegu na wysokości ok. 1800 mnpm, o które zahaczały pedały naszych rowerów – w przypadku szosówek dalsza jazda w takiej sytuacji w zasadzie jest niemożliwa. Pomimo niesprzyjającej aury apetyty mieliśmy mocno wyostrzone na jedną z okolicznych przełęczy o wysokości powyżej 2000m – niestety warunki były na tyle złe, że przejazd był niemożliwy – drogi na wysokości ponad 1.900 m były zasypane śniegiem – do czwartku :-)

I stało się – wyszło do nas słońce odsłaniając uroki szwajcarskich Alp. Wybraliśmy się na cały dzień nad Zervleilasee (ogromna tama i elektrownia wodna) 1.850mnpm – było fantastycznie. Drogi malownicze, ruch minimalny a ostatnie naście kilometrów tylko my, nasze rowery i Alpy. Zmęczeni ale pod ogromnym urokiem tego miejsca na drugi dzień wybraliśmy się tam wszyscy razem jeszcze raz samochodami.

Po dniu odpoczynku sobotni ranek okazał się po prostu wymarzonym dniem na wyprawę rowerową. Piękne słońce temp. ok 10 stopni i informacje, że najbliższa przełęcz została otwarta. Decyzja była szybka – jedziemy.

Jak się okazało po powrocie dla mnie było to jedno z największych przeżyć podróżniczych w życiu. Było po prostu perfekcyjnie. W pierwszej kolejności wdrapaliśmy się na Oberalppass 2.046 mnpm. Słońce świeciło tak mocno i widoki były tak urocze, że po zdobyciu rowerem tej pierwszej w życiu przełęczy pow. 2 tys. postanowiliśmy jechać dalej. Zjechaliśmy na 1.500m do Andermatt i dalej w stronę przełęczy FurkaPass – co prawda wiedzieliśmy, że jest zamknięta ale zdecydowaliśmy brnąć tak długo jak się da. Po kolejnych 15km znaki i szlabany na drodze oznajmiły nam, że droga jest zamknięta. Ponieważ asfalt był całkowicie suchy oczywiście postanowiliśmy jechać dalej… aż dojechaliśmy na 2.289mnpm. Nie da się opisać wrażenia jakie towarzyszy jadącemu kolarzowi pośród absolutnej ciszy (droga zamknięta dla ruchu), ogromnych zasp śnieżnych i widoków zapierających dech w piersiach. Nawet spływający po twarzy pot, ogromne zmęczenie i odmawiające posłuszeństwa mięśnie nóg wydają się wtedy niezauważalne. To po prostu trzeba przeżyć. Do zdobycia samego szczytu przełęczy pozostało nam ok. 150 metrów przewyższenia (ok. 2km drogi) Niestety pomimo tego że doskonale widzieliśmy przełęcz droga była całkowicie zasypana i musieliśmy wrócić. Do domu zostało nam 60km i pokonanie po raz drugi w tym dniu Oberalppass. Wycieczka była niesamowita. Dla zobrazowania wysokości poniżej przekrój trasy:

Ale się rozpisałem :-). W podsumowaniu dodam jeszcze tylko trochę statystyk:

przez 7 dni przejechaliśmy na rowerze 350km (dodatkowo przebiegłem 18km, a Mariusz 9)

pokonaliśmy ok. 7.500m przewyższenia, straciliśmy ponad 15.000 kalorii. Wszystko to zajęło nam niespełna 21 godzin.

Oczywiście nie było by to możliwe gdyby nie doborowe towarzystwo – jeszcze raz ogromne podziękowania dla wszystkich w szczególności dla Krzyśka T. (mam nadzieję, że dopisze coś od siebie) za zorganizowanie zjazdu. Było po prostu doskonale – do następnego razu. Hurpa.

Trochę fotek w galerii.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com