Thame triathlon – debiut

By , 25 lipca 2010 19:46

Panie i Panowie, dzisiaj 25 lipca, w godzinach porannych Michal Kepczynski w wieku 34 lat stracil triathlonowa cnote. Impreza odbyla sie w poludniowych zakatkach UK i skladala sie z 400 metrow plywania na basenie, 20 km roweru i 5 km biegu. Misiek jak zwykle zaskoczyl nas wszystkich i bez uprzedzenia po prostu nadeslal relacje zdjeciowa z wydarzenia. Zawody ukonczyl w czasie 1h:32 i zajal pozycje 312 na 337. Ogromne gratulacje i witamy serdecznie w gronie triathlonistow! :)
Czekamy tez na opis wrazen, ktore warto utrwalic – pierwszy raz nie zdazy sie po raz drugi. HURPA!

Zurich triathlon 2010

By , 24 lipca 2010 22:53

Moze zaczne od tego, ze przez caly miesiac byla pelna lampa i temperatury 25-35, a w ten weekend deszcz i 16 stopni. Zupelnie zglupialem rano i nie wiedzialem jak sie ubrac. Dzieki Ci Boze za Crocks’y! (co za wiocha!) Cos jest nie tak z ta pogoda w tym roku…

Troche sie obawialem tego startu, ze wzgledu na perypetie z lydka i zupelny brak biegania przez ostatnie dwa tygodnie. Dodatkowo, bylo szaro buro i ponuro, i w zimny deszczowy poranek ciezko bylo zebrac sie na optymistyczne myslenie.
Na starcie plywania zmarzlem strasznie i dopiero 5 minut przed zorientowalem sie ze bardziej przyjemnie jest w wodzie, ktora jest znacznie cieplejsza bo w granicach 23 stopni. W zwiazku z tym pianki byly zabronione. Przed startem czekalem zeby sie juz zaczelo, i zeby moje pierwsze objawy hypotermi ustaly. Apropos startu to jak wspomnialem jest z wbiegu z plazy i co mnie zaskoczylo ze dno prawej czesci plazy jest masakryczne i ciezko po nim wejsc do wody nie wspominajac o biegu. Pokryte ostrymi kamieniami o roznych rozmiarach na ktorych bez problemu mozna zakonczyc zawody po kilku sekundach. O dziwo wiekszosc zawodnikow pomimo tego startowala z tej czesci. Generalnie trasy plywania, roweru i biegowa Zurich Tri sa wycinkiem tras Ironman Switzerland odbywajacym sie dzien pozniej w tym samym miejscu. Dlatego swim start jest identyczny, tutaj video.
W zwiazku z tym, ze sa ta dwie polaczone imprezy Zurich Tri & Ironman Switzerland, ma sie wrazenie robiac Zurich Tri wystepowania jako „support band” przed koncertem jakiejs waznej kapeli. Chyba wszystko w triathlonie zmierza do tego, ze tak jak przy bieganiu maraton jest czyms co kazdy biegajacy powinien zaliczyc, tak dystans Ironman jest „tym czyms” w tym sporcie.  A moze to tylko propaganda komercyjnej maszyny Ironman, ktora zorganizowala ta impreze?

Tak czy owak poplynalem i doplynalem, w oczekiwanym czasie 30 minut i po jak zwykle beznadziejnej zmianie wskoczylem na Felt’a. Trasa rowerowa skladala sie z ponad 13 kilometrowej petli, ktora przy dystansie olimpijskim (o dziwo!) trzeba bylo przyjechac trzykrotnie: 9 kilometrow plasko, 2km pod gore, 2km w dol. Oto profil:

Bylo mokro, takze przy zjazdach nie mozna bylo specjalnie zaszalec. Calosc udalo mi sie przejechac w 1h:08 co niewatpliwie jest dla mnie duza poprawa, szczegolnie ze byl to wyscig w konwencji „no drafting”.
Zmiana T2 rownie beznadziejna jak pierwsza z dodatkowa 200 metrowa runda w poszukiwaniu wybiegu ze strefy. Buuuuuu!!!
Bieg o tyle przyjemny ze chlodny co pozwolilo mi wejsc w rytm i utrzymac tempo do konca.
Calosc zajela mi 2:26 i tym samym wykrecilem zyciowke. Miejsce 62/213 kat. wiekowa i 152/598 ogolnie wsrod mezczyzn.
Niestety nie bylo pamiatkowych medali, natomiast dostalem pamiatkowa koszulke i zupelnie przypadkowo mozliwosc rozmowy z legenda tego sportu, szesciokrotna mistrzynia swiata z Hawaii Natasha Badmann. Sprzedawala na jednym z wielu stoisk ze sprzetem otaczajacych miejsce zawodow. Natknalem sie na nia przy wyborze butow do biegania i zamienilismy kilka zdan. Przy okazji polecila mi buty firmy Newton, ktore zachwalal Marlon. W zwiazku z tym zamowilem pare Newton Sir Isaak.
Szkoda, ze Ania, Julia i Pola nie mogly byc ze mna, ale musielismy zmienic plany w ostatniej chwli, gdyz Kluska zabkuje i dostala goraczki. W zwiazku z tym zdjec brak. Pozdrowienia i Hurpa!

Misiek na Silverstone

By , 4 lipca 2010 23:08

Korespondencja od Hurpagun’a Miska:

„czesc Koniu, przesylam zdjecia z dzisiejszego wyscigu (rower)
25 mil na silverstone
nieoczekiwanie mialem wyscig zycia (1h:33min) :-) i zajalem miejsce okolo szostego,
nie ma jeszcze oficjalnych wynikow ale zaraz jak sie pokaza to podesle linka i moze wtedy moglbys wrzucic
nie bede niestety mial czasu na napisanie relacji tym razem bo od jutra delegacja
dzieki i pozdrowienia
mk”

Kilka slow wykradzionych od Asi:

„Czesc Koniu, alez ten moj maz to narwany czlowiek, ledwo wylazl z samolotu i juz mi tu pisze, zebym przeslala Ci linka z wynikami.
W koncu byl szosty i do podium zabraklo 3 minuty! Ja tu sie wyleguje na sloncu, myslalam, ze jeszcze z pol godziny bede sie prazyc, a tu Misiek nadjezdza!
Mowil, ze musi popracowac nad gorkami, bo go tych dwoch przed nim doszlo i odstawilo, a potem na plaskim nie dal rady ich dopasc, bo mimo, ze jazda organizowana na Silverstone to panowie brykali po okolicach. Wyniki
Sluchaj mam pytanie, jak widze tych kolarzy czy innych triathlonistow w koszulkach z napisem np. Banbury Star to zwijam sie ze smiechu, Wy macie takie fajne logo i nazwe klubu, myslisz, ze tych specjalistycznych ciuszkow nie dalo by sie jakos obrandowac? Michal nakupil tu jakis kombinezonow i innych pianek, ale fajnie byloby na zawodach sie pokazac w barwach klubowych, moze Krzychu Stepien bedzie wiedzial jak to zalatwic. Acha no i dziekujemy za komplementy – mowilam Miskowi, ze te szmatki kolarskie go wyszczuplaja :) Ciesze sie, ze ten moj malzonek zalapal bakcyla, a nie tylko ksiazki i ksiazki :)

Powerade Suzuki MTB Maraton Murowana Goślina

By , 4 lipca 2010 19:39

Dzisiaj miałem okazję pierwszy raz w życiu stanąć na starcie maratonu MTB – jak się później okazało było mi dane również dotrzeć do mety. Impreza na którą się skusiłem to jedna z edycji Powerade Suzuki MTB Maraton rozgrywana w Murowanej Goślinie k/Poznania czyli prawie w domu. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tak dużej imprezy zorganizowanej z dużym rozmachem i dbałością o szczegóły. Jeżeli jest to standard w tego typu imprezach w Polsce to aż miło popatrzeć jak dużo się zmienia. Bezwzględnie jest to wydarzenie, w którym warto wziąć udział.

Zgodnie z zasadą imprezy były do wyboru trzy dystanse: 106, 68 i 38km. ja wybrałem ostrożnie 38km ale jak się okazało na końcu to mój GPS pokazał 41,5km. Już sam start i przygotowanie zrobiły na mnie wrażenie – w sumie ponad 760 kolarzy w jednym miejscu musiało zapowiadać niezłą walkę na trasie. Rozglądając się w oczekiwaniu na start nie dało się nie zauważyć, że  kolarze MTB chyba są jeszcze większymi gadżeciarzami od triathlonistów :-)

Na trasę ruszyliśmy punktualnie – w mojej grupie startowej (dwa dystanse) było ok. 630 zawodników, tak więc pierwsze kilkaset metrów było tłoczno, ale już po pierwszym kilometrze trasa „wchodziła w teren” – wjechaliśmy na bardzo szeroką polną drogę, która pokryta była piachem – widok był imponujący kilkuset kolarzy w ooogromnej chmurze kurzu – po kilkuset metrach większość schodziła z rowerów i maszerowała po kostki w piachu. Dalej trasa biegła lasami Puszczy Zielonki. Z uwagi na ostatnie dwa tygodnie bez deszczu w zasadzie cała trasa była piaszczysta, w niektórych miejscach piachu było na tyle dużo, że nie dało się przejechać – trzeba  było zsiadać – szczególnie na podjazdach. Przydały się tutaj doświadczenia z dobiegania do strefy zmian trzymając rower :-)

Niektóre fragmenty – szczególnie w pierwszej części trasy jechaliśmy w takich tumanach kurzu, że nie było widać trasy – żałowałem, że nie wziąłem sobie gogli pływackich bo cały czas miałem piach w oczach :-) Po 20 km dojechaliśmy do Dziewiczej Góry, którą kilkukrotnie pokonywaliśmy zjeżdżając i wjeżdżając z różnych stron. Pomimo, że góra nie jest wysoka to niektóre odcinki były na tyle strome, że wiele osób schodziło z rowerów – ja też. W przypadku gdyby się jechało samemu to myślę, że spokojnie można sobie poradzić z tą górą, niestety w grupie podjeżdżając po wąskich ścieżkach było mało „wygodnie”. Dalej już „prosto” do mety, pędząc oczywiście w obłokach kurzu – poniżej fotka po zdjęciu kasku, nawet w zębach miałem pełno piachu i kurzu.

Wytrzęsło mnie nieźle ale na metę dotarłem po 2 godzinach i 12 minutach co dało mi 89 miejsce na 240 na moim dystansie. Podsumowując impreza pierwsza klasa, dużo frajdy i urozmaicenia a przy okazji możliwość potrenowania trochę innej techniki jazdy na rowerze – polecam każdemu treningi po piachu. Mam nadzieję, że zdobyte doświadczenia wykorzystam w jednym z triathlonów MTB.

Krzysztof Stępień:  2:12:07 (89/240)

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com