Surselva Marathon 2013

By , 28 stycznia 2013 20:43

Zawody na nartach biegowych to sport dla masochistów – prawie zawsze dochodzę do takiego wniosku na pierwszych kilometrach. Przy łyżwie ponad 50% napędu pochodzi z górnej partii ciała, a trochę poniżej 50% z dolnej. Aby było to możliwe, serce i płuca muszą pracować na najwyższych obrotach. Dodatkowo mięśnie wspomagające równowagę angażowane są bezustannie. Zmęczenie dopada Cię „całkowicie”. Często, przez całe zawody moje ciało krzyczy: „Dość!”, „Zatrzymaj się!”. Jedyną metodą na stuprocentowe zaadresowanie tych ignorowanych przez kilometry żądań jest położenie się na śniegu i nie robienie absolutnie nic, absolutnie niczym. Widok upadających narciarzy tuż za linią mety jest dowodem na ich ogromne zmęczenie. Po niektórych zawodach na nartach biegowych, moje dotychczasowe szosowo-biegowe walki ze swoją wytrzymałością, lub na przykład treningi interwałowe wydają się być śmiesznie lekkie.

Myśląc o tym jak ciężkie są niektóre z tych zawodów i że generalnie to nie jest to nic łatwego i bezbolesnego, zadaję sobie pytanie – dlaczego ludzie biorą udział w tego typu zawodach i doprowadzają się do skrajnego zmęczenia? Pomijam czołówkę, która walczy o prestiż i nagrody. Mnie zastanawia, czym jest ukończenie zawodów dla tych z dalszych pozycji bez szans na wygraną? Takich jak ja. Jaka jest ich motywacja?

I czy nie lepiej jest założyć narty zjazdowe, wjechać na szczyt góry wyciągiem i zjechać na dół, zamiast wjeżdżać na nartach pod górę?!

Czy to jest sport dla masochistów? Czy ja jestem jednym z nich?

Fakty z Surselva 2013:
– zatrzymaliśmy się w Sumvitg – w miejscu pierwszego rowerowego zgrupowania Hurpaguns – jest tam teraz nowa stodoła – reszta bez zmian
– zrobiłem te zawody po raz czwarty
– wynikowo zająłem mniej więcej to samo miejsce co w zeszłym roku
– pogoda i warunki były rewelacyjne
– organizacja super
– dzięki bardzo za wspólny wyjazd i kibicowanie: Ani, Poli, Grażynce i Maksiowi.

Wyniki Miejsce mężczyźni: 147/190, w grupie 25/32 GPS Hurpa!

Rothenthurmer 2013

By , 26 stycznia 2013 0:07

Przede wszystkim to ciężko mi uwierzyć, że jest rok 2013 i że na przykład jeżdże, a nie latam samochodem i że wogóle udało mi się dotrwać do tej daty. Świat się nie zakończył 21.12.12, meteoryt nie uderzył w planetę, wszystko wydaje się, łącznie z kryzysem finansowym, bez zmian. W sumie jest zajebiście. Złamała mi się narta – kupiłem sobie nowe. W dodatku spadło mnóstwo śniegu i mogłem na nich pojeździć, co jakby nie patrzeć w czasach globalnego ocieplenia jest dużym plusem.
W zeszłą sobotę odbyły się zawody klubowe LLG Lachen, w których wbrew założeniom, nie oszczędzałem się i dałem z siebie wszystko, dzięki czemu udało mi się utrzymać ranking klubowy, natomiast już zaraz po czułem się jak koń po Wielkiej Pardubickiej. Kilka godzin później, w niedzielę rano, w szarości mroźnego poranka wraz z Polą i Grażynką pojechaliśmy na Rothenthurmer. Zapisałem się na te zawody 14 miesięcy temu, ale w 2012 nie spadło wystarczająco śniegu, zawody się nie odbyły i zapisy przeniesiono na 2013.
W związku z tym, że zawody klubowe zamiast „przetarcia”, okazały się być lekkim „zatarciem” do sprawy zmuszony byłem podejść treningowo.
Szczerze mówiąc po 23km biegu czułem się znacznie lepiej niż przed – co tak prawdę mówiąc nie jest zbyt wielkim odkryciem, gdyż treningi po których czułem się źle jeszcze się nie zdarzyły.
Wyścig został ukończony bez rewelacyjnych lokat, natomiast z dużą satysfakcją.
W przeddzień oglądałem wywiad z Lancem Armstrong’iem i fakt że moja przygoda ze sportem i wszystkie osiągnięcia były bez EPO, transfuzji krwi, hormonów wzrostu, leków na astmę, itp., uważam za sukces sam w sobie.
Niech żyje sport, który jest dla mnie przede wszystkim rywalizacją z samym sobą, treningami, realizacją własnych sportowych celów i wyzwań. Metodą na bycie w wysokiej fizycznej i psychicznej formie. Sport profesjonalny niech sobie będzie – nie mam nic przeciwko – lepsze to jak big brother.

Btw: Książkę sprzedam – „It’s not about the bike” – Beletrystyka, cena wywoławcza 0,00Pln, pierwsza oferta wygrywa.

Zmęczona narta biegowa – niestety moja

By , 12 stycznia 2013 14:27

20130112-142543.jpg

2013 – Nowy Rok inaczej…

By , 1 stycznia 2013 13:49

Tym razem Nowy Rok powitałem inaczej. O wyjściu na imprezę nie było mowy, gdyż Maks nie rozstaje się z mamą, więc postanowiłem wystartować w Noworocznym biegu w Zurichu.
Punkt 00:00:00 1.1.2013 wraz z setkami innych zapaleńców-desperatów na strzał zwiastujący Nowy Rok wybiegliśmy z hali sportowej. Na zewnątrz przywitał nas huk petard i sztuczne ognie, które towarzyszyły nam do końca biegu. Życzenia noworoczne tym razem odbyły się bez uścisków i buziaków, gdyż na te nie było czasu, poza tym nikogo nie znałem.
Trasą biegową była 6-cio kilometrowa pętla biegnąca głównie nad rzeką o naturalnej nawierzchni i zaczynająca się i kończąca na hali sportowej. Do wyboru były cztery dystanse: 6,12,18,42 km. Ja wybrałem 18km, a więc trzy okrążenia.
Śmiesznie było biec w nocy z lampką na czole i widzieć po dugiej stronie rzeki setki światełek poruszających się w tym samym kierunku. Nie było widać sylwetek biegnących – tylko światełka.
Po 1 godzinie i 21 minutach Nowego Roku po raz trzeci wbiegłem na halę i przekroczyłem metę.
Niech żyje 2013 i niech będzie tak aktywny i satysfakcjonujący jak jego początek!

Wyniki GPS

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com