IRONMAN Zürich 2012 cz.1.

By , 25 lipca 2012 19:54

Dla oglądających zawody triathlonowe, pływanie jest zdecydowanie najbardziej widowiskowe. Setki ludzi wbiegających jak opętani do wody, która po kilku sekundach wygląda jak kipiejący wrzątek, z której co chwila wynurzają się na przemian ręce i głowy w jednolicie kolorowych czepkach. Cała szeroka ławica triathlonistów wpada i kieruje się w szybkim tempie do pierwszej bojki, po kilkunastu minutach wydłuża się i staje się węższa, nie widać już głów, tylko setki czarnych rączek pojawia się nieustannie nad powierzchnią. Imponujący i zarazem zdecydownie niecodzienny widok. Warto zobaczyć!

Jak wygląda to z perspektywy zawodnika? Do czego można porównać pływanie w triathlonie żeby odzwierciedlić jego klimat?

Musi to być coś, co w naturalny sposób bezpośrednio zagraża życiu, wyzwala w niektórych agresję, panikę, strach i inne skrajne ludzkie emocje. To jakieś połączenie duszenia się z ucieczką przed dziką zwierzyną w ciemności, bez znajomości terenu i możliwości zatrzymania się oraz niezapowiedzianych kopnięć i ciosów w twarz, ręce, nogi, żebra, uszy, bez możliwości obrony. Po trzydziestu sekundach zaczyna Ci brakować powietrza – nie każdy oddech jest możliwy, przy niektórych zamiast powietrza wlewa Ci się do buzi i nosa woda. Po dwóch minutach Twoje nogi, a następnie ręce, robią się ciężkie, jakbyś finiszował w biegu na 400 metrów lub właśnie skończył przeprowadzkę do 10 piętrowego bloku z zepsutą windą – potrzebujesz tlenu, Twoje ciało ma go zdecydowanie za mało. Całe szczęście pracuje jeszcze mózg, ale wdzierają się już czarne myśli i strach przed tym co jeszcze przed Tobą. Woda jest tak skotłowana, że nie widzisz zbyt wiele, starasz sie unikać ciosów z boków, jednocześnie musisz uważać żeby nie nadziać się na kopiące nogi zawodników z przodu, gdyż to najbardziej niebezpieczne. Na ataki z tyłu w postaci przytrzymywania nóg, teoretycznie jesteś w stanie odpowiedzieć tylko mocniejszymi kopnięciami, ale to z kolei powoduje jeszcze większe zużycie tlenu i natychmiastowe wyczerpanie. Praktycznie nie możesz zrobić nic. Świadomość, że ktoś z tyłu przytrzymuje Ci nogę, bo przypadkowo na nią wpłynął, i chce obronić się przed kopnięciem w twarz jest pomocna w powstrzmaniu się od agresywnych zachowań. Niestety, przytrzymana noga powoduje, że gubisz kolejny oddech albo dwa i wypadasz z rytmu. Na tym etapie masz generalnie dość i chcesz stanąć. NIGDY NIE STAWAJ! Nie są to słowa w stylu: “Nigdy się nie poddawaj – jesteś w stanie to zrobić”. To są słowa w stylu: “Nie stawaj – to może być Twój ostatni przystanek”. Wyobraź sobie pędzący petelon, w którym znienacka ktoś w środku się przewraca. Albo autostradę pełną jadących samochodów, na której ktoś przyciska do deski gwałtownie hamulec. Twoje szanse wyjścia z Tego bez uszczerbku są znacznie niższe niż płynięcie dalej. Woda nie jest naturalnym środowiskiem człowieka i brak gruntu pod nogami dodatkowo powoduje nerwowość, strach, panikę. Stawanie naprzeciw pędzącego w panice tłumu nie jest najlepszym pomysłem. PŁYŃ DALEJ! To jedyna rozsądna opcja w tym momencie.

Czego należy się spodziewać podczas pływania i jak powinno się do niego trenować, najlepiej obrazuje mój ulubiony clip ClifBar’a ;)

Kontuzje w postaci podbitych oczu, rozwalonych warg, przestawionych szczęk, przebitych bębenków (od uderzenia w ucho gdzie są zatyczki) nie są rzadkością. Na większości zawodów triathlonowych ilość zawodników jest ograniczona do 200-300. Jeśli zawody są większe, start pływania odbywa się w grupach wiekowych po 100-200 osób. Organizatorzy również rezygnują ze startu z wbiegiem “z plaży” i start odbywa się na sygnał “z wody”, do której zawodnicy wchodzą wcześniej bez pośpiechu. Takie rozwiązanie powoduje, że pływanie jest bardziej podobne do pływania, a nie do sportów esktremalnych czy też walki o przeżycie. Nie eliminuje to całkowicie możliwości dostania kopniaka w twarz, ale mocno je ogranicza.

Na zawodach IRONMAN w Zurichu wystartowalo naraz, z 60 metrowej plaży, 1800 zawodników!

Każdy stojący na lini startu zawodów na dystansie IRONMAN liczy się z tym, że w pewnym momencie zawodów przyjdzie moment załamania, z którym w jakiś sposób trzeba będzie sobie poradzić. To nie tylko 3.8km pływania, 180km roweru i maraton – 42.2km do przebiegnięcia, to również bardzo długi dzień, który zaczyna się w zasadzie w nocy, gdyż trzeba wstać o 4-5 rano, żeby być w strefie zmian o 6. Po kilku godzinach snu przerywanego myślami o starcie, rzadko kto czuje się w życiowej formie, z którą wszystkie wyzwania wydaja się lekkie, proste i przyjemne. Każda najmniejsza niedyspozycja, niezaleczona kontuzja czy generalnie “brak prądu” podczas tak długich zawodów prędzej czy później przeobraża się w potwora o imieniu “Kryzys”. Z tym potworem trzeba się zmierzyć i trzeba go pokonać. Może się on pojawić w różnych miejscach i przybierać różne kształty, może Cię atakować otwarcie lub z ukrycia. Może przypuszczać wielokrotne ataki, lub śledzić przez cały dzień z uporem maniaka i uderzyć tylko raz w końcówce, wtedy gdy jesteś już całkowicie wyczerpany. Może Ci ściągnąć okulary na początku pływania, przebić dętkę, przewrócić na rowerze, może się zamienić w deszcz, grad lub upalne słońce i wyssać z Ciebie wszystko podczas biegu. Obojętnie jaką formę ataku przyjmie, możesz być pewien, że w którymś momencie się pojawi. Będziesz musiał mu stawić czoła i podjąć walkę. Wygrana walka robi z Ciebie IronMan’a. ;)

Ja swoją pierwszą walkę musiałem stoczyć w wodzie już po kilku sekundach. Na starcie ustawiłem się z przodu i po chwili znalazłem się w samym centrum piekła. W zasadzie przez całe pierwsze okrążenie było bardzo ciasno i nerwowo. Moje oczekiwania, że pływanie będzie najprzyjemniejszą częścią przy której powoli wejdę w rytm zawodów, nie mogły być dalsze od prawdy. Już po pierwszych minutach żałowałem, że nie ustawiłem się całkowicie z boku, gdzie dystans do przebycia byłby trochę dłuższy ale nie byłby tak zatłoczony. Pod koniec pierwszego okrążenia czyli po około 1.8km, rozluźniło się, ale przed wyjściem na wyspę zaczął mnie łapać skurcz w prawym dwugłowym, który najprawdopodobniej był rezultatem powoli odpuszczjącego stresu i nadmiernego „spięcia” w pierwszej części. Na wyspie szybki skłon aby rozciągnąć mięsień, szybka rada na przyszłość dla fotografującego szwagra KS – „Don’t do it”, szybkie spojrzenie na pozostałą do przebycia odległość z szybką decyzją o obraniu strategii płynięcia po zewnętrznej i powtórny wskok do wody. Druga pętla była już znacznie przyjemniejsza i bardziej podobna do pływania i do moich przedstartowych założeń i wyobrażeń. Po godzinie i 19-stu minutach, czyli po prawie 10 minutach dłużej niż planowałem, zakończyłem pierwsze wyzwanie dnia. Gdybym musiał wskazać moment najbardziej kryzysowy podczas całych zawodów, to zdecydowanie byłoby to pływanie – czego się zupełnie niespodziewałem. Być może dobrze się stało, że początek był trudny, gdyż to sprawiło, że ostrożniej podszedłem do kolejnych dyscyplin. Z perspektywy czasu, muszę również stwierdzić, że bycie podczas pływania w najgorszym piekle przez pół godziny, choć niekorzystnie czasowo, już w momencie wyjścia z wody przyniosło mi ogromną satysfakcję. To chyba coś na zasadzie wyjścia z jakiejś traumatycznej sytuacji bez szwanku, która w pewnien sposób pozwala poczuć się o to doświadczenie bogatszym.

Tak czy owak moja rada to, na swoich pierwszych zawodach triathlonowych, czy też zawodach IRONMAN, gdzie minuta czy dwie nie są aż tak ważne jak ukończenie, nie pchaj się do wody w głównej stawce, chyba że masz na imię Micheal, a na nazwisko Phelps.

Po pływaniu, był rower… cdn wkrótce…

Zdjęcia

Międzyczasy:

Rank: 104 of 334

Overall Rank: 494 of 1749

BIB: 1550
Division: 35-39
Age: 36
State: Siebnen
Country: POL
Profession:
Swim: 1:19:25
Bike: 5:52:17
Run: 3:58:05
Overall: 11:16:48
Swim Details Division Rank: 177
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
1.8 km 1.8 km 37:43 37:43 2:05/100m
3.8 km 2 km 41:42 1:19:25 2:05/100m
Total 3.8 km 1:19:25 1:19:25 3:58/100m 177 826 745
Bike Details Division Rank: 130
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
35 km 35 km 1:02:17 2:25:51 33.72 km/h
63 km 28 km 1:00:07 3:25:58 27.95 km/h
85 km 22 km 37:39 4:03:37 35.06 km/h
125 km 40 km 1:15:21 5:18:58 31.85 km/h
153 km 28 km 1:06:17 6:25:15 25.35 km/h
175 km 22 km 39:41 7:04:56 33.26 km/h
180.1 km 5.1 km 10:55 7:15:51 28.03 km/h
Total 180.1 km 5:52:17 7:15:51 30.67 km/h 130 630 586
Run Details Division Rank: 104
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
3.3 km 3.3 km 15:51 7:34:34 4:48/km
5 km 1.7 km 8:38 7:43:12 5:04/km
7.1 km 2.1 km 11:15 7:54:27 5:21/km
10.5 km 3.4 km 17:35 8:12:02 5:10/km
13.8 km 3.3 km 16:45 8:28:47 5:04/km
15.5 km 1.7 km 9:04 8:37:51 5:20/km
17.6 km 2.1 km 11:21 8:49:12 5:24/km
21.1 km 3.5 km 17:56 9:07:08 5:07/km
24.4 km 3.3 km 18:08 9:25:16 5:29/km
26.1 km 1.7 km 9:45 9:35:01 5:44/km
28.2 km 2.1 km 13:00 9:48:01 6:11/km
31.6 km 3.4 km 20:21 10:08:22 5:59/km
34.9 km 3.3 km 20:40 10:29:02 6:15/km
36.6 km 1.7 km 12:08 10:41:10 7:08/km
38.7 km 2.1 km 14:42 10:55:52 6:59/km
42.2 km 3.5 km 20:56 11:16:48 5:58/km
Total 42.2 km 3:58:05 11:16:48 5:38/km 104 494 457
Transition
T1: SWIM-TO-BIKE 4:09
T2: BIKE-TO-RUN 2:52

Zdjęcia, Hurpa

IM Zurich cz.2…

Zurich triathlon 5150 – oczami zawodnika i IM oczami kibica

By , 20 lipca 2012 22:17

Zurich triathlon 5150 – czyli wydanie olimpijki wg IRON MAN’a. Korzystając z zaproszenia Krisa na kibicowanie w niedzielnych (15.07.12) zawodach Iron Man skorzystałem z okazji i zapisałem się na olimpijkę organizowaną przez jednie słuszną organizację :-) pod szyldem 5150 na fragmencie trasy i w tej samej bazie co zawody IM odbywajace się nastepnego dnia.

Do startu skusiło mnie kilka elementów: kolejny triathlon na akceptowalnym przeze mnie dystansie, ciekawe miejsce, ogromny rozmach z uwagi na organizatora. Tak więc z samego rana po zaparkowaniu auta trochę na „dziko” (w Zurichu jest to spory problem) zjawiłem się w miasteczku startowym, od razu zaznaczę zorganizowanym w sposób w Polsce niespotykany. Miałem już lekkie pojęcie o trasie (dzień wcześniej po odebraniu numerów zrobiliśmy mały rekonesans po trasie rowerowej – generalnie płaskiej z jednym kilometrowym ale stromym podjazdem), więc w spokoju kręciłem się po tzw.  strefie atletów czekając na start swojej grupy. Punktualnie o 10:40 wskoczyłem do wody razem z ok. 300 innymi zawodnikami. Przez pierwsze kilkaset metrów było naprawdę tłoczno ale jakoś dotrwałem do końca w przyzwoitym czasie 33minut – co biorąc pod uwagę, że gramin pokazał 1,7km jest całkiem ok. Zmiana i w drogę na rower. Tutaj niestety było gorzej – odczuwałem brak treningów co w prosty sposób przełożyło się na wynik, poza tym trzykrotne pokonanie stromego podjazdu dało się we znaki. Kolejna zmiana i przyjemna trasa biegowa pokonana w oczekiwanym aczkolwiek niezbyt szybkim tempie. Łączny czas to 2:57 może nie najlepszy jednak satysfakcjonujący w obliczu świadomości swojej formy. Poza tym kolejne doświadczenie traiathlonowe w dodatku w na tak dużych i perfekcyjnie zorganizowanych zawodach i oczywiście ten doping Beaty z Anią, Ani z Polą i Mariusza – dzięki wielkie.

Krzysztof Stepień 2:57:38 693/852

Wszystko to jednak nic w obliczu tego co wydarzyło się dnia następnego. Pobudka o 5 rano, krótkie rozciąganie i razem Krisem – bohaterem dnia oraz Marlonem udaliśmy się do Zurichu aby ok. 6 odstwić Krisa do strefy zmian, która robiła ogromne wrażenie. Ok. 1800 rowerów (co jeden to lepszy) uszeregowanych w wielu rzędach – szybko policzyliśmy, że ich łączna wartość to ok. 20.000.000PLN jak na „kilka” rowerów to niezła sumka. Dookoła krzątali się poddenerwowani zawodnicy w oczekiwaniu na 7 rano. Nie będę się za bardzo rozpisywał na temat takich szczegółów organizacyjnych jak odpowiednia liczba toalet, wysprzątane podłoże, rozdawane gadżety do dopingu itp. czyli wszystko to czego u nas często brak. Natomiast największe wrażenie zrobiła grupa 1800 zawodników wpuszczonych na jeden gwizdek do wody. Z plaży wyglądało to niesamowicie – kocioł jakich mało. I pośród tych wszystkich odważnych ludzi – Kris podejmujący wyzwanie, które dla nas wszystkich jest chyba spełnieniem najskrytszych sportowych marzeń.

Prawie cztery kilometry w jeziorze stanowi nie lada wyzwanie stąd też rozpiętość czasowa duża, ale Kris uporał się z tym bardzo szybko aby po krótkiej przerwie na zmianę garderoby wskoczyć na jeden z 1800 równo poustawianych rowerów. O ile moja górka była stroma to trasa rowerowa IM Zurich jest dla przeciętnego człowieka nie do pokonania. Zdecydowanym utrudnieniem była pogoda, która zmieniała się od słonecznego letniego poranka do gradobicia, wielokrotnych nawałnic deszczowych i burz. Patrząc na statystyki to ok. 300 osób nie podołało  trudom zawodów – ale nie Kris, który z bardzo dobrą średnią prędkością dotarł do strefy zmian gdzie po ponownej zmianie garderoby poleciał na trasę maratonu. Sam fakt pokonania trasy 42km powoduje u niektórych dreszcze lub zawroty głowy – a co dopiero po pokonaniu 3,8km w wodzie i 180km na rowerze?

Na trasie biegu mającej cztery pętle (mocno ułatwiało to kibicowanie) widać było ogromne zmęczenie zawodników – nawet Kris wyglądał na pierwszym okrążeniu na zmęczonego – później trochę ochłonął. Na szczęście to co przeszkadzało na trasie rowerowej okazało się chyba dla wielu zbawienne podczas biegu – było chłodno i pomimo czestych i wielokrotnych przelotnych opadów deszczu warunki do biegania wydawały się ok.

Po wielu godzinach walki na trasie pierwsi zawodnicy zaczęli powoli przekraczać linie mety przy ogromnym aplauzie licznie zgromadzonych kibiców stojących często w strugach zimnego deszczu. Na mecie było wiele chwil wzruszenia, łez, uścisków. Niewątpliwie atmosfera podczas finiszu Ironman’a jest czymś co długo zapamiętam a radość z możliwości powitania Krisa na końcu tak długiej drogi niezapomniana. Świadomie nie piszę tu o czasach i zajętych miejscach bo nie o to tu chodzi (nawet jak są tak dobre jak u Krisa) liczy się fakt zmagania samego z sobą i trasą podczas jednej z najtrudniejszych dyscyplin – Krisowi się udało – ogromne gratulacje i mam nadzieję, że kiedyś mi też się uda.

To tyle oczami kibica – więcej i już bezpośrednio z trasy dowiemy się zapewne od pierwszego HURPA IronMan’a

ks

PS. Pamiętacie to - dobrze, że mogliśmy komuś pomóc.

II Mistrzostwa MTB o Puchar Burmistrza Lubniewic

By , 8 lipca 2012 22:15

Zupełnie przypadkiem dwa tygodnie temu trafiłem na anons o II Mistrzostwach MTB  o puchar Burmistrza Lubniewic. Zapewne ominął bym tą informacje (co mnie obchodzą jakieś Lubniewice) gdyby nie fakt, że są to te Lubniewice, w których mam trochę „orzeszków” – dodatkowo końcówka trasy prowadzi przez nasze pola.

Szybka decyzja, wizyta u burmistrza, ufundowanie głównej narody i od startu już wymigać się nie mogłem.

Dzień bardzo pogodny, ciepło słonecznie, bez specjalnego wiatru, niestety trwające od kilku dni burze zapowiadały, że w lesie może być mokro, a sam burmistrz zwracał uwagę, że trasa nie jest łatwa.

Na stracie stanęło 102 zawodników – czyli całkiem sporo jak nasze warunki (dzisiaj jestem pewien, że w przyszłym roku trzeba będzie się spieszyć z zapisami bo lista startowa się szybko zapełni).

Pierwsze 7 kilometrów trasy to asfalt pomiędzy okolicznymi polami,  kolejne kilometry to naprawdę rozkosz dla oczu i duuży wysiłek dla organizmu. Trasa bardzo urozmaicona jak dla mnie naprawdę trudna (nie zdawałem sobie sprawy, że w tej okolicy jest aż tyle górek) prowadzona przez przepiękne tereny leśne, wieloma wąwozami, dzikimi zakątkami nad jeziorami, leśnymi bezdrożami – naprawdę baaardzo ładnie i technicznie trudno.

Wiele razy tutaj bywałem „służbowo” ale nie zdawałem sobie, że okolica jest aż tak urocza. Ponadto dało się zauważyć, że trasę wytyczały osoby, które naprawdę znają okolicę i chcą pokazać jej walory w całej okazałości.

Było dużo podjazdów, zjazdów, zakrętów, mnóstwo kałuż, błotnistych przepraw, dzikich wąwozów – naprawdę byłem pod ogromnym wrażeniem. Trasa była na tyle ciężka, że kilka osób w ogóle nie dojechało do mety, czemu się specjalnie nie dziwię. Dla mnie był to jeden z trudniejszych startów rowerem, zarazem dający wiele satysfakcji i przyjemności.

Do mety „unorany” dojechałem po ok. 2g 40 min. pokonując 42km (GPS niestety nie policzył wszystkiego ponieważ jechaliśmy takimi zakamarkami, że zegarek tracił sygnał) Może zdobyte miejsce nie jest zbyt eksponowane (74/102) ale impreza była bardzo fajna. Dodatkowy atut to możliwość kąpieli po dotarciu na metę w jednym z wielu pobliskich jezior – jak dla mnie było super.

Całość była zorganizowana pod patronatem Burmistrza Lubniewic, który wraz ze swoimi współpracownikami i mieszkańcami włożył wiele energii w organizację imprezy i promocję tego zakątka zachodniej Polski. Mamy już wspólnie obgadany temat i w przyszły roku wstępnie planujemy zrobić triathlon mtb – także mam nadzieję, że jak się uda to mnie nie zawiedziecie i staniemy razem na starcie :-)

Jeszcze raz gratulacje dla organizatorów za zrobienie naprawdę fajnej imprezy, której ukończenie dało dużo satysfakcji.

Krzysztof Stępień 2:40  mjsc. 74/102

tu trasa

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com