Gommerlauf 2012

By , 28 lutego 2012 20:50

Trzeci rok z rzędu miałem możliwość zrobienia 30km łyżwą w rejonie Wallis (niedaleko Furka Pass). Tym razem mogłem wystartować w lepszej grupie, ale przez pomyłkę zostawiłem narty w dalszym sektorze. Dopiero 5 minut przed startem zorientowałem się i dołączyłem niestety na tyły mojego sektora. Nie czułem się zbyt mocno ostatnimi czasy, a pobudka o 4:30 nie przysporzyła mi sił. Batman tym razem został w domu i na zawodach byłem sam. Mimo braku mocy wykręciłem przyzwoity jak na dla mnie wynik. Hurpa.

Czas:1h57 Miejsce:385/743 w kat. 71/131, GPS, Wyniki

La TransJurasSienna 54km FT Batman

By , 14 lutego 2012 22:56

Drugi dzień zawodów La TransJuraSienne rozpoczął się bardziej słonecznie i bardziej wietrznie.
Dojeżdżając wraz z Miśkiem i Marlonem samochodem do miejscowości Les Rousses, w której było miejsce startu na dystansie 54km, widoczność na niektórych otwartych przestrzeniach była tylko na kilka metrów. Silny wiatr unosił zmrożony śnieg i przenosił go z impetem wzdłuż trasy. Niestety kierunek wiatru był dokładnie przeciwny do kierunku wyścigu. Silny wiatr wraz ze śniegiem w temperaturze -13 nie jest zbyt zachęcający do wychodzenia na zewnątrz, a już na pewno nie do jazdy na nartach przez ponad 50 kilometrów w przeciwnym kierunku. Moje samopoczucie fizyczne i chęci do startu, od samego rana, były jak nigdy bliskie zera. Wiedziałem że trasa nie jest łatwa, wiedziałem że po drodze czeka na mnie prawie 10-kilometrowy podjazd, wiedziałem że śnieg jest sypki i nie ubity a przez to wolny, wiedziałem że będzie ciężko – nie wiedziałem tylko jak bardzo.

W zasadzie do ostatniego momentu nie było również wiadomo czy wystartuje Batman. Peleryna na plecach generalnie nie jest czymś co pomaga przy silnym wietrze, chyba że wiatr wieje w kierunku jazdy. Mimo wszystko Batman stawił się dokładnie o 10:04 i minutę później wystartował z pierwszego bloku na podstawie przywidywanego czasu. Założenia na bieg były znane w momencie rejestracji: spokojnym tempem przejechać cały dystans, pić i jeść na każdej stacji, tym startem poprawić bazę kondycyjną na Zurich marathon i lipcowego IronMan.
Początek zawodów i pierwsze kilometry były walką generalnie z własną psychiką i odrzucaniem negatywnych myśli. Warunki były iście arktyczne i brakowało chyba tylko niedźwiedzi polarnych. Prawie wszyscy zawodnicy mieli osłonięte twarze starali się jechać jak najbliżej tego poprzedniego, tak ażeby jak najbardziej osłonić się od wiatru. W takim stylu mozolnie parli na przód. Na 8 kilometrze jakiś gość zasłabł. Widok jego bezwładnego ciała które kibice ściągali pośpiesznie z trasy biegu nie nabawiał optymistycznie. Na tym etapie zawodnicy biegnący na dystansie 76km wymieszali się z zawodnikami z 54km. Nie zdążyłem zarejestrować z której grupy był nieszczęśnik. Po raz pierwszy widziałem taką akcję na zawodach nart biegowych.

Po 16 kilometrach Batman z grupą innych narciarzy wjechał do wioski Bois d’Amont. Radość francuskich wieśniaków była przeogromna. Częstowali wszystkich ciepłymi napojami, suszonymi owocami i lokalnym serem. Francja została wyzwolona po raz kolejny! Po kilku łykach i kęsach ruszył dalej, tym razem w przeciwnym kierunku przez jakieś kilkaset metrów. Cóż to były za metry! Ciepłe, słoneczne i generalnie prawie nic nie musiał robić – wiatr pracował za niego. Jego peleryna nagle wyznaczała mu kierunek jazdy. Tym sposobem znalazł się u podnóża leśnego podbiegu prowadzącego do Les Ministres. Przy okrzykach francuskich wieśniaków zaczął wspinaczkę.

Wjechał do lasu gdzie było bezwietrznie i zupełnie cicho. Gdyby nie ciężkie oddechy innych i dźwięk skrzypiącego śniegu spod nart byłoby zupełnie bezdźwięcznie. Wszyscy jechali dalej w tym samym celu – wyzwolić kolejne wsie i przynieść kolejnym wiadomość o wyzwoleniu spod tyranii ociężałości i starzenia się w fizycznej niemocy. Ich różnokolorowe sylwetki poruszały się w tym samym rytmie z lewa na prawa i zostawiały na śniegu miliony znaków V – znaków zwycięstwa. Mimo że znaki prędzej czy później się roztopią, w tym roku już są zwycięzcami, a za rok zawalczą jeszcze raz.

Na około 25 kilometrze w Les Ministers skończył się podjazd i trasa stała się bardziej urozmaicona. Chyba najgorsze już za mną – pomyślałem i mój optymizm dodał mi skrzydeł. Zacząłem konsekwentnie wyprzedzać kolejnych narciarzy. Wiatr nie był już tak dokuczliwy jak na początku – lekkie górki i wzniesienia rozbijały jego impet i jechało się znacznie przyjemniej. Lokalni francuscy wieśniacy wydawali się być rozmieszczeni w idealnych miejscach i ich wysuszone owoce i ciepłe napoje dodawały energii na kolejne kilometry. Na niektórych stacjach obecność Batman’a ogłaszana była przez prezentera. Generalnie Batman był zdecydowanie najbardziej dopingowanym zawodnikiem na trasie, a jego imię wypowiedziane zostało z francuskim akcentem tysiące razy. Szkoda tylko, że zapomniał założyć swojego nowego pasa, w związku z tym niektórzy mylili go z diabłem. Co ciekawe, pomimo to na ich twarzach pojawiał się uśmiech i pozdrawiali go serdecznie.

Kolejne wyzwolone wioski to Bellefontaine, Chapelle Des Bois, Chaux-Neuve, Petit Chaux i ostatnia – Mouthe. Czym bliżej metry tym bardziej podejrzany wydawał mi się odczyt z mojego GPS’a który miał generalnie deficyt około 6km w porównaniu do znaków na trasie. Dopiero wieczorem ze strony z wynikami dowiedziałem się, że trasy na 76km i 54km były oficjalnie o 4km krótsze, a według mojego GPS’a o prawie 6km. Generalnie poziom organizacyjny począwszy od strony internetowej, serwisu na trasie i bufetu na mecie (którego nie udało mi się zlokalizować), nie był na najwyższym poziomie. Czym na pewno ten wyścig się wyróżnia ponad inne, to jego trasa – jest niesamowicie przepiękna, urozmaicona, trudna, no i dłuższa niż wszystkie inne. Mój kolega z klubu narciarskiego mówił, że nie zawsze jest w Jurze wystarczająco śniegu. W tym roku jednak nie było z tym problemu.

Na mecie czekała na mnie cała brygada: Ania, Pola, Asia, Tymek, Misiek i Marlon i tysiące francuskich wieśniaków.

Dzięki wszystkim bardzo za kibicowanie pomimo siarczystego mrozu, transport i zdjęcia. Szczególne podziękowanie dla Asi i Miśka za gościnę – było tak fajnie, że możecie być pewni że przyjedziemy jeszcze raz ;)

Z czasem 3h:56:39, zająłem wśród meżczyzn miejsce 89 na 378. Wśród swojej grupy wiekowej „Veteran 2” byłem 8 na 39. GPS Wyniki Zdjęcia Hurpa!

La TransJurasSienne 2012 – 25CT Misiek

By , 11 lutego 2012 22:10

„Francuska Syberia” tak nazywany jest rejon w którym rozgrywane są zawody La TransJuraSienne. W tym roku chyba szczególnie daje się to we znaki. Szczególnie – gdyż w całej Europie panują mrozy, a w Jurze dodatkowo mocno wiało i jest super zimno. Chyba – gdyż byliśmy w tym rejonie w tym roku po raz pierwszy, więc ciężko powiedzieć czy jest to normą. Po raz pierwszy, ale za to dużą ekipą. Misiek, który w tym roku przeprowadził się do przylegającej Szwajcarii, Marlon, który wpadł na coroczną zimową wizytę oraz Batman planujący start w drugim dniu zawodów.
Misiek wystartował na dystansie 25km stylem klasycznym, który ukończył w wspaniałym stylu. Oto krótki z nim wywiad:

Batman: Co skłoniło Cię do podjęcia tego sportu?
Misiek: Okolica… Coś trzeba robić zimą.
Batman: Dlaczego wystartowałeś w tych zawodach?
Misiek: Bo startuje też w nich Batman.
Marlon: Bo pogoda jest najbardziej przeje***a.
Batman: Jaka była Twoja strategia?
Misiek: Zmieścić się w limicie czasowym. (cel został osiągnięty!)
Batman: Było ciężej niż się spodziewałeś?
Misiek: Nie, nie było ciężej, ale było zdecydowanie zimniej. Ciężkie też były zjazdy, duża prędkość, zakręty i cztery gleby.
Batman: Jakie plany na przyszłość?
Misiek: Jeszcze pewnie zrobię coś w tym sezonie, ale muszę się rozenać co jest dostępne w okolicy.
Marlon: Życzę Ci samych sukcesów w przyszłych startach i lepszych warunków atmosferycznych.
Batman: Marlon – kupiłeś buty i rolki, jakie masz plany związane z tym?
Marlon: Teraz muszę kupić półkę na buty i rolki.
Batman: Powodzenia!

Misiek z czasem 3h18 zajął 82 miejsce na 109 mężczyzn. Wyniki.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com