Triathlonowa Środa Wielkopolska

By , 26 czerwca 2010 21:23

Piękna pogoda (24 stopnie, lekki wiatr) przywitały triathlonistów w Środzie Wielkopolskiej. W planach organizatorów były dwie imprezy:

Mistrzostwa Polski Weteranów na dystansie olimpijskim (1,5km – 40km – 10km) i Międzynarodowe Mistrzostwa Policjantów w sprincie (0,75km – 20km – 5km). Zgodnie z zapowiedziami w biurze zawodów zameldowali się dwaj Hurpuguns’i – Przemek K. i Krzysiek S. I tu nastąpiła niespodzianka – Przemek „olał” płatny start „resortowy” i w ostatniej chwili zapisał się na „olimpijski” – ja pozostałem przy wszcześniejszym wyborze – czyli sprint resortowy (nota bene z tym właśnie resortem miałem ostatnio szczególnie dużo do czynienia przy okazji kolekcjonowania punktów karnych).

Obie trasy były identyczne z tą różnicą, że „olimpijczycy” robili wszystko dwa razy (pływanie, rower, bieg po dwie pętle). Największe trudności sprawiała trasa biegowa – w 50% był to bieg drogami polnymi z rożnej wielkości podbiegami. Pomimo to padły kolejne życiowki :-)

W przypadku Przema to wg mnie za wynik, który uzyskał zasługuje na WIELKI HurpaMedal za największy progres w drużynie (Przemo – OOOOgromne gratulacje) – uzyskał 2:37:49 (30:54 – 1:07:18 – 57:50) co naprawdę jest bardzo dobrym rezultatem dającym 59 miejsce na 112 sklasyfikowanych. Ja w swoim dystansie pobiegłem skromniej ale również z życiówką 1:21:53 zajmując 13 miejsce na 29 sklasyfikownaych.

Podsumowując przyjechaliśmy bardzo zadowoleni – należy podkreślić, że impreza była zorganizowana perfekcyjnie – wszystko na czas, mnóstwo ochrony, strażaków i policji zabezpieczających trasę, obiad po mecie i atrakcyjne nagrody dla najlepszych. Naprawdę super – jak dla mnie chyba najlepsze zawody, dodatkowo, co też dało się odczuć, wiek zawodników a tym samym ich podejście do sportu powodowało, że klimat i atmosfera zawodów była bardzo przyjazna – nie chodziło o zajęcie jak najlepszego miejsca za wszelką cenę tylko o start i walkę z samym sobą.

Razem z nami startowali również koledzy z Kołobrzegu: Michał Mieczkowski i Kuba Jankowski zajmując bardzo wysokie pozycje.

Przemysła Kuczera 2:37:49  59/112

Krzysztof Stępień 1:21:53   13/29

triathlon Lusowo 2010 – czyli triathloniści na plakaty

By , 19 czerwca 2010 17:45

Kolejny weekend – kolejny start. Korzystając z bliskości Lusowa (20km od chaty) wzorem roku ubiegłego postanowiłem wystartować w triathlonie na dystansie – no właśnie nie wiem jak to nazwać – mini sprint? (600m-15km-3km). W ubiegłym roku na głównym dystansie startowało  35 osób – w tym roku zgłosiło się … 110, tak jak już kiedyś wspominałem cała Polska zaczyna uprawiać sport – super. Niestety pomimo tego, że była to już 7 edycja imprezy w Lusowie organizatorzy nie spodziewali się takiej frekwencji – łącznie startowało ponad 150 osób, tym samym organizacyjnie można było im wiele zarzucić pomimo dużego zaangażowania i ogromu włożonej pracy. Ale nie ma co narzekać tylko dopingować tych, którzy było nie było robią te zawody dla nas, a że nie zawsze wszystko jest tak jakbyśmy chcieli – trudno. Na pewno wyciągną wnioski i w przyszłym roku Lusowo będzie całkiem dużą imprezą w skali całego kraju.

Pogoda była taka sobie – podobna do tej w Szczecinku – z tą różnicą, że na jeziorze była mniejsza fala – jest położone w delikatnej dolinie. Przyznam, że jak przyjechałem na miejsce to wahałem się czy  wogóle wystartować – było dosyć zimno (15 stopni) ale jak zobaczyłem oficjalny plakat imprezy to decyzja mogła być tylko jedna – obojętnie co by się działo to muszę wystartować :-)

Organizatorzy zupełnie nieświadomie zrobili bardzo miłą niespodziankę, wykorzystując zdjęcie z ubiegłorocznej edycji. Tym samym pierwszy raz w życiu trafiłem na plakat i to jeszcze w jakich okolicznościach :-)

Wracając do triathlonu to trasa jeszcze dziwniejsza niż w ubiegłym roku: pływanie – start z pomostu, dwa razy po 300m z wyjściem na pomost i powtórnym skokiem do wody. Po wyjściu z wody ok. 500m biegu (cross) do strefy zmian, przebranie i następne 500m biegu z rowerem do belki. Na rowerze 15km jazdy po tragicznej nawierzchni, 4x leżący policjant i milion dziur (dwie pętle). Później znów 500m biegu do strefy zmian i ok. 3 km biegu po polu. Generalnie trasa zdecydowanie urozmaicona. Czy komuś pasowała czy nie to już kwestia indywidualnych odczuć – dla mnie jako osoby podchodzącej do imprezy zdecydowanie amatorsko była ok mimo , że zaskakiwała.

Pomimo tego, że była dłuższa niż w ubiegłym roku i bardziej niestandardowa poprawiłem czas o ponad 5 minut i co ważne (dla mnie) ani przez chwilę nie słyszałem warkotu łodzi czy motoru :-) za mną było jeszcze ok. 10 osób.  Tym samym następne doświadczenie za mną – niestety po raz kolejny obnażyło moje słabe pływanie – ale staram się nad tym pracować. Pomimo kilkukrotnego przesuwania czasu startu do końca wytrzymała ze mną Beata robiąc kilka (dwa) zdjęć komórką :-)

Krzysztof Stępień 52:59

Mistrzostwa Polski Seniorów w Triathlonie Szczecinek

By , 13 czerwca 2010 21:04

Kolejne zawody za nami. Nie bardzo wiem od czego zaczęć relacje ponieważ Mistrzostwa Polski (0,75km-20km-5km) były imprezą, która pewnie do końca życia zostanie w mojej pamięci. Ale po kolei.

Zameldowaliśmy się z Przemkiem o 9 w biurze zawodów i odebraliśmy pakiety startowe. Już jadąc przez miasto nie dało się przeoczyć wydarzenia do którego Szczecinek przygotował się co najmniej bardzo dobrze.  Plakaty, transparenty, oznaczenie trasy, meta na rynku, strefa zmian z wykładziną tartanopodobną, mnóstwo wolontariuszy – wszystko na najwyższym poziomie. Dodatkowo duże wyrazy uznania ze względu na fakt liczby startujących zawodników – łącznie stu kilkudziesięciu – w grupie mężczyzn na start stanęło raptem 62.  I tu jeszcze jedna uwaga – pomimo rzeczownika Seniorów w nazwie zawodów średnia wieku niewiele przekraczała 20 lat a od mnie był starszy tylko jeden zawodnik :-)

Wszystko to zapowiadało wysoki poziom zawodów. Niestety czerwcowa pogoda nas nie rozpieszczała – temperatura ok. 14 stopni, bardzo silny wiatr i trochę kropiło (na szczęście podczas naszego startu nie padało). Wszystko to napawało mnie dużym niepokojem przed startem – najbardziej przerażał wiatr i niespokojne jezioro. Mimo tych „przeciwności” wystartowaliśmy. Od samego początku walka z jeziorem szła mi fatalnie. Co chwilę znosiło mnie i za każdym razem jak patrzyłem na bojki wydawało mi się, że są coraz dalej. W połowie dystansu wiedziałem już na pewno – jestem ostatni – obok mnie była już tylko łódź ratowników :-(  płynąc w ich asyście, popijając od czasu do czasu wodę ze szczecinieckiego jeziora dotarłem zygzakiem do brzegu – i tu pierwsze zdziwienie – mój czas to ok. 17 minut czyli jak dla mnie super – niestety dookoła nikogo już nie było – początkowo myślałem, że popłynąłem na drugi brzeg a tam nie ma żadnych zawodów. Chwila otrzeźwienia i dotarłem do strefy zmian – to co zobaczyłem mnie dobiło – na dużym placu stał samotny czarny rower i nic dookoła – wiedziałem, że to mój rower – wrażenie przeokrutne  ale nie pozbawione plusów – żadnego problemu z dotarciem do swojego stanowiska :-) Zrzuciłem piankę jak szybko mogłem, zmieniłem buty i po niecałych dwóch minutach „gnałem” dalej. Wiatr był silny a ja nie bardzo miałem szansę „wejść komuś na koło” – przede mną pusty asfalt a za mną policjant na motorze z napisem koniec wyścigu i tak przez 19,5km. Postanowiłem się nie poddawać i dałem z siebie wszystko – 500m przed końcem wyprzedziłem kolegę z Kołobrzegu. Do sterfy T2 wpadłem już z uśmiechem na ustach i ogromną nadzieją w sercu – może nie będę ostatni. Szybka zmiana (parę sekund) i w drogę. Pobiegłem dosyć szybko – trochę ponad 23 minuty i udało mi się wyprzedzić jeszcze jednego zawodnika. Na metę dotarłem po 1 godzinie 23 minutach jako trzeci do końca (pomimo życiówki).

Przemo był znacznie szybszy – ponad 5 minut i był 56. Zdecydowanie lepiej płynął i jechał na rowerze.

Podsumowując mogę stwierdzić, że pomimo tragicznego miejsca czas jak na moje możliwości był ok – Przemek też był zadowolony z czasu pomimo nie najlepszego miejsca. Ale w końcu to mistrzostwa Polski, a nie jakieś podwórkowe popierdółki więc nie mogłem się spodziewać, że będę w połowie stawki. Swoją drogą jak się jedzie czy biegnie ze świadomością, że to impreza tej rangi, a dodatkowo dla kilkudziesięciu gości całe miasto staje i kibicuje to nie można się poddać nawet będąc na końcu.

Inną sprawą jest to, że warkot łodzi i motoru z napisem koniec wyścigu jest mocno dołujący a widok samotnego własnego roweru w strefie zmian wręcz tragiczny. Ale co tam muszę się zabrać za pływanie na otwartych wodach i do następnego razu :-)

PS. Przemo dzięki za przyjazd, towarzystwo i determinację pomimo faktu bycia „najświeższym” ojcem na imprezie.

Przemysław Kuczera 1:18:11 (16:43 – 36:44 – 23:39)  56/60 – czasy pływania z T1, a roweru z T2

Krzysztof Stępień 1:23:52 (19:10 – 40:11 – 23:17) 58/60 – czasy pływania z T1, a roweru z T2

Hurpagun’skie dziecko – Ksenia

By , 12 czerwca 2010 14:19

Dzisiaj nad ranem narodzila sie Ksenia. Jest zdrowiutka, wazy 3400 i mierzy 56cm. Basia, Marcel i Hurpagun Przemo czuja sie dobrze. Serdeczne gratulacje dla calej rodziny Kuczerow. Do zobaczenia. Pozdrowienia, Hurpa!

I Grand Prix Poznania w biegach przełajowych – zakończenie

By , 9 czerwca 2010 21:16

I udało się. Czwartym startem w pierwszej edycji Grand Prix Poznania w biegach przełajowych zakwalifikowałem się do klasyfikacji generalnej. Tym samym mogę się czuć zaproszony na podsumowanie i wręczenie medali za dwa tygodnie w auli poznańskiej AWF.

Dzisiejszy bieg (5km) nie był najłatwiejszy z uwagi na pogodę – 30 stopni i azjatycka wilgotność – burza wisiała w powietrzu. Mimo to pełen zapału pobiegłem najszybciej w życiu :-)

Na mecie byłem (netto) po 22 minutach i 3 sekundach. Nie ukrywam, że sprawiło mi to dużo satysfakcji i wyznaczyło jak dla mnie wysoką poprzeczkę na przyszły rok. Razem ze mną biegł Rafał, który również poprawił swój wynik o ok. 2 minuty.

Podsumowując cały cykl można pogratulować organizatorom popularyzacji biegania i ruchu na świeżym powietrzu. Generalnie muszę z dużym zadowoleniem stwierdzić, że w tym roku w Polsce odbędzie się naprawdę ogrom imprez sportowych wszelkiego rodzaju. Ostatnio wygmerałem fajny cykl triathlonu mtb – może zapiszę się na lipiec do Wałcza – Przemo może pojedziemy razem?

Rafał Namysł 27:35 241/308

Krzysztof Stępień 22:08 124/308

pozdrowienia z Poznania KS

PowerBar Ironman 70.3 Switzerland Rapperswil

By , 6 czerwca 2010 14:52

Postanowiłem uprzedzić Szwagra i  korzystając z możliwości śledzenia na bieżąco w internecie zawodów IM 70.3 w Rapperswile Jona opisać jego dzisiejszy start. Mam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe – ale hasło IM wręcz mnie elektryzuje i nie mogłem się powstrzymać – tym bardziej, że można śledzić zawody online.

Przyznam, że jak tylko zobaczyłem czas po pływaniu (36:16) byłem pewien, że Krzysiek pokarze wszystkim, kto tu żądzi :-) Po prostu rewelacja. Wszystkim życzę takich wyników a za Szwagra trzymam kciuki w kolejnych etapach.

pływanie: 36:16  (1,9km), rower: 2:51:30 (90km), bieg: po pierwszym kółku (10,5km) 53:50, tym samym zanosi się na niezłą poprawę życiówki z ubiegłorocznego IM w Suszu. Tym większe wyrazy uznania, że trasa zdecydowanie trudniejsza. Oczekujemy na zakończenie ostatniego okrążenia i wynik końcowy.

Krzysiek właśnie dotarł do mety w czasie: 5:29:36 zajmując 695 miejsce (cały czas aktualizują). OGROMNE gratulacje i wyrazy uznania!!!!! Czekamy na relację i zazdrościmy (przynajmniej ja) takiego startu.

Kris: Dzieki za wpis, kibicowanie i gratulacje. Kilka moich wrazen:

W przeddzien zawodow odebralem numer w biurze zawodow – hali miejscowego klubu hokejowego „Lakers“ i zrobilem „check-in“ roweru przy rykach sloni, wylegujacych sie wielbladach i spogladajacych z gory zyraf. Dzieki 29 stopniom i przylegajacym do strefy zmian ZOO mialo sie wrazenie bycia w jakims egzotycznym kraju.

Do tego widok eleganckiej tartanowej strefy zmian z ogromna iloscia najlepszych, najszybszych i najdrozszych rowerow jakie sa dostepne na rynku, byl imponujacy.

Reszte dnia spedzilismy z Ania, Pola, Ula, Adamem i Danielem nad jeziorem, tuz przy starcie plywania z widokiem na zawodnikow zapoznajacych sie z trasa i temperatura wody.

Prognozy na dzien zawodow byly nastepujace: pelne slonce, 29 stopni, odczuwalne 33, wilgotno, burze i deszcz wieczorem. Niestety sprawdzily sie.

Juz rano o 9 bylo bardzo goraco i ostatnie 15 minut przed startem mojej grupy wiekowej spedzilem w 17 stopniowej wodzie tylko dlatego ze stanie na brzegu w piance bylo nie do wytrzymania.

O 9:40 punkt, start z wody i generalnie jeden wielki kociol. To bylo zdecydowanie najciezsze plywanie jakiego dotychczas doswiadczylem. Normalnie po 200-400 metrach zaczyna sie robic luzniej i mozna wejsc w rytm, wyspokoic organizm i skoncentrowac na technice, tak tym razem przed cale 1.9km bylo hardcorowo i trzeba bylo mocno uwazac zeby nie oberwac reka w gogle czy czyjas pieta w zeby…

Generalnie bardzo nieprzyjemne plywanie, ktore w niczym nie przypominalo plywania samemu w jeziorze nie wspominajac o basenie, napewno bedzie to niezla zaprawa na przyszlosc.

Trasa rowerowa urozmaicona z pieknymi widokami nalezy do jednych z najciezszych tras IM 70.3 w Europie. Generalizujac pojedyncze okrazenie skladalo sie z cwiartki plaskiej, cwiartki podjazdu, cwiartki zjazdu i cwiartki plaskiej. W sumie dwa okrazenia z czterema ostrymi i dwoma dlugimi lagodnymi podjazdami, razem 900m roznicy wzniesien. Przy drodze na kazdym okrazeniu cztery stacje z woda, izotonikami, zelami, itp., wiekszosc PowerBar, ale tez Cola-Cola i RedBull.

W sumie na rowerze wypilem okolo 3 butelek izotoniku, troche wody, zjadlem 6 zeli i jednego ClifBar’a, przy czym na nic w tym upale nie mialem ochoty.

Przed jednym z podjazdow zbyt gwaltownie zmienilem biegi i spadl mi lancuch z przodu, musialem na chwilke stanac. W sumie rower poszedl mi zgodnie z planem ponizej 3 godzin i byl najbardziej przyjemna dyscyplina.

Szczerze mowiac liczylem na to ze podczas biegu zdolam sie podciagnac o kilka lub kilanascie pozycji. Niestety, bylo tak goraco, ze nie bylem w stanie utrzymac odpowiedniego tempa. Miejscami, gdzie trasa byla odslonieta od wiatru mialo sie wrazenie ze jest conajmniej 40 stopni, dodatkowo ciezkie wilgotne powietrze sprawialo ze byla to droga przez meke. Kazdy kilometr z 21 byl walka. Nie przesadzajac, to byly najciezsze warunki w jakich kiedykolwiek biegalem wlacznie z treningami. Generalnie bieg byl swietnym przygotowaniem do Hawaii ;)

Podczas biegu wciagnalem jeden zel, troche izo i troche wody.

Organizacja zawodow byla rewelacyjna i wszystko bylo jak w Szwajcarskim zegarku.

Impreza, jak wiekszosc z logo i licencja IronMan, troche komercyjna. Za wpisowe przed koncem roku trzeba bylo zaplacic 320 ChF. W pakiecie oprocz super organizacji, bardzo ladny pamiatkowy medal, plecak i koszulka.

Warto posiadac caloroczna licencje Polskiego Zwiazku Triathlonu, gdyz pozwala uniknac dodatkowych kosztow (30 ChF) w postaci jedniodniowej licencji na zawody.

Podsumowujac, zawody bardzo dla mnie udane. Nie tylko udalo mi sie ukonczyc, ale pomimo ciezkich warunkow wykrecilem zyciowke. Wiem ze w lepszych warunkach urwalbym jeszcze kilka minut, ale jestem pewien ze zdobyte doswiadczenia, w szczegolnosci z plywania i biegu, beda warte wiecej niz kilka minut w kolejnych zawodach.

Podziekowania dla Ani i Poli, Uli, Adama, Daniela i Karin za kibicowanie i zdjecia, dla Matthijas’a za treningi i wspolny start.

GPS

Hurpa!

VIII Bieg Europejski Gniezno

By , 4 czerwca 2010 20:38

Moja pierwsza dycha w tym sezonie miała miejsce dzisiaj w Gnieźnie. Impreza z bardzo dużym rozmachem w bardzo ładnej scenerii – start i meta na gnieźnieńskim rynku. O fakcie rozbiegania naszego kraju świadczy frekwencja, która w większości przypadków na zawodach wzrasta wraz z każdą edycją. Tym razem również padł rekord – ponad 800 osób odebrało numery startowe – co jak na lokalną imprezę jest wynikiem więcej niż dobrym (sklasyfikowano 653).

Generalnie organizatorzy włożyli wiele wysiłku aby zorganizować taką dużą imprezę. Ale nie odbyło się wg mnie bez drobnych problemów. Bieg odbywał się ulicami miasta, ponieważ był duży tłok a pierwsze 500m to stary rynek i okoliczne uliczki – trzeba było uważać, żeby nie wpaść do jakiegoś piwnego ogródka tym samym tempo na początku raczej spacerowe. Poza tym przy mijankach nie było oddzielonych kierunków i wszyscy na siebie wpadali. Szkoda też, że nie było stoisk z wodą na trasie – przydały by się bardzo ponieważ było bardzo słonecznie i gorąco – 25 stopni. Ale co tam nobody is perfect :-) medale i gadżety bardzo fajne – tu ciekawostka: z uwagi na zaplanowany pierwszy termin – 10 kwietnia (z powodu tragedii w Smoleńsku odwołany) zarówno na medalu, plecaczku i koszulce widnieje właśnie ta historyczna data.

Poza tym wynik też ok – życiówka netto 48:52 i całkiem przyzwoite miejsce 303. Generalnie wróciłem bardzo zadowolony tym bardziej, że miałem towarzystwo kolegów z ostaniego duathlonu. Mam nadzieję, że forma się utrzyma do Szczecinka.

Krzysztof Stępień  48:52 303/653

HURPA

Trzebiatowska Dycha by Przemo

By , 1 czerwca 2010 10:31

Hurpagun Przemo relacjonuje:
„30 maja br., na Stadionie Miejskim odbyła się XXXI TRZEBIATOWSKA 10 (ATEST PZLA). Otwarte biegi uliczne są już tradycją miasta Trzebiatów, a wciąż rosnąca liczba uczestników z różnych krajów dowodem na to, że cieszą się wielką popularnością. Zawodnicy biegali na różnych dystansach w zależności od reprezentowanej kategorii, a zwieńczeniem ich trudu były cenne nagrody i piękne medale.
Trasa biegu asfaltowa z Mrzeżyna do Trzebiatowa później ulicami miasta z metą na stadionie miejskim. Mimo zapowiadanego na ten dzień deszczu było o dziwo słonecznie ale wietrznie. Trasa urozmaicona z niewielkimi wzniesieniami na których dopingowali nas lokalni ziomale. Na metę dobiegłem 66 na 110 startujących z czasem 48.31 – Czas mierzony przez Kowalskiego – brak chip. Dziękuję za doping moim najwierniejszym kibicom Basi i Marcelkowi.
PS. Martwi jedynie tendencja spadkowa, ale niebawem może uda się złapać drugi oddech. Kilka zdjęć w
galerii.”

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com