Internationaler Greifenseelauf 2010, Uster

By , 18 września 2010 23:14

Wcale się na to nie zapowiadało i wogóle się tego nie spodziewałem. Miał to być start typowo treningowy i ostatni sprawdzian przed maratonem w Poznaniu. Plan był prosty, trzymać się pacemaker’a na 1h:30 i nie pozwolić się mu zbytnio oddalić. Przy okazji wypróbować sprzęt i zweryfikować strategię żywieniową. Dodatkowo przeprowadzić zupełnie nieplanowany, spontaniczny test, czy wypicie pięciu browarów w przeddzień zawodów szkodzi, czy też nie, i czy jest swego rodzaju carbo-loading‚iem.

Bieg, a raczej biegi, gdyż było kilka dystansów od 5km do 21,1km dla dorosłych i biegi dla dzieci, odbywały się w miejscowości Uster nad jeziorem Greifensee, gdzie rok wcześniej startowaliśmy wspólnie w Uster Triathlon. Trasa 21,1km obiegała jezioro i kończyła się w mieście, 50% asfalt/ 50% polna ścieżka z kamieniem na 10km, który idealnie wpasował się w podeszwę mojego buta i towarzyszył mi już do samego końca. Trochę byłem na niego zły na początku, że tak bez pytania się do mnie przyczepił, ale najwyraźniej miał jakąś pilną sprawę do załatwienia w mieście, i już na mecie mu wybaczyłem. Pogoda była rewelacyjna: chłodno i słonecznie, bez huraganów, gradobicia czy oberwania chmur.

Na starcie okazało się, że jest dwóch pacemaker’ów na 1h:30, według słusznej zasady „hope for the best and prepare for the worst”. Doszli mnie na 8km i trochę mnie zaskoczyli, gdyż mój zegar pokazywał że mam sporo zapasu i jak utrzymam tempo będę conajmniej minutę poniżej 1h:30. Niemniej jednak mnie doszli i wyprzedzili co nie było zbyt budujące. Trzymałem się z nimi do 16km i postanowiłem trochę przyspieszyć żeby zbudować przewagę przed 18-19km, gdzie było nieprzyjmnie pod górę. Dosłownie 300m przed metą, ukazała mi się koszulka kolegi z tutejszego klubu cross-country skiing, i potraktowałem to jako ostatnie wyzwanie tego biegu. Wraz z kamieniem wyprzedziliśmy go o 3 sekundy! Pacemaker’zy wpadli na metę 20 sekund po mnie, co potwierdza teorie, że byli trochę narwani.

Tym samym o całe ;) 4 sekundy poprawiłem mój rekord życiowy, który udało mi się osiągnąć 10 lat temu w biegu po nowo otwartym moście Øresund pomiędzy Copenhagen (Danią) i Malmoe (Szwecją). Wow! Szczerze, nie spodziewałem się że bedę jeszcze kiedyś w stanie pobiec tak szybko. Byłem wtedy o 8kg lżejszy i o 10lat młodszy (24-34). Tym bardziej że wówczas trenowałem tylko bieganie i przebiegałem znacznie więcej kilometrów niż ostatnimi czasy. Najwyraźniej wszystko przede mną. :)

Apropos piwa, to polecam piwo drożdżowe tzw. Hefe-Weissbier, które jest drugim po wątróbce wieprzowej najlepszym źródłem żelaza. A jak wiadomo deficyt żelaza jest zmorą biegaczy długodystansowych. Do dostania w Polsce, np. Paulaner. Ta rewelacyjna informacja pozwoli Ci poprawiać formę nawet w towarzystwie. ;)

Krzysztof Tomczak, 21.1km, 1:28:33, ogółem: 437/5448, kategoria: 60/685, wyniki, GPS

IM 70.3 Borówno 2010

By , 6 września 2010 1:49

I stało się, jakby nie spojrzeć to chyba była główna impreza dla Hurpaguns w tym roku, przesuwająca po raz kolejny poprzeczkę w postaci super życiówek. Na start i metę dotarli Przemo, Marlon i Kris, mimo iż Przemek był mocno kontuzjowany i jego występ był do samego końca pod dużym znakiem zapytania.

Nigdy wcześniej nie startowaliśmy w Borównie, więc byliśmy bardzo ciekawi jak wygląda jedyna impreza na dystansach IM 70.3 i IM w Polsce pod kątem organizacyjnym. Pozytywnie zostaliśmy zaskoczeni przede wszystkim bardzo miłą i przyjazną atmosferą, która jest zasługą wybitnego polskiego triatlonisty Roberta Stępniaka w tym przypadku występującego w roli organizatora. Z tego co udało się nam usłyszeć, impreza odbyła się po raz trzeci i liczba uczestników corocznie wzrasta. W tym roku wzięło udział łącznie na obu dystansach ponad 210 zawodników. Myślimy, że dobrą decyzją organizatorów, było wybranie początku września na termin zawodów, który zazwyczaj w Polsce jest bardzo słoneczny lecz nie gorący. W tym roku właśnie tak było. Co prawda podczas roweru miejscami dosyć mocno wiało, jak również zaskoczył niektórych z nas przelotny deszcz, ale generalnie warunki atmosferyczne były bardzo korzystne i sprzyjające życiówkom. Jedynym minusem jest jakość nawierzchni, która chyba jest idealną reprezentacją jakości dróg w Polsce. Początek i końcówka 30-sto kilometrowej pętli rowerowej jest beznadziejna, a i pozostała część trasy pozostawia wiele do życzenia. Tylko momentami jakość drogi i asfaltu pozwalała na nabranie prędkości i normalną jazdę.
Strefy posiłkowe zarówno na trasie rowerowej, jak również podczas biegu, były bardzo dobrze zaopatrzone i obsługiwane przez przeszkolonych wolontariuszy.
W pakiecie startowym dostaliśmy koszulki i inne gadżety, a na mecie piękne medale, piwo oraz coś na ząb.
Nasi kibice bardzo chwalili wypieki lokalnego klubu gospodyń wiejskich, natomiast kiełbasa z grilla okazała się być przyczyną zatrucia pokarmowego.
Zawody odbywają się na terenie wojskowego domu wczasowego i część zawodników miała możliwość zakwaterowania bezpośrednio w ośrodku. Mieliśmy okazję porozmawiać osobami tam zatrzymującymi się i mocno narzekały na chłód w domkach. Ilość miejsc jest mocna ograniczona i niestety (albo stety) my wybraliśmy zakwaterowanie w Hotelu Focus w Bydgoszczy, który notabene był jednym ze sponsorów imprezy – polecamy.

Podsumowując, impreza bardzo udana o czym mogą świadczyć nasze życiówki i wstępne wyniki:
Krzysztof Tomczak
– miejsce 12/139, 5/kat., czas 4:53:01 (S: 35:26; T1: 2:08; B: 2:37:16; T2: 1:31; R: 1:36:41) GPS-rower GPS-bieg
Przemysław Kuczera – miejsce 56/139, 23/kat. czas 5:30:22 (S: 37:09; T1: 2:14; B: 2:49:14 wraz z T2; R: 2:01:46)
Mariusz Sowiński
– miejsce  68/139, 31/kat. czas 5:38:47  (S: 43:40; T1:2:49; B: 2:52:53; T2: 2:08; R: 1:57:40)
WYNIKI
ZDJĘCIA
Hurpa!

XX Międzynarodowy Półmaraton w Pile

By , 5 września 2010 19:01

W ramach przygotowań do poznańskiego maratonu postanowiłem sprawdzić swoje postępy w pilskim półmaratonie. Poza tym trochę z zazdrością patrzyłem na kumpli, którzy w tym smym czasie starowali w Borównie na magicznym dystansie Ironman 70.3 (mam nadzieję, że też kiedyś mi się uda) i nie chciałem być tylko kibicem, dlatego uznałem, że trzeba startować.

Wracając do Piły to impreza bardzo fajna i duża (ponad 1.700 osób ukończyło) – dobrze przygotowana (dużo sponsorów), fajna trasa (dosyć prosta – tylko jeden podbieg ok. 1km). Pogoda dopisała, więc wszystko super.

I udało się – poprawiłem wynik z Poznania o parę minut – zameldowałem się na mecie po 1 godzinie 43 minutach i 54 sek. Czyli plan wykonany i potwierdzenie, że ciężkie treningi nie idą na marne co mocno podnosi na duchu.

Razem ze mną biegł Rafał dla którego był to całkowity debiut – nie poddał się i ukończył swoją pierwszą połówkę :-) w czasie netto 2:04:26 (identycznie jak mój debiut w ubiegłym roku) – gratuluje.

Przy okazji znów miałem miły akcent osobisty: jedną z klasyfikacji były mistrzostwa Wojsk Lądowych i w związku z tym wojaki prezentowali sprzęt który na co dzień towarzyszy im w ciężkiej służbie. Najokazalszym  eksponatem była cysterna do wody z naszej fabryki :-) czyli made by celtech – drobiazg ale cieszy.

PS. Właśnie dowiedziałem się o nieziemskich wynikach chłopaków w Borównie – ogromne gratulacje i do zobaczenia w Poznaniu na maratonie.

KS

Rafał Namysł czas netto 2:04:26  1514/1721

Krzysztof Stępień czas netto: 1:43:54 778/1721

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com