12 Poznań maraton 2011

By , 16 października 2011 20:51

Zanim opiszę dzisiejszy start rozpocznę od stwierdzenia: jestem bardzo zadowolony, po pierwsze ukończyłem kolejny maraton, a po drugie poprawiłem życiówkę. Fakt przekroczenia mety maratonu uznaję jako bezcenne. Nawet czterdziestoletniemu facetowi łza się zakręciła w tym jakże ekscytującym momencie :-)

Ale do rzeczy: po pierwsze pogoda wg mnie przy takich zawodach sprawa kluczowa – była przepiękna, pełne słońce, temp.ok 10 stopni (rano trochę zimniej), w zasadzie bezwietrznie. Publiczność dopisała, a frekwencja (ponad 4600 na mecie) potwierdziła, że PM jest największym maratonem w Polsce. Organizacyjnie też wszystko na wysokim poziomie – jak dla mnie bez zrzutu (oczywiście znajdą się malkontenci dla których może zabrakło makaronu albo był za słony, za małe banany czy koszulka bawełniana a nie termoaktywna – ja jednak uważam, że organizacja imprezy na 5000 osób to nie lada wyzwanie, któremu organizatorzy po raz kolejny sprostali.

Jeżeli chodzi o mój start to wrażenia podzielę na dwa etapy: pierwszy do czwartku – wróciłem z ostatniego treningu i tak mogę podsumować wrażenia: realizacja planu 8/10, samopoczucie psychofizyczne 10/10. Czyli tylko biec, zakładałem nawet próbę osiągnięcia 3:50.

Drugi etap rozpoczął się w piątek rano. Obudziłem się z bólem gardła i postępującym ogólnym osłabieniem organizmu. Do tego proza życia i zamieszanie w pracy spowodowały, że wieczorem było źle. Jeszcze gorzej było w sobotę. Prawie cały dzień przeleżałem w chacie, wypiłem litr soku z cytryn itp. Czułem się fatalnie, samopoczucie spadło do 0/10. W niedzielę rano było trochę lepiej, piękna pogoda napawała optymizmem, gardło trochę przestało boleć, niestety osłabienie organizmu nie minęło i czułem się naprawdę kiepsko. Ale co tam, szybka decyzja jadę, na wszelki wypadek do kieszonki w spodenkach włożyłem kasę na taryfę – jakby trzeba było zrezygnować na trasie. Na starcie wszystko ok, pierwsze trzydzieści km biegnę w tempie 5:32 czyli super (tempo z ostatniego wybiegania -teoretycznie potencjał był duży) niestety dalej  jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystko się pospało, mocno poczułem brak energii i chorobę. Musiałem ostro zwolnić. Niestety skoczyło się tym, że straciłem bardzo dużo na ostatnich 8 km i nie udało się złamać 4 godzin. Ale pomimo tego, że niedosyt pozostał jestem bardzo zadowolony z powodów które wymieniłem na początku. Było nie było skończyłem kolejny maraton ! Ponadto na mecie po raz pierwszy kibicowała Beata z Anią.

Dodatkowym czynnikiem podnoszącym mój poziom zadowolenia był Rafał, który po części za moją namową zadebiutował w tym roku na tym magicznym dystansie. Na mecie mówił, że po 30km dopadły go skurcze i musiał skorzystać z pomocy masażystek – na pewno były bardzo miłe i sympatyczne :-) na szczęście były też skuteczne co m.in. pozwoliło Rafałowi przekroczyć po raz pierwszy w życiu metę maratonu i ustanowić życiówkę, która jak go znam będzie tylko punktem odniesienia i motywacją do następnych zawodów.

Szkoda, że zabrakło również Was hurpaguns’i :-(

A oczami Rafała wyglądało to tak:

„To mój pierwszy post więc wypada się przywitać. Od dłuższego czasu z podziwem czytam opisy waszych niesamowitych wyczynów. Szacun :-) Z pewnością ich wpływ miał duże znaczenie na podjęcie mojego pierwszego duuuuuuuużego wyzwania. Cel miałem ambitny jak na debiutanta…. 4,20. Wydawało się, że byłem przygotowany, długie wybiegania szły super jednak jak się przekonałem osobiście maraton to nie niedzielne wybiegania, a było tak:

1-10km- świetna pogoda, muzyka, super klimat, euforia, średnia 6,07

10-21km- bosko, doskonale się bawię, super kapele na trasie, dublujący nas zwycięzca pobudza wyobraźnię, średnia 6,10

21-34- jest ok.  Może mniej euforycznie ale jeszcze przyjemnie, średnia 6,15

34-42,195 hmmmmm….Tu zaczął się mój maraton. Pierwszy skurcz na szczęście mnie dopadł przy polowym SPA gdzie bardzo miłe Panie lekko mnie ożywiły. Moje szczęście tego dnia było niezwykłe, bo drugi skurcz dopadł mnie również przy SPA (niestety tym razem był Pan), średnia dramatyczna. I tak przez moje przydługawe pobyty w salonach odnowy uciekł mi miły starszy Pan z balonikiem z napisem 4,30. Dalej było już tylko gorzej….

META euforia, ból, łzy, szczęście !!!!!!!! cholera warto było. A tu mała inspiracja –  Krzychu może jednak ????? .”

hurpa

a poniżej czasy netto :-) z uwagi na frekwencje ok. 2 min lesze niż brutto

Krzysztof Stępień 4:04:12 miejsce 2449/4619

Rafał Namysł 4:40:51 miejsce 3810/4619

poniżej razem z Rafałem przed startem i Rafał z najbardziej rozpoznawalną w Polsce uczestniczką maratonów: Panią Marią „Parasolką”, żoną i córką.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com