Ironman Zürich 2012 cz.2.

By , 16 lutego 2013 11:50

…IM Zurich cz. 1

Jak to zwykle bywa w triathlonach, po pływaniu był rower. Wskoczyłem na swojego Felta i ruszyłem w trasę. Już po pierwszych 300 metrach powitał mnie widok zakrwawionego gościa i obsługi ściągającej rozwalony rower z trasy. Krew na asfalcie, bolesna kontuzja, zniszczony sprzęt i koniec zawodów dla nieszczęśnika. Najprawdopodobniej, chciał oszczędzić kilka sekund i próbował założyć buty w czasie jazdy. Na tych pierwszych metrach trzeba bardzo uważać – część zawodników naśladując profesjonalistów robi głupie błędy, które często drogo kosztują i dodatkowo narażają innych. Ludzie zakładają buty, próbują wpiąć się w pedały, zmieniają przeżutki, wyciągają żarcie, zatrzymują się żeby coś poprawić, jeżdżą po całej szerokości drogi, nie patrzą na drogę, wpadają na siebie, itp. Wszystko to po pływaniu, które trochę zakłóca poczucie równowagi, i aby zaoszczędzić kilka sekund, które i tak wśród amatorów nie mają żadnego znaczenia.
Po pierwszym kilometrze już było spokojniej i mogłem przejść na tri bary i wejść pomału w rytm. Pierwsze trzy dychy były płaskie i generalnie na płaskim wszystkich wyprzedzałem. Na podjazdach postanowiłem nie cisnąć zbyt mocno, oszczędzać energię i plecy, które ostatnio wysiadały mi po jeździe po górkach i w związku z tym generalnie byłem wyprzedzany. Już teraz nie pamiętam, czy na pierwszym czy na drugim okrążeniu, pogoda załamała się kompletnie i zaczął lać ciężki, mroźny deszcz. Byłem kompletnie przemoczony i zmarznięty. Niektórzy tego dnia załapali się również na grad. Mi na szczęście udało się obyć bez tej atrakcji.
Trzy razy przy zjazdach z górek opróżniłem pęcherz w trakcie jazdy, dzięki czemu podczas całych zawodów nie miałem żadnych fizjologicznych przestojów. Podczas roweru skorzystałem tylko dwa razy z podawanych bidonów z wodą i iso. Żarcie miałem swoje.
Pod koniec roweru miałem dość pedałowania a mój tyłek dość siodełka. Bez problemów porzuciłem Felta w strefie zmian, zmieniłem skarpetki i buty i ruszyłem w trasę biegową.
Pierwsza dycha była bardzo przyjemna. Pod koniec drugiej wiedziałem że nie będę w stanie złamać 11 godzin i postanowiłem trochę odpuścić. Przy trzeciej dyszce, zacząłem przechodzić przez stacje z napojami i jedzeniem. Jadłem generalnie kawałki pomarańczy, piłem colę i bulion, zjadłem też ze cztery żele. Po drodze nie miałem kryzysu który zmusiłby mnie do marszu – cały maraton (oprócz niektórych stacji posiłkowych) przebiegłem.
Pogoda podczas biegu również była w kratkę i załapałem się na lekki deszcz. Generalnie temperatura tego dnia mi podpasiła – nie było upalnie i nie odwodniłem się zbyt mocno.
Po niezliczonych godzinach treningów i ponad 11 godzinach zawodów mój cel zrobienia Ironman został osiągnięty.

Czy powtórze to wyzwanie i czy zrobie kolejne zawody na tym dystansie? Najprawdopodobniej tak. Czy będą to zawody pod znakiem Ironman? Najprawdopodobniej nie. Uważam, że to ile kosztuje Ironman nie ma nic wspólnego z ideą sportu amatorskiego. Dla niektórych wpisowe jest poza finansowym zasięgiem. Ironman to czysta komercja.

Na trasie dopingowali mnie Ania z Polą, Beata z Anią i Krzyśkiem, Marlon, Vreni z teściami, Mathijas i tysiące widzów – wszystkim ogromnie dziękuje.

GPS rower, GPS bieg, Zdjęcia, Hurpa

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com