Surselva Marathon 2012

By , 31 stycznia 2012 22:15

Alpy toną w śniegu! Temperatury w okolicach zera stopni powodują, że śnieg w górach cały czas pada. Mieliśmy zatrzymać się na weekend w Sumvitg, 10km od Surselva, w której odbywają się zawody. Niestety, dach stodoły naszej kwatery z obozu rowerowego 2010 nie wytrzymał tej ogromnej ilości śniegu i się zarwał. 1 2. Na każdym z domów zalega po 1,5metra zbitego śniegu i tamtejsze wioski wyglądają w tym roku nadzwyczaj przepięknie. W noc przed zawodami spadło dodatkowo jeszcze 25cm śniegu i ratraki od 4-tej rano przygotowywały trasę. „Zima na całego”, tak określiła to moja teściowa Grażyna, która razem z Anią i Pola była z nami na zawodach. W związku z faktem, że byliśmy zmuszeni jechać na zawody w niedzielę rano, wykorzystaliśmy sobotę na jazdę na sankach i zrobiliśmy popołudniu po dwa zjazdy po 6km – Pola była zachwycona, a Grażyna przejechała w 2 godziny dystans dłuższy niż przez całe życie.

W niedzielę, w miejscu zawodów było około -3 stopni, zza chmur wyszło piękne słońce, a na linii startu stanął Batman. Nikt do tej pory nie wie jak się to stało, skąd się wziął i dokładnie kiedy, nikt się tego nie spodziewał – po prostu pojawił się. Wiadomość szybko rozniosła się po okolicy. Ludzie porzucili łopaty i maszyny do odgarniania śniegu, restauracje opustoszały, pocztę zamknięto, zaczęły bić dzwony lokalnych kościołów. Tłumy nadciągały, dzieciaki biegły na linię startu – wszyscy chcieli zobaczyć Batmana. On był już przygotowany. Czarne okulary przysłaniały jego przeraźliwie bystre, nieziemsko seksowne i przeszywające spojrzenie. Jego ramiona i dłonie w czarnych rękawicach przypiete już do kijków narciarskich wydawały się być jak dwa lewary łączace koła parowej lokomotywy – silne, stalowe, pełne nieludzkiej mocy, nie mogące się doczekać pierwszych ruchów nadających całości pęd – pęd przez żadne inne siły nie do zatrzymania. Jego wyrzeźbione muskularne nogi wpietę w wiązania nart, tym razem fachowo nasmarowane przez kolegę Ernst’a, stały się jednością i niecierpliwie wyczekiwały pierwszych ślizgów rozgrzewających wosk i włókna mięśni stopniowo włączanych do wysiłku. Stał wyprostowany, spokojny, zauroczony widokami i atmosferą pięknego poranka. Jego smukła sylwetka wyróżniała się spośród innych biegaczy, był średnio o głowę od nich wyższy i ubrany w strój mrocznego rycerza. Jego peleryna delikatnie falowała wraz z mroźnym, przyjemnie orzeźwiającym górskim powietrzem. Czekał na start. Wielokrotnie przelatywał służbowo nad Alpami i zawsze żałował że nie ma wystarczająco czasu na udział w tych przepięknych narciarskich imprezach. Tym razem, tak jak przed dwoma tygodniami, wszystkie misje w tygodniu zakończyły się na czas i niedziela była tylko dla niego i jego najwierniejszych wielbicielek: Ani, Poli i Grażyny.

Czuł się lekko, nadzwyczaj lekko. Uczucie to niezaprzeczalnie zawdzięczał wypiciu pół litra soku z czerwonych buraków, co zakończyło się niespodziewanym rozwolnieniem. „Dobrze że na wszystko było wystarczająco czasu” pomyślał, przecież widok chowającego się za muldami śniegu Batmana mógłby niektórych rozczarować – „z pewnością nikt nie ma oczekiwań ujrzenia mnie po raz pierwszy w życiu w tak niefortunnych okolicznościach!”. Zdecydowanie mogłoby się to przyczynić do utraty autorytetu i wypaczyć charaktery najmłodszych kibiców coraz liczniej gromadzących się wokół miejsca startu. Ścisnął mocniej, wybierając luzy, swój stary wysłużony pas batmański. Nowy już zamówiony. Został wysłany ze specjalnej, tajnej fabryki z Chin, lecz utknął gdzieś w drodze i nie dotarł na czas zawodów.
Odgłos strzału rozpoczął wyścig i Batman wraz innymi ruszył w trasę. Wystartował na tyłach stawki, spokojnie bez gwałtownych nieprzemyślanych zmian tempa, powoli lecz stanowczo wymijając kolejnych zawodników. Nie miał zamiaru wygrać, robił to dla czystej poezji ruchów, dla doświadczenia tej samej, ale działającej w niecodzienny sposób siły grawitacji, która każdy zjazd czyniła szybkim, a każdy podjazd wyczerpującym. Robił to dla czystej przyjemności odkrywania zaskakujących możliwości człowieka nietoperza, w nieziemsko pięknych, malowniczych, przekraczających ludzką twórczą wyobraźnie miejscu. Czarne kształty jego wysportowanego ciała delikatnie opięte strojem mrocznego rycerza na tle białego śniegu były niczym symbole Tai Chi, na przemian odzwierciedlające bezruch i przyspieszenie, balans i harmonię, kumulację i eksplozję potwornej siły zgromadzonej w jego ciele. Jego ruchy były szybkie i pewne, jego technika ślizgów nigdy wcześniej tak doskonała i jednocześnie obiecująca na przyszłość. Był jak Zorro przeszywający swoimi szpadzistymi nartami płatki śniegu i zostawiający po sobie idealnie wyryte znaki, będące namacalnym lecz ulotnym dowodem na jego istnienie. Płynął po spienionym oceanie walcząc z każdą nadchodzącą falą i osiągnąwszy jej szczyt sunął wraz z nią w otchłań kończącą się kolejną, jeszcze większą niż poprzednia ścianą puszystej piany. Był jak Justyna Kowalczyk objawieniem, pociskiem nie do zatrzymania, nie dającym szans konkurentom i wyprzedzającym po raz pierwszy na zawodach Ernst’a, który już chyba nigdy nie nasmaruje mu tak dobrze nart. Przekroczył linię mety w pełnym słońcu z uniesionymi ramionami przy okrzykach Poli, Ani, Grażnyny i niezliczonych kibiców. Cała Surselva świętowała razem z nim… ;) :) :)

Oprócz Batmana, w moich oczach zwycięzcami byli: Pani Andree Degoumois i Pan Armin Bohrer oboje rocznik 1936 – 76lat! Niesamowite!

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 141/182, w kategorii: 27/36, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Planoiras 2012 – Lenzerheide

By , 16 stycznia 2012 21:52

Pierwsze zawody w sezonie narciarsko-biegowym 2012 zaliczone. “Zaliczone” to chyba jedno z najtrafniejszych określeń w tym przypadku. Równie dobrym kandydatem byłoby “wymęczone” lub “wymordowane”. Otóż nie miałem czasu podjechać przed zawodami do mojego kolegi od smarowania nart i w przeddzień zawodów sam je przygotowałem. Niestety nie spodziewałem się, że temperatura na starcie będzie -10 i użyłem zupełnie nieodpowiedniego wosku. Zresztą, nawet gdybym wiedział, to niemiałbym innej opcji, gdyż tylko taki wosk miałem. Moje narty poprostu przyklejały się do podłoża – moglem wchodzić pod górę na wprost, jak na klasykach. Po pierwszych metrach wiedziałem, że te zawody będę długo pamiętał. Po kilku kilometrach już walczyłem tylko ze sobą, żeby nie zejść z trasy i dołączyć do Ani i Poli, które dzielnie mi kibicowały. Dzięki!

Pogoda i warunki były rewelacyjne – pełna lampa i mnóstwo śniegu.

W tym sezonie startuję jako Batman. Potrzebuję zdecydowanie więcej mocy, ale myśle że przyjdzie z czasem, w końcu to dopiero początki. Zresztą, chyba tylko tej znikomej, aczkolwiek zbawiennej dodatkowej energii zawdzięczam ukończenie zawodów – perspektywa zrezygnowanego Batman’a maszerującego do linii mety z nartami na barkach była nie do zaakceptowania.

W sobotę przed zawodami byłem z Miśkiem na jego drugim w życiu treningu na biegówkach. Misiek zaczyna od klasyka i muszę szczerze przyznać bardzo dobrze mu to wychodziło. Byliśmy w Studen SZ i zrobiliśmy 14km w super warunkach i przy pełnym słońcu. Coś mi się wydaję, że Misiek załapał bakcyla i będzie temat biegówek rozwijał – Powodzenia!

Margani również rozgląda się za nartami do łyżwy i jak tak dalej pójdzie to będziemy śmigać na biegówkach w trójkę!

Podsumowując, był to bardzo trudny pierwszy start w tym sezonie ale tym większa satysfakcja z ukończenia.

Wnioski:

1. Polegaj na profesjonalistach – oddawaj narty kumplom z klubu do smarowania.

2. Batman never gives up!

Hurpa,

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 268/300, w kategorii: 40/44, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Wyzwania 2012

By , 3 stycznia 2012 21:37

W ramach zapytania o Wasze wyzwania na rok 2012, zamieszczam swoje:

Hurpa!

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com