Zürich Marathon 2012

By , 27 kwietnia 2012 23:17

start temperatura 5 stopni; świeci słońce
1-4km dobre tempo; wszystko jest ok; może ubrałem się za ciepło
4km tempo nadal ok; delikatny podbieg; tętno trochę wzrasta; zaczyna kropić deszcz
5 – 9km leje deszcz; słońce się schowało; jest zimno; ubrałem się ok; tempo ok; samopoczucie ok; tętno w granicach 145-147 – trochę za wysokie jak dla mnie na tą część; staram się rozluźnić i zejść z niżej z tętnem; czuje lekki dyskomfort w prawym udzie
10km leje deszcz; komentator mówi że mięczaki zostały w domu i w taką pogodę biegną tylko twardziele; nie wiem jaki mam czas bo na garminie mam ustawione tylko dwa parametry tętno i tempo, ale jest pewnie w granicach 44-45minuty; czuję że coś jest nie tak z prawym udem; jakby mały kamień wpadł do środka; mam nadzieję że przejdzie na następnych kilometrach
11 – 14km leje deszcz i zimny wiatr wieje w twarz; tempo jest ok i czuję się dobrze – tylko to udo coraz bardziej mi dokucza; cały czas czekam aż się rozgrzeję na tyle że ten skurcz zmieni się w uczucie rozlewającego się ciepła i zniknie;
15 – 19km leje deszcz i zimny wiatr dalej wieje w twarz; moje skamielina jest coraz większa; cały czas staram się jak najbardzie rozluźnić; moje tempo w związku z tym nieznacznie spada; spada też tętno – super; czuję że kondycyjnie jestem w stanie w tym tempie dotrwać do końca, tylko to udo zaczyna być bardzo bolesne;
20km deszcz ustaje; co nie ma wielkiego znaczenia bo i tak już jestem całkowicie mokry; ból prawego uda jest coraz gorszy, a moja skamielina rozrosła się do rozmiarów bochenka chleba;
20,5km pękam i staję na chodniku; przez niecałą minutę rozciągam udo; czuję że jest już za późno na tego typu zabiegi; jest zimno
21-22km powracam do biegu; staram się myśleć pozytywnie ale czuję że to ekspresowe rozciąganie nic nie pomogło; jest bardzo zimno
23km staję po raz kolejny; tym razem na dłużej i staram się rozciągnąć i rozmasować udo; mijają mnie baloniki na 3:15; jest bardzo zimno; zaczynam biec z dwóch powodów jestem zmarznięty, a poza tym nie ma innych opcji; zdaję sobie sprawę że to będzie dłuuugi dzień;
24km – 25km biegnę bardzo powoli; załączam muzę na podbudowę nastroju; po minucie mój przemoczony ipod się wyłącza na amen; jak pech to pech; nawrót w Meilen i w końcu wiatr jest teraz w plecy;
26km – 31km powoli się rozgrzewam; biegnę wolnym tempem i zastanawiam się kiedy dojdą mnie baloniki na 3:30
32km – 33km staję i rozciągam udo; dochodzą mnie baloniki na 3:30
34km – 38km zabieram się z balonikami; wychodzi słońce i jest całkiem przyjemnie; powoli się rozkręcam; zaczyna padać
39km – 42km nie na długo wystarczyło mi sił; staję rozciągam się i czuję że jestem już bardzo zmęczony; nie opłaca się biegać maratonów wolno, gdyż biega się je znacznie dłużej; przechodzę w tryb bieg marsz; przestaje padać
meta dobiegam; przed metą Ania, Pola, Asia, Misiek, Tymek, Lukasz i Cyli; czas 3:42 – najgorszy w historii; czuję się jakby przejechał po mnie czołg i zaparkował na prawym udzie; mimo wszystko czuję satysfakcję; kolejnym razem będzie lepiej; hurpa

GPS; Czas: 3:42:02; Wyniki; Miejsce mężczyźni 1206/2492; w kat. 285/587

5 Poznań półmaraton

By , 1 kwietnia 2012 16:05

To już mój trzeci półmaraton w Poznaniu. Niestety kolejny raz scenariusz opisujący reakcję mojego organizmu się powtórzył: czwartek po treningu pełen optymizm, wszystko ok, samopoczucie na piątkę, natomiast w piątek rano ból głowy, osłabienie, katar, samopoczucie zero. Zapewne ostatni tydzień pełen różnych podróży i notoryczny niedomiar snu nie był bez znaczenia. Pomimo szybkich środków zaradczych w niedzielę rano czułem się źle. Ale nie odpuściłem. Pogoda była w porządku: słońce, trochę wiatru i około 3 stopnie w plusie. Na starcie stanąłem razem z 4800 zawodnikami z całej Polski i kilku innych państw. Od początku biegłem równym tempem w okolicach 5 minut/km ponieważ z kolejnymi kilometrami, pomimo osłabienia ogólnego, sił starczało więc po pierwszych 7km lekko przyspieszyłem, cały czas biegło się wyjątkowo dobrze więc po kolejnych 7km jeszcze przyspieszyłem, w końcu po 20km przyspieszyłem jeszcze bardziej i wykręciłem życiówkę :-)

Udało się dobiec w czasie 1:43:25 netto zajmując 1131 miejsce na ok. 4592 sklasyfikowanych. Podsumowując: było super – jak to w Poznaniu – teraz kilka dni leczenia przeziębienia :-( i do kolejnych treningów.

hurpa ks

Krzysztof Stępień czas netto 1:43:25 mjsc 1131/4592

PS. Może nie ładnie się chwalić ale  w kwietniowym numerze polskiego wydania RunnersWorld pojawiła się notatka o moim starcie na Saharze z podaniem linku do hurpaguns.com :-)

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com