Posts tagged: batman

45-ty, 5-ty i 1-wszy Engadin SkiMarathon 2013

By , 16 marca 2013 18:45

Poraz 45-ty, 10-tego Marca, odbył się w dolinie Engadin marathon narciarski z Maloji do S-chanf. Dla mnie był to już 5-ty raz, a dla Marlona, Chrissie Wellington, Pipy Middleton i Batmana – debiut.
Jakoże słońce Batmanowi nie służy, a w zeszłą niedzielę było go aż za wiele, mocno się biedak pod maską spocił. Dodatkowo przy zjazdach, w pozycji pochylonej  maska nachodziła mu na oczy i musiał w tych momentach rezygnować z widzenia i zdawać się na inne zmysły. Batman udzielił dwóch wywiadów dla telewizji SuperHero Channel i po 2h 25minutach dotarł do mety. Na trasie nadzwyczaj entuzjastycznie pozdrawiały go tysiące kibiców.

Już na mecie udało się nam zamienić kilka słów z roześmianą Chrissie, która dotarła do mety kilka sekund przed Marlonem. Pipa Middleton z czasem 2h 48m wymknęła się nam niezauważona.

Jak zwykle marathon w Engadin był niezapomnianym przeżyciem, jednocześnie końcem sezonu zimowego i zwiastunem wiosny. Teraz czas na biegi i rower! Hurpa!

Relacja Marlona:

W ostatnia niedziele razem z Krzychem wzialem udzial w maratonie narciarskim Engadin. Bylo to moje pierwsze starcie na tym dystansie i w dodatku na nartach biegowych. O godzinie 9.30 w pieknych okolicznosciach przyrody i wiosennym juz sloncu rozpoczal sie bieg mojej grupy. Plan nie mogl byc prostszy- dobiec do mety.  Udalo mi sie go wykonac z czasem 3h20min i tym samym zostalem zakwalifikowany na przyszly rok do lepszej grupy. W tym roku na lini startu stanelo ponad 11 tysiecy narciarzy, a mi udalo sie przybiec gdzies w polowie tej stawki.

Start w Engadin to niezwykla impreza w wyjatkowym miejscu. Przy odrobinie szczescia mozna zamienic slowko i zrobic sobie zdjecie z mistrzynia swiata w triatlonie. Polecam wszystkim hurpaguns i wielkie dzieki Krzyskowi za pokazanie mi jak sie nie zabic nart biegowych i wyprawe do St.Moritz. ;)
Hurpa,
Marlon

Zdjęcia:
Telewizyjne podsumowanie Engadin SkiMarathon z wywiadem z Batman’em:

;) Hurpa

La TransJurasSienna 54km FT Batman

By , 14 lutego 2012 22:56

Drugi dzień zawodów La TransJuraSienne rozpoczął się bardziej słonecznie i bardziej wietrznie.
Dojeżdżając wraz z Miśkiem i Marlonem samochodem do miejscowości Les Rousses, w której było miejsce startu na dystansie 54km, widoczność na niektórych otwartych przestrzeniach była tylko na kilka metrów. Silny wiatr unosił zmrożony śnieg i przenosił go z impetem wzdłuż trasy. Niestety kierunek wiatru był dokładnie przeciwny do kierunku wyścigu. Silny wiatr wraz ze śniegiem w temperaturze -13 nie jest zbyt zachęcający do wychodzenia na zewnątrz, a już na pewno nie do jazdy na nartach przez ponad 50 kilometrów w przeciwnym kierunku. Moje samopoczucie fizyczne i chęci do startu, od samego rana, były jak nigdy bliskie zera. Wiedziałem że trasa nie jest łatwa, wiedziałem że po drodze czeka na mnie prawie 10-kilometrowy podjazd, wiedziałem że śnieg jest sypki i nie ubity a przez to wolny, wiedziałem że będzie ciężko – nie wiedziałem tylko jak bardzo.

W zasadzie do ostatniego momentu nie było również wiadomo czy wystartuje Batman. Peleryna na plecach generalnie nie jest czymś co pomaga przy silnym wietrze, chyba że wiatr wieje w kierunku jazdy. Mimo wszystko Batman stawił się dokładnie o 10:04 i minutę później wystartował z pierwszego bloku na podstawie przywidywanego czasu. Założenia na bieg były znane w momencie rejestracji: spokojnym tempem przejechać cały dystans, pić i jeść na każdej stacji, tym startem poprawić bazę kondycyjną na Zurich marathon i lipcowego IronMan.
Początek zawodów i pierwsze kilometry były walką generalnie z własną psychiką i odrzucaniem negatywnych myśli. Warunki były iście arktyczne i brakowało chyba tylko niedźwiedzi polarnych. Prawie wszyscy zawodnicy mieli osłonięte twarze starali się jechać jak najbliżej tego poprzedniego, tak ażeby jak najbardziej osłonić się od wiatru. W takim stylu mozolnie parli na przód. Na 8 kilometrze jakiś gość zasłabł. Widok jego bezwładnego ciała które kibice ściągali pośpiesznie z trasy biegu nie nabawiał optymistycznie. Na tym etapie zawodnicy biegnący na dystansie 76km wymieszali się z zawodnikami z 54km. Nie zdążyłem zarejestrować z której grupy był nieszczęśnik. Po raz pierwszy widziałem taką akcję na zawodach nart biegowych.

Po 16 kilometrach Batman z grupą innych narciarzy wjechał do wioski Bois d’Amont. Radość francuskich wieśniaków była przeogromna. Częstowali wszystkich ciepłymi napojami, suszonymi owocami i lokalnym serem. Francja została wyzwolona po raz kolejny! Po kilku łykach i kęsach ruszył dalej, tym razem w przeciwnym kierunku przez jakieś kilkaset metrów. Cóż to były za metry! Ciepłe, słoneczne i generalnie prawie nic nie musiał robić – wiatr pracował za niego. Jego peleryna nagle wyznaczała mu kierunek jazdy. Tym sposobem znalazł się u podnóża leśnego podbiegu prowadzącego do Les Ministres. Przy okrzykach francuskich wieśniaków zaczął wspinaczkę.

Wjechał do lasu gdzie było bezwietrznie i zupełnie cicho. Gdyby nie ciężkie oddechy innych i dźwięk skrzypiącego śniegu spod nart byłoby zupełnie bezdźwięcznie. Wszyscy jechali dalej w tym samym celu – wyzwolić kolejne wsie i przynieść kolejnym wiadomość o wyzwoleniu spod tyranii ociężałości i starzenia się w fizycznej niemocy. Ich różnokolorowe sylwetki poruszały się w tym samym rytmie z lewa na prawa i zostawiały na śniegu miliony znaków V – znaków zwycięstwa. Mimo że znaki prędzej czy później się roztopią, w tym roku już są zwycięzcami, a za rok zawalczą jeszcze raz.

Na około 25 kilometrze w Les Ministers skończył się podjazd i trasa stała się bardziej urozmaicona. Chyba najgorsze już za mną – pomyślałem i mój optymizm dodał mi skrzydeł. Zacząłem konsekwentnie wyprzedzać kolejnych narciarzy. Wiatr nie był już tak dokuczliwy jak na początku – lekkie górki i wzniesienia rozbijały jego impet i jechało się znacznie przyjemniej. Lokalni francuscy wieśniacy wydawali się być rozmieszczeni w idealnych miejscach i ich wysuszone owoce i ciepłe napoje dodawały energii na kolejne kilometry. Na niektórych stacjach obecność Batman’a ogłaszana była przez prezentera. Generalnie Batman był zdecydowanie najbardziej dopingowanym zawodnikiem na trasie, a jego imię wypowiedziane zostało z francuskim akcentem tysiące razy. Szkoda tylko, że zapomniał założyć swojego nowego pasa, w związku z tym niektórzy mylili go z diabłem. Co ciekawe, pomimo to na ich twarzach pojawiał się uśmiech i pozdrawiali go serdecznie.

Kolejne wyzwolone wioski to Bellefontaine, Chapelle Des Bois, Chaux-Neuve, Petit Chaux i ostatnia – Mouthe. Czym bliżej metry tym bardziej podejrzany wydawał mi się odczyt z mojego GPS’a który miał generalnie deficyt około 6km w porównaniu do znaków na trasie. Dopiero wieczorem ze strony z wynikami dowiedziałem się, że trasy na 76km i 54km były oficjalnie o 4km krótsze, a według mojego GPS’a o prawie 6km. Generalnie poziom organizacyjny począwszy od strony internetowej, serwisu na trasie i bufetu na mecie (którego nie udało mi się zlokalizować), nie był na najwyższym poziomie. Czym na pewno ten wyścig się wyróżnia ponad inne, to jego trasa – jest niesamowicie przepiękna, urozmaicona, trudna, no i dłuższa niż wszystkie inne. Mój kolega z klubu narciarskiego mówił, że nie zawsze jest w Jurze wystarczająco śniegu. W tym roku jednak nie było z tym problemu.

Na mecie czekała na mnie cała brygada: Ania, Pola, Asia, Tymek, Misiek i Marlon i tysiące francuskich wieśniaków.

Dzięki wszystkim bardzo za kibicowanie pomimo siarczystego mrozu, transport i zdjęcia. Szczególne podziękowanie dla Asi i Miśka za gościnę – było tak fajnie, że możecie być pewni że przyjedziemy jeszcze raz ;)

Z czasem 3h:56:39, zająłem wśród meżczyzn miejsce 89 na 378. Wśród swojej grupy wiekowej „Veteran 2” byłem 8 na 39. GPS Wyniki Zdjęcia Hurpa!

Surselva Marathon 2012

By , 31 stycznia 2012 22:15

Alpy toną w śniegu! Temperatury w okolicach zera stopni powodują, że śnieg w górach cały czas pada. Mieliśmy zatrzymać się na weekend w Sumvitg, 10km od Surselva, w której odbywają się zawody. Niestety, dach stodoły naszej kwatery z obozu rowerowego 2010 nie wytrzymał tej ogromnej ilości śniegu i się zarwał. 1 2. Na każdym z domów zalega po 1,5metra zbitego śniegu i tamtejsze wioski wyglądają w tym roku nadzwyczaj przepięknie. W noc przed zawodami spadło dodatkowo jeszcze 25cm śniegu i ratraki od 4-tej rano przygotowywały trasę. „Zima na całego”, tak określiła to moja teściowa Grażyna, która razem z Anią i Pola była z nami na zawodach. W związku z faktem, że byliśmy zmuszeni jechać na zawody w niedzielę rano, wykorzystaliśmy sobotę na jazdę na sankach i zrobiliśmy popołudniu po dwa zjazdy po 6km – Pola była zachwycona, a Grażyna przejechała w 2 godziny dystans dłuższy niż przez całe życie.

W niedzielę, w miejscu zawodów było około -3 stopni, zza chmur wyszło piękne słońce, a na linii startu stanął Batman. Nikt do tej pory nie wie jak się to stało, skąd się wziął i dokładnie kiedy, nikt się tego nie spodziewał – po prostu pojawił się. Wiadomość szybko rozniosła się po okolicy. Ludzie porzucili łopaty i maszyny do odgarniania śniegu, restauracje opustoszały, pocztę zamknięto, zaczęły bić dzwony lokalnych kościołów. Tłumy nadciągały, dzieciaki biegły na linię startu – wszyscy chcieli zobaczyć Batmana. On był już przygotowany. Czarne okulary przysłaniały jego przeraźliwie bystre, nieziemsko seksowne i przeszywające spojrzenie. Jego ramiona i dłonie w czarnych rękawicach przypiete już do kijków narciarskich wydawały się być jak dwa lewary łączace koła parowej lokomotywy – silne, stalowe, pełne nieludzkiej mocy, nie mogące się doczekać pierwszych ruchów nadających całości pęd – pęd przez żadne inne siły nie do zatrzymania. Jego wyrzeźbione muskularne nogi wpietę w wiązania nart, tym razem fachowo nasmarowane przez kolegę Ernst’a, stały się jednością i niecierpliwie wyczekiwały pierwszych ślizgów rozgrzewających wosk i włókna mięśni stopniowo włączanych do wysiłku. Stał wyprostowany, spokojny, zauroczony widokami i atmosferą pięknego poranka. Jego smukła sylwetka wyróżniała się spośród innych biegaczy, był średnio o głowę od nich wyższy i ubrany w strój mrocznego rycerza. Jego peleryna delikatnie falowała wraz z mroźnym, przyjemnie orzeźwiającym górskim powietrzem. Czekał na start. Wielokrotnie przelatywał służbowo nad Alpami i zawsze żałował że nie ma wystarczająco czasu na udział w tych przepięknych narciarskich imprezach. Tym razem, tak jak przed dwoma tygodniami, wszystkie misje w tygodniu zakończyły się na czas i niedziela była tylko dla niego i jego najwierniejszych wielbicielek: Ani, Poli i Grażyny.

Czuł się lekko, nadzwyczaj lekko. Uczucie to niezaprzeczalnie zawdzięczał wypiciu pół litra soku z czerwonych buraków, co zakończyło się niespodziewanym rozwolnieniem. „Dobrze że na wszystko było wystarczająco czasu” pomyślał, przecież widok chowającego się za muldami śniegu Batmana mógłby niektórych rozczarować – „z pewnością nikt nie ma oczekiwań ujrzenia mnie po raz pierwszy w życiu w tak niefortunnych okolicznościach!”. Zdecydowanie mogłoby się to przyczynić do utraty autorytetu i wypaczyć charaktery najmłodszych kibiców coraz liczniej gromadzących się wokół miejsca startu. Ścisnął mocniej, wybierając luzy, swój stary wysłużony pas batmański. Nowy już zamówiony. Został wysłany ze specjalnej, tajnej fabryki z Chin, lecz utknął gdzieś w drodze i nie dotarł na czas zawodów.
Odgłos strzału rozpoczął wyścig i Batman wraz innymi ruszył w trasę. Wystartował na tyłach stawki, spokojnie bez gwałtownych nieprzemyślanych zmian tempa, powoli lecz stanowczo wymijając kolejnych zawodników. Nie miał zamiaru wygrać, robił to dla czystej poezji ruchów, dla doświadczenia tej samej, ale działającej w niecodzienny sposób siły grawitacji, która każdy zjazd czyniła szybkim, a każdy podjazd wyczerpującym. Robił to dla czystej przyjemności odkrywania zaskakujących możliwości człowieka nietoperza, w nieziemsko pięknych, malowniczych, przekraczających ludzką twórczą wyobraźnie miejscu. Czarne kształty jego wysportowanego ciała delikatnie opięte strojem mrocznego rycerza na tle białego śniegu były niczym symbole Tai Chi, na przemian odzwierciedlające bezruch i przyspieszenie, balans i harmonię, kumulację i eksplozję potwornej siły zgromadzonej w jego ciele. Jego ruchy były szybkie i pewne, jego technika ślizgów nigdy wcześniej tak doskonała i jednocześnie obiecująca na przyszłość. Był jak Zorro przeszywający swoimi szpadzistymi nartami płatki śniegu i zostawiający po sobie idealnie wyryte znaki, będące namacalnym lecz ulotnym dowodem na jego istnienie. Płynął po spienionym oceanie walcząc z każdą nadchodzącą falą i osiągnąwszy jej szczyt sunął wraz z nią w otchłań kończącą się kolejną, jeszcze większą niż poprzednia ścianą puszystej piany. Był jak Justyna Kowalczyk objawieniem, pociskiem nie do zatrzymania, nie dającym szans konkurentom i wyprzedzającym po raz pierwszy na zawodach Ernst’a, który już chyba nigdy nie nasmaruje mu tak dobrze nart. Przekroczył linię mety w pełnym słońcu z uniesionymi ramionami przy okrzykach Poli, Ani, Grażnyny i niezliczonych kibiców. Cała Surselva świętowała razem z nim… ;) :) :)

Oprócz Batmana, w moich oczach zwycięzcami byli: Pani Andree Degoumois i Pan Armin Bohrer oboje rocznik 1936 – 76lat! Niesamowite!

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 141/182, w kategorii: 27/36, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Planoiras 2012 – Lenzerheide

By , 16 stycznia 2012 21:52

Pierwsze zawody w sezonie narciarsko-biegowym 2012 zaliczone. “Zaliczone” to chyba jedno z najtrafniejszych określeń w tym przypadku. Równie dobrym kandydatem byłoby “wymęczone” lub “wymordowane”. Otóż nie miałem czasu podjechać przed zawodami do mojego kolegi od smarowania nart i w przeddzień zawodów sam je przygotowałem. Niestety nie spodziewałem się, że temperatura na starcie będzie -10 i użyłem zupełnie nieodpowiedniego wosku. Zresztą, nawet gdybym wiedział, to niemiałbym innej opcji, gdyż tylko taki wosk miałem. Moje narty poprostu przyklejały się do podłoża – moglem wchodzić pod górę na wprost, jak na klasykach. Po pierwszych metrach wiedziałem, że te zawody będę długo pamiętał. Po kilku kilometrach już walczyłem tylko ze sobą, żeby nie zejść z trasy i dołączyć do Ani i Poli, które dzielnie mi kibicowały. Dzięki!

Pogoda i warunki były rewelacyjne – pełna lampa i mnóstwo śniegu.

W tym sezonie startuję jako Batman. Potrzebuję zdecydowanie więcej mocy, ale myśle że przyjdzie z czasem, w końcu to dopiero początki. Zresztą, chyba tylko tej znikomej, aczkolwiek zbawiennej dodatkowej energii zawdzięczam ukończenie zawodów – perspektywa zrezygnowanego Batman’a maszerującego do linii mety z nartami na barkach była nie do zaakceptowania.

W sobotę przed zawodami byłem z Miśkiem na jego drugim w życiu treningu na biegówkach. Misiek zaczyna od klasyka i muszę szczerze przyznać bardzo dobrze mu to wychodziło. Byliśmy w Studen SZ i zrobiliśmy 14km w super warunkach i przy pełnym słońcu. Coś mi się wydaję, że Misiek załapał bakcyla i będzie temat biegówek rozwijał – Powodzenia!

Margani również rozgląda się za nartami do łyżwy i jak tak dalej pójdzie to będziemy śmigać na biegówkach w trójkę!

Podsumowując, był to bardzo trudny pierwszy start w tym sezonie ale tym większa satysfakcja z ukończenia.

Wnioski:

1. Polegaj na profesjonalistach – oddawaj narty kumplom z klubu do smarowania.

2. Batman never gives up!

Hurpa,

GPS, Wyniki, Miejsce mężczyźni: 268/300, w kategorii: 40/44, Wśród Batman’ów miejsce pierwsze! Foty 2012

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com