Baikal Ice Marathon by Krzysztof Stępień.

By , 1 marca 2014 21:19

Korespondencja od KS z mroźnej Syberii:

„Udało sie :-)
Pozdrawiam z niesamowitego maratonu przez zamarznięty Bajkał. Po 4 godz i 32 minutach po lodzie i śniegu dotarłem do mety
Listwianka, Syberia, 1 marca 2014
KS”

Udało się dotrzeć do domu więc poniżej kilka zdań ode mnie:

Za oknem powoli zaczyna świtać, jesteśmy 7 tys km od domu po środku Syberii, dookoła las i … największe jezioro na świecie. Temperatura na zewnątrz w okolicach minus 30 stopni. Powoli wstajemy razem z Tomkiem i szykujemy się na śniadanie. Nie za bardzo mamy jakąkolwiek ochotę gdziekolwiek wychodzić – jet lag czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej od dwóch dni nie pozwala nam spać dłużej niż 3h na dobę – masakra, dawno tak źle nie zniosłem podróży. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież nie znalazłem się tutaj, żeby marudzić, grymasić i udawać księżniczkę tylko żeby biegać.

Śniadanie w „domu wczasowym” gdzie próbowaliśmy zasnąć jest ok: naleśniki, omlet, bułka wszystkiego po trochę, do tego gorąca herbata i wracamy do pokoju aby powoli nakładać kolejne warstwy hiper-super-duper nowoczesnych wytworów dzisiejszego marketingu teoretycznie umożliwiających przeżycie kilku godzin wysiłku w wyjątkowo zimowych okolicznościach przyrody.

Jak już się uporałem z ultra lekkimi leginsami, wiatroodpornymi spodniami do biegania na nartach, golfem syntetyczno merynosowym, bluzą polarową podobno sprawiającą, że będę suchutki jak najbardziej wysuszony suchar, softshellem z membraną odprowadzającą hektolitry wody na minutę przyszedł czas na wydawało by się rzecz najistotniejszą – buty.

Przed wyjazdem długo zastanawiałem się jaką opcję wybrać – wiedziałem, że nawet w najlepszych butach terenowych nie da się przebiec 42km po lodzie, z drugiej strony kupowanie butów z kolcami tylko na jeden bieg nie przemawiało do mojego rozsądku – wybrałem opcję pośrednią: kupiłem nakładki z kolcami teoretycznie (jak się później okazało również praktycznie) wprost stworzone do biegania po lodowisku.

Tak więc przy akompaniamencie dźwięku kolców stukających po korytarzach z lastriko pochodzących od kilkudziesięciu innych pasjonatów ślizgania się na lodzie żwawo usadowiliśmy się w jednym z kilkunastu busów mających nas zawieźć 75km na linię startu tj. do wioski Tankhoy położonej na południowym brzegu Bajkału.

W międzyczasie słońce wyszło już na całego niestety nie za bardzo wpływając na wzrost temperatury otoczenia. Po wypiciu na brzegu jeziora kubka herbaty i rytuale pochlapania mlekiem czterech stron świata ruszyliśmy.

Bajkał Ice Maraton jest na pewno najbardziej płaskim maratonem na świecie, z oczywistych względów suma wzniesień na dystansie 42km wynosi 0m. Niewątpliwie jest to element znacznie ułatwiający pokonanie tej niesamowitej trasy.

Z uwagi na niewielką liczbę uczestników (stu kilkunastu) już po kilku pierwszych kilometrach stawka się znacznie rozrzedziła pozostawiając każdego samemu sobie. Przyznam, że samotne bieganie bardzo mi odpowiada i pozytywnie wpływa na nastrój umożliwiając spokojnie rozmyślania i zachłystywanie się otaczającymi krajobrazami. Ponadto z równie oczywistych względów jak ukształtowanie terenu na całej trasie nie było też kibiców – tak jest nie przebiegaliśmy przez żadną wioskę ☺.

Czas mijał a ja biegłem, wyjątkowo równo i spokojnie, miałem świadomość, że zaledwie 5 tygodni wcześniej skończyłem maraton, co prawda w temperaturze o prawie 50 stopni wyższej jednak bez wątpienia mocno obciążający mój organizm. Od początku utrzymywałem wolne tempo w okolicach 6 min/km. Wybór takiej strategii okazał się zbawienny. Idealnie wpasowałem się w swoje możliwości tego dnia, dodatkowo posilanie się lekko zmrożonymi suszonymi owocami na każdej spośród 6 stacji spowodowało że pełen optymizmu biegłem i rozmyślałem podziwiając lodowe pustkowie otaczające mnie po horyzont. Uczucie jest obłędne – dokoła biała pustka, na horyzoncie majaczą pasma górskie a pod nogami półtora kilometra wodnej otchłani od której oddziela mnie tylko kilkadziesiąt centymetrów lodu.

Jedynymi czynnikami zakłócającymi tą niesamowitą atmosferę jest stukot kolców i od czasu do czasu dochodzące, na szczęście z oddali, odgłosy pękającego lodu.

Jak to na maratonie bywa i tym razem z pokonaniem kolejnych kilometrów zmęczenie dawało się coraz bardziej odczuć, bardzo istotnym czynnikiem bezpośrednio wpływającym na organizm była temperatura, która cały czas oscylowała wokół minus kilkunastu stopni – ja jednak cały czas biegłem ☺

Dopiero po 37-38 km mina mi trochę zrzedła, a w zasadzie to zastygła – nasilił się wiatr, który w połączeniu z niską temperaturą i znacznym wyczerpaniem organizmu (za mną już 4 godziny biegu) spowodował, że powoli zacząłem zamarzać. Pomimo naciągnięcia wysoko kominiarki doznałem uczucia zamarznięcia jednego policzka i powieki – uczucie nie tyle dziwne co upierdliwe – spuchnięta powieka ograniczała sprawne widzenie. Na szczęście trasa nie była zbyt kręta i nie miała wielu przeszkód ☺ więc trochę na azymut, trochę obserwując jednym okiem zabudowania na zbliżającym się brzegu jeziora dotarłem cały do mety.

Zajęło mi to 4 godziny i 32 minuty co było wynikiem zdecydowanie lepszym od oczekiwanego, wprawiając mnie tym samy w stan euforii. Pokonałem kolejny niesamowity maraton z rodzaju adventure i chyba już nieuleczanie się od tego uzależniłem.

Tomek biegł razem ze mną do 27km, niestety skurcze nie pozwoliły mu utrzymać tempa wymuszając zdecydowanie zmniejszenie prędkości na końcowych 15km – z lekkim niedosytem dotarł na metę po 5 godzinach – niemniej jednak obaj będziemy wspominać wspólny wyjazd z ogromnym sentymentem.

tu kilka zdjęć z Irkucka i z nad Bajkału

a tu krótki film z samego biegu

13 Responses to “Baikal Ice Marathon by Krzysztof Stępień.”

  1. Kris pisze:

    I zeby sie zawsze „udawalo”!
    Gratulacje!
    Zapowiada sie piekny kalendarz w przyszlym roku. ;)
    Pozdrawlaju,
    K

  2. Kris pisze:

    Fantastyczny wyczyn!
    Super relacja!
    Jedno co mnie martwi to: Co z powieką?
    Widziałem że na mecie jeszcze była, ale czy nadal jest?

  3. ks pisze:

    Powieka na szczęście odtajała i wróciła do normy :-)
    niestety po zawodach poszedłem zrobić kilka zdjęć już w cywilnych butach i zaliczyłem glebę – w konsekwencji mam mocno zbite żebra i coś mi tam w środku chrobocze – już cały tyzień nie śpie normalnie bo nie mogę się przekręcić – zobaczymy co bedzie dalej – jutro chcę wypróbować mojego nowego twentyniner’a więc mam nadzieję, że jakoś wytrzymam chociaż godzinkę :-)
    pozdrawiam z wyjątkowo wiosennego Poznania

  4. Kris pisze:

    No to pochwal się co tam przybylo do stajni.
    A co z Kubusiem?

  5. Kris pisze:

    Moze Marlon kupi.

  6. Kris pisze:

    Zebra sie zrosna. Po kilku latach nie bedzie nic czuc.

  7. ks pisze:

    scott scale 920 rozdziewiczony :-)
    super jazda co prawda tylko 21k ale to ze względu na żebra które cały czas napierda….ą
    Liczę na to że rzeczywiście za kilka lat przestaną.
    Co do kubusia to spokojnie stoi i czeka na remont – dzisiaj już wiem że do ostrej walki w gąszczu inny wariatów jest idealny natomiast do szybkiej jazdy po każdym terenie ale z dużą przetrzenią wokół tylko scott :-) jest zajebisty – bardzo komfortowo się prowadzi, poza tym jest lekki i super przyspiesza – duża frajda, dobrze że są wyprzedaże roczników :-)
    http://dfp2hfrf3mn0u.cloudfront.net/227/227710_36224_tif_zoom_1.jpg

  8. Kris pisze:

    piekny!
    chyba bedziesz w formie w tym roku…

  9. przemo pisze:

    Gratulacje Krzysiek rewelacja podczas Twojego maratonu my z Krzyśkiem ostro trenowaliśmy za twoje zdrowie no i się udało ;) Rower piękny też przymierzam się do Scotta, ale nie mogę się zdecydować potrzebuję jakieś silnego bodźca żeby podjąć decyzję.

  10. przemo pisze:

    W ramach sprawdzenia nowego sprzętu jest niepowtarzalna okazja do wspólnego startu. W dniu 20.06.2014r organizowany jest TRIATHLON KOŁOBRZEG do wyboru dwa dystanse 1/4 i 1/8 IM. ja decyduje się raczej na 1/4 wchodzicie do 21.03. opłata promocyjna.

  11. ks pisze:

    Przemo co do scotta do mozesz wchodzić w ciemno – jak dla mnie super, co prawda na liczniku mojego dopiero sto kilkadziesiąt km ale subiektywnie oceniam na bdb +
    Co do tri w morzu – brzmni ciekawie :-) ale czemu zapisałeś się na 1/8?

  12. przemo pisze:

    Start w Kołobrzegu traktuje jedynie treningowo po za tym nie czuję się w mega formie, więc zostawiam sobie trochę sił na Poznań.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com