Hurpagun w Himalajach

By , 14 listopada 2010 20:57

-> 6 Listopad 2010
Sezon triathlonowy dawno juz zakonczony i kazdy z nas podsumowuje osiagniecia, leczy rany i przygotowuje plany na 2011. Tymczasem hurpagun Lukasz Marganski jest u szczytu, nie tylko ziemi, ale rowniez swojej formy i osiagniec zyciowych. Oto co nadeslal z wyprawy w Himalaje, na ktorej jest od dwoch tygodni:

„Island peak opieral sie duzo mocniej niz myslalem, ale poleg! Teraz 2 dni odpoczynku, potrzebuje ich bo mnie troche… przewialo :) Ama juz czeka. W tym roku duzo wypraw narodowych, my nie z takim rozmachem ale uparci. Trzymajcie kciuki za 7-10dni. Pozdrowienia dla wszystkich. Himalajskie Hurpaaaaa;) L.”

Wyprawa, ktorej Lukasz jest uczestnikiem ma w planach zdobycie dwoch szczytow w Hilamajach: Island Peak i Ama Dablam. Przewodnikiem jest Ryszard Pawlowski, ktory z tego co wiem nie spelnil oczekiwan Lukasza na poprzedniej wyprawie na Aconcagua 6962, Argentyna. Mam nadzieje ze tym razem bedzie inaczej. Trzymamy kciuki. Powodzenia i wracaj caly Margani!!! (na zdjeciu Ama Dablam)

-> 14 Listopad 2010

Zona Lukasza Vreni otrzymala wiadomosc, ze Lukasz wdrapal sie na szczyt Ama Dablam. Wielkie gratulacje! Wracaj caly Margani i czekamy na relacje…

Diabelski półmaraton w Kościanie

By , 7 listopada 2010 21:44

Niektórzy zdobywają himalaje (gratulacje – ogromnie zazdroszczę wyprawy) a inni zmagają się z samym sobą podczas kolejnych startów. Dzisiaj razem z Rafałem stanęliśmy na linii startu (i jak się okazało po niespełna 2 godzinach również mety) Międzynarodowego Półmaratonu Kościańskiego. Dla mnie był to już drugi start w tej imprezie i podobnie jak w ubiegłym roku motywami do startu oprócz sprawdzenia samego siebie był sentyment do miejscowości i chęć przygotowania miejsca na obżarstwo rogalami marcińskimi, które nastąpi już w najbliższy czwartek.

Przyznam, że zdawałem sobie sprawę ze swojej kiepskiej formy (trzy tygodnie po maratonie nie zrobiłem nic, ponadto byłem permanentnie chory i miałem na głowie trochę różnych spraw) i nie liczyłem na wynik – jednak nie mogłem sobie odmówić przyjemności kolejnego startu w półmaratonie nawet mając świadomość naprawdę kiepskiej formy. W osiągnięciu lepszego wyniku nie pomógł nawet mój diabelski numer startowy – 666.

Trasa, która w ubiegłym roku wydawała mi się doskonała – dzisiaj z punktu widzenia „doświadczonego” biegacza obnażyła swój chyba największy mankament – była prowadzona prze uliczki miasta co chwile skręcając o 90 stopni lub robiąc nawroty o 180 stopni – niewątpliwie wybija to z rytmu. Niemniej jednak przez pierwsze 16km biegło się całkiem fajnie – niestety końcówka to już tyko walka z dystansem i tempo na poziomie 5:30. Wszystko to spowodowało, ze zameldowałem się z czasem netto 1:49:27. Pomimo iż był to czas dalece odbiegający od rekordu z Piły to i tak byłem zadowolony – w końcu poprawiłem ubiegłoroczny wynik o prawie 15 minut :-) Pogoda też nas za bardzo nie rozpieszczała – ok. 5 stopni i przez drugą godzinę padał deszcz – tym samym dobiegliśmy do mety przemoczeni co przy tak niskiej temperaturze nie było najprzyjemniejsze – ale co tam w końcu jesteśmy zaHURPowani.

Rafał, który usilnie odmawia biegania z czasomierzem najprawdopodobniej wykręcił życiówkę i „zszedł” poniżej dwóch godzin – także również był zadowolony ze startu i mogę śmiało powiedzieć, że jest już kolejnym „zarażonym”.

Reasumując – impreza bardzo dobrze przygotowana, trasa zabezpieczona a i czasy zadowalające biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Oczywiście było by fajnie wykręcić lepszy wynik ale i tak się cieszę, że mimo iż wiedziałem, że to nie „mój dzień” zdecydowałem się na start i oderwanie od rzeczywistości. Myślę, że to już ostatni długi start w tym roku także sezon w zasadzie zamknięty (poza startem na 5km  w ramach drugiej edycji GradPrix Poznania w biegał przełajowych – wylicytowałem sobie nr 5 na wszystkie starty) – pozostaje tylko ciężka praca podczas zimowych treningów.

PS. Chłopaki a Wy co? Zapadliście w sen zimowy, nie dajecie znaku życia?

pozdrawiam gorąco z zimnego i deszczowego Poznania – KS

Czasy brutto (niestety nie było chip’ów):

Rafał Namysł 1:59:41 598/723

Krzysztof Stępień 1:49:47 457/723

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com