Posts tagged: ironman

Marlon jest Ironman’em!!!

By , 6 sierpnia 2013 22:11

Mariusz Sowinski
Rank: 107
Overall Rank: 593

BIB: 804
Division: AK M35
State: London
Country: POL
Profession:

Swim: 1:25:04
Bike: 6:33:13
Run: 4:35:29
Overall: 12:49:37

Swim Details Division Rank: 185
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
1.9 km 1.9 km 39:12 39:12 2:03/100m
3.8 km 1.9 km 45:52 1:25:04 2:24/100m
Total 3.8 km 1:25:04 1:25:04 4:28/100m 185 1041 943

Bike Details Division Rank: 109
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
23.7 km 23.7 km 50:24 2:24:25 28.21 km/h
54.9 km 31.2 km 1:00:19 3:24:44 31.04 km/h
74.2 km 19.3 km 46:18 4:11:02 25.01 km/h
105.4 km 31.2 km 1:03:40 5:14:42 29.40 km/h
124.7 km 19.3 km 50:24 6:05:06 22.98 km/h
155.9 km 31.2 km 1:06:43 7:11:49 28.06 km/h
175.9 km 20 km 49:23 8:01:12 24.30 km/h
180 km 4.1 km 6:02 8:07:14 40.77 km/h
Total 180 km 6:33:13 8:07:14 27.47 km/h 109 597 558

Run Details Division Rank: 107
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
10 km 10 km 57:28 9:11:36 5:44/km
11.3 km 1.3 km 8:39 9:20:15 6:39/km
12.6 km 1.3 km 8:35 9:28:50 6:36/km
15.8 km 3.2 km 18:46 9:47:36 5:51/km
18.2 km 2.4 km 20:31 10:08:07 8:32/km
20.3 km 2.1 km 9:30 10:17:37 4:31/km
21.6 km 1.3 km 9:13 10:26:50 7:05/km
24.6 km 3 km 19:18 10:46:08 6:26/km
27.8 km 3.2 km 21:18 11:07:26 6:39/km
29.1 km 1.3 km 9:38 11:17:04 7:24/km
30.4 km 1.3 km 9:54 11:26:58 7:36/km
33.6 km 3.2 km 21:10 11:48:08 6:36/km
36.7 km 3.1 km 22:21 12:10:29 7:12/km
38 km 1.3 km 9:23 12:19:52 7:13/km
39.3 km 1.3 km 10:19 12:30:11 7:56/km
42.2 km 2.9 km 19:26 12:49:37 6:42/km
Total 42.2 km 4:35:29 12:49:37 6:31/km 107 593 553

Transition
T1: SWIM-TO-BIKE 8:57
T2: BIKE-TO-RUN 6:54

Kto nastepny?

Hurpa!

Ironman Zürich 2012 cz.2.

By , 16 lutego 2013 11:50

…IM Zurich cz. 1

Jak to zwykle bywa w triathlonach, po pływaniu był rower. Wskoczyłem na swojego Felta i ruszyłem w trasę. Już po pierwszych 300 metrach powitał mnie widok zakrwawionego gościa i obsługi ściągającej rozwalony rower z trasy. Krew na asfalcie, bolesna kontuzja, zniszczony sprzęt i koniec zawodów dla nieszczęśnika. Najprawdopodobniej, chciał oszczędzić kilka sekund i próbował założyć buty w czasie jazdy. Na tych pierwszych metrach trzeba bardzo uważać – część zawodników naśladując profesjonalistów robi głupie błędy, które często drogo kosztują i dodatkowo narażają innych. Ludzie zakładają buty, próbują wpiąć się w pedały, zmieniają przeżutki, wyciągają żarcie, zatrzymują się żeby coś poprawić, jeżdżą po całej szerokości drogi, nie patrzą na drogę, wpadają na siebie, itp. Wszystko to po pływaniu, które trochę zakłóca poczucie równowagi, i aby zaoszczędzić kilka sekund, które i tak wśród amatorów nie mają żadnego znaczenia.
Po pierwszym kilometrze już było spokojniej i mogłem przejść na tri bary i wejść pomału w rytm. Pierwsze trzy dychy były płaskie i generalnie na płaskim wszystkich wyprzedzałem. Na podjazdach postanowiłem nie cisnąć zbyt mocno, oszczędzać energię i plecy, które ostatnio wysiadały mi po jeździe po górkach i w związku z tym generalnie byłem wyprzedzany. Już teraz nie pamiętam, czy na pierwszym czy na drugim okrążeniu, pogoda załamała się kompletnie i zaczął lać ciężki, mroźny deszcz. Byłem kompletnie przemoczony i zmarznięty. Niektórzy tego dnia załapali się również na grad. Mi na szczęście udało się obyć bez tej atrakcji.
Trzy razy przy zjazdach z górek opróżniłem pęcherz w trakcie jazdy, dzięki czemu podczas całych zawodów nie miałem żadnych fizjologicznych przestojów. Podczas roweru skorzystałem tylko dwa razy z podawanych bidonów z wodą i iso. Żarcie miałem swoje.
Pod koniec roweru miałem dość pedałowania a mój tyłek dość siodełka. Bez problemów porzuciłem Felta w strefie zmian, zmieniłem skarpetki i buty i ruszyłem w trasę biegową.
Pierwsza dycha była bardzo przyjemna. Pod koniec drugiej wiedziałem że nie będę w stanie złamać 11 godzin i postanowiłem trochę odpuścić. Przy trzeciej dyszce, zacząłem przechodzić przez stacje z napojami i jedzeniem. Jadłem generalnie kawałki pomarańczy, piłem colę i bulion, zjadłem też ze cztery żele. Po drodze nie miałem kryzysu który zmusiłby mnie do marszu – cały maraton (oprócz niektórych stacji posiłkowych) przebiegłem.
Pogoda podczas biegu również była w kratkę i załapałem się na lekki deszcz. Generalnie temperatura tego dnia mi podpasiła – nie było upalnie i nie odwodniłem się zbyt mocno.
Po niezliczonych godzinach treningów i ponad 11 godzinach zawodów mój cel zrobienia Ironman został osiągnięty.

Czy powtórze to wyzwanie i czy zrobie kolejne zawody na tym dystansie? Najprawdopodobniej tak. Czy będą to zawody pod znakiem Ironman? Najprawdopodobniej nie. Uważam, że to ile kosztuje Ironman nie ma nic wspólnego z ideą sportu amatorskiego. Dla niektórych wpisowe jest poza finansowym zasięgiem. Ironman to czysta komercja.

Na trasie dopingowali mnie Ania z Polą, Beata z Anią i Krzyśkiem, Marlon, Vreni z teściami, Mathijas i tysiące widzów – wszystkim ogromnie dziękuje.

GPS rower, GPS bieg, Zdjęcia, Hurpa

IRONMAN Zürich 2012 cz.1.

By , 25 lipca 2012 19:54

Dla oglądających zawody triathlonowe, pływanie jest zdecydowanie najbardziej widowiskowe. Setki ludzi wbiegających jak opętani do wody, która po kilku sekundach wygląda jak kipiejący wrzątek, z której co chwila wynurzają się na przemian ręce i głowy w jednolicie kolorowych czepkach. Cała szeroka ławica triathlonistów wpada i kieruje się w szybkim tempie do pierwszej bojki, po kilkunastu minutach wydłuża się i staje się węższa, nie widać już głów, tylko setki czarnych rączek pojawia się nieustannie nad powierzchnią. Imponujący i zarazem zdecydownie niecodzienny widok. Warto zobaczyć!

Jak wygląda to z perspektywy zawodnika? Do czego można porównać pływanie w triathlonie żeby odzwierciedlić jego klimat?

Musi to być coś, co w naturalny sposób bezpośrednio zagraża życiu, wyzwala w niektórych agresję, panikę, strach i inne skrajne ludzkie emocje. To jakieś połączenie duszenia się z ucieczką przed dziką zwierzyną w ciemności, bez znajomości terenu i możliwości zatrzymania się oraz niezapowiedzianych kopnięć i ciosów w twarz, ręce, nogi, żebra, uszy, bez możliwości obrony. Po trzydziestu sekundach zaczyna Ci brakować powietrza – nie każdy oddech jest możliwy, przy niektórych zamiast powietrza wlewa Ci się do buzi i nosa woda. Po dwóch minutach Twoje nogi, a następnie ręce, robią się ciężkie, jakbyś finiszował w biegu na 400 metrów lub właśnie skończył przeprowadzkę do 10 piętrowego bloku z zepsutą windą – potrzebujesz tlenu, Twoje ciało ma go zdecydowanie za mało. Całe szczęście pracuje jeszcze mózg, ale wdzierają się już czarne myśli i strach przed tym co jeszcze przed Tobą. Woda jest tak skotłowana, że nie widzisz zbyt wiele, starasz sie unikać ciosów z boków, jednocześnie musisz uważać żeby nie nadziać się na kopiące nogi zawodników z przodu, gdyż to najbardziej niebezpieczne. Na ataki z tyłu w postaci przytrzymywania nóg, teoretycznie jesteś w stanie odpowiedzieć tylko mocniejszymi kopnięciami, ale to z kolei powoduje jeszcze większe zużycie tlenu i natychmiastowe wyczerpanie. Praktycznie nie możesz zrobić nic. Świadomość, że ktoś z tyłu przytrzymuje Ci nogę, bo przypadkowo na nią wpłynął, i chce obronić się przed kopnięciem w twarz jest pomocna w powstrzmaniu się od agresywnych zachowań. Niestety, przytrzymana noga powoduje, że gubisz kolejny oddech albo dwa i wypadasz z rytmu. Na tym etapie masz generalnie dość i chcesz stanąć. NIGDY NIE STAWAJ! Nie są to słowa w stylu: “Nigdy się nie poddawaj – jesteś w stanie to zrobić”. To są słowa w stylu: “Nie stawaj – to może być Twój ostatni przystanek”. Wyobraź sobie pędzący petelon, w którym znienacka ktoś w środku się przewraca. Albo autostradę pełną jadących samochodów, na której ktoś przyciska do deski gwałtownie hamulec. Twoje szanse wyjścia z Tego bez uszczerbku są znacznie niższe niż płynięcie dalej. Woda nie jest naturalnym środowiskiem człowieka i brak gruntu pod nogami dodatkowo powoduje nerwowość, strach, panikę. Stawanie naprzeciw pędzącego w panice tłumu nie jest najlepszym pomysłem. PŁYŃ DALEJ! To jedyna rozsądna opcja w tym momencie.

Czego należy się spodziewać podczas pływania i jak powinno się do niego trenować, najlepiej obrazuje mój ulubiony clip ClifBar’a ;)

Kontuzje w postaci podbitych oczu, rozwalonych warg, przestawionych szczęk, przebitych bębenków (od uderzenia w ucho gdzie są zatyczki) nie są rzadkością. Na większości zawodów triathlonowych ilość zawodników jest ograniczona do 200-300. Jeśli zawody są większe, start pływania odbywa się w grupach wiekowych po 100-200 osób. Organizatorzy również rezygnują ze startu z wbiegiem “z plaży” i start odbywa się na sygnał “z wody”, do której zawodnicy wchodzą wcześniej bez pośpiechu. Takie rozwiązanie powoduje, że pływanie jest bardziej podobne do pływania, a nie do sportów esktremalnych czy też walki o przeżycie. Nie eliminuje to całkowicie możliwości dostania kopniaka w twarz, ale mocno je ogranicza.

Na zawodach IRONMAN w Zurichu wystartowalo naraz, z 60 metrowej plaży, 1800 zawodników!

Każdy stojący na lini startu zawodów na dystansie IRONMAN liczy się z tym, że w pewnym momencie zawodów przyjdzie moment załamania, z którym w jakiś sposób trzeba będzie sobie poradzić. To nie tylko 3.8km pływania, 180km roweru i maraton – 42.2km do przebiegnięcia, to również bardzo długi dzień, który zaczyna się w zasadzie w nocy, gdyż trzeba wstać o 4-5 rano, żeby być w strefie zmian o 6. Po kilku godzinach snu przerywanego myślami o starcie, rzadko kto czuje się w życiowej formie, z którą wszystkie wyzwania wydaja się lekkie, proste i przyjemne. Każda najmniejsza niedyspozycja, niezaleczona kontuzja czy generalnie “brak prądu” podczas tak długich zawodów prędzej czy później przeobraża się w potwora o imieniu “Kryzys”. Z tym potworem trzeba się zmierzyć i trzeba go pokonać. Może się on pojawić w różnych miejscach i przybierać różne kształty, może Cię atakować otwarcie lub z ukrycia. Może przypuszczać wielokrotne ataki, lub śledzić przez cały dzień z uporem maniaka i uderzyć tylko raz w końcówce, wtedy gdy jesteś już całkowicie wyczerpany. Może Ci ściągnąć okulary na początku pływania, przebić dętkę, przewrócić na rowerze, może się zamienić w deszcz, grad lub upalne słońce i wyssać z Ciebie wszystko podczas biegu. Obojętnie jaką formę ataku przyjmie, możesz być pewien, że w którymś momencie się pojawi. Będziesz musiał mu stawić czoła i podjąć walkę. Wygrana walka robi z Ciebie IronMan’a. ;)

Ja swoją pierwszą walkę musiałem stoczyć w wodzie już po kilku sekundach. Na starcie ustawiłem się z przodu i po chwili znalazłem się w samym centrum piekła. W zasadzie przez całe pierwsze okrążenie było bardzo ciasno i nerwowo. Moje oczekiwania, że pływanie będzie najprzyjemniejszą częścią przy której powoli wejdę w rytm zawodów, nie mogły być dalsze od prawdy. Już po pierwszych minutach żałowałem, że nie ustawiłem się całkowicie z boku, gdzie dystans do przebycia byłby trochę dłuższy ale nie byłby tak zatłoczony. Pod koniec pierwszego okrążenia czyli po około 1.8km, rozluźniło się, ale przed wyjściem na wyspę zaczął mnie łapać skurcz w prawym dwugłowym, który najprawdopodobniej był rezultatem powoli odpuszczjącego stresu i nadmiernego „spięcia” w pierwszej części. Na wyspie szybki skłon aby rozciągnąć mięsień, szybka rada na przyszłość dla fotografującego szwagra KS – „Don’t do it”, szybkie spojrzenie na pozostałą do przebycia odległość z szybką decyzją o obraniu strategii płynięcia po zewnętrznej i powtórny wskok do wody. Druga pętla była już znacznie przyjemniejsza i bardziej podobna do pływania i do moich przedstartowych założeń i wyobrażeń. Po godzinie i 19-stu minutach, czyli po prawie 10 minutach dłużej niż planowałem, zakończyłem pierwsze wyzwanie dnia. Gdybym musiał wskazać moment najbardziej kryzysowy podczas całych zawodów, to zdecydowanie byłoby to pływanie – czego się zupełnie niespodziewałem. Być może dobrze się stało, że początek był trudny, gdyż to sprawiło, że ostrożniej podszedłem do kolejnych dyscyplin. Z perspektywy czasu, muszę również stwierdzić, że bycie podczas pływania w najgorszym piekle przez pół godziny, choć niekorzystnie czasowo, już w momencie wyjścia z wody przyniosło mi ogromną satysfakcję. To chyba coś na zasadzie wyjścia z jakiejś traumatycznej sytuacji bez szwanku, która w pewnien sposób pozwala poczuć się o to doświadczenie bogatszym.

Tak czy owak moja rada to, na swoich pierwszych zawodach triathlonowych, czy też zawodach IRONMAN, gdzie minuta czy dwie nie są aż tak ważne jak ukończenie, nie pchaj się do wody w głównej stawce, chyba że masz na imię Micheal, a na nazwisko Phelps.

Po pływaniu, był rower… cdn wkrótce…

Zdjęcia

Międzyczasy:

Rank: 104 of 334

Overall Rank: 494 of 1749

BIB: 1550
Division: 35-39
Age: 36
State: Siebnen
Country: POL
Profession:
Swim: 1:19:25
Bike: 5:52:17
Run: 3:58:05
Overall: 11:16:48
Swim Details Division Rank: 177
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
1.8 km 1.8 km 37:43 37:43 2:05/100m
3.8 km 2 km 41:42 1:19:25 2:05/100m
Total 3.8 km 1:19:25 1:19:25 3:58/100m 177 826 745
Bike Details Division Rank: 130
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
35 km 35 km 1:02:17 2:25:51 33.72 km/h
63 km 28 km 1:00:07 3:25:58 27.95 km/h
85 km 22 km 37:39 4:03:37 35.06 km/h
125 km 40 km 1:15:21 5:18:58 31.85 km/h
153 km 28 km 1:06:17 6:25:15 25.35 km/h
175 km 22 km 39:41 7:04:56 33.26 km/h
180.1 km 5.1 km 10:55 7:15:51 28.03 km/h
Total 180.1 km 5:52:17 7:15:51 30.67 km/h 130 630 586
Run Details Division Rank: 104
Split Name Distance Split Time Race Time Pace Div. Rank Overall Rank Gender Rank
3.3 km 3.3 km 15:51 7:34:34 4:48/km
5 km 1.7 km 8:38 7:43:12 5:04/km
7.1 km 2.1 km 11:15 7:54:27 5:21/km
10.5 km 3.4 km 17:35 8:12:02 5:10/km
13.8 km 3.3 km 16:45 8:28:47 5:04/km
15.5 km 1.7 km 9:04 8:37:51 5:20/km
17.6 km 2.1 km 11:21 8:49:12 5:24/km
21.1 km 3.5 km 17:56 9:07:08 5:07/km
24.4 km 3.3 km 18:08 9:25:16 5:29/km
26.1 km 1.7 km 9:45 9:35:01 5:44/km
28.2 km 2.1 km 13:00 9:48:01 6:11/km
31.6 km 3.4 km 20:21 10:08:22 5:59/km
34.9 km 3.3 km 20:40 10:29:02 6:15/km
36.6 km 1.7 km 12:08 10:41:10 7:08/km
38.7 km 2.1 km 14:42 10:55:52 6:59/km
42.2 km 3.5 km 20:56 11:16:48 5:58/km
Total 42.2 km 3:58:05 11:16:48 5:38/km 104 494 457
Transition
T1: SWIM-TO-BIKE 4:09
T2: BIKE-TO-RUN 2:52

Zdjęcia, Hurpa

IM Zurich cz.2…

Zurich triathlon 5150 – oczami zawodnika i IM oczami kibica

By , 20 lipca 2012 22:17

Zurich triathlon 5150 – czyli wydanie olimpijki wg IRON MAN’a. Korzystając z zaproszenia Krisa na kibicowanie w niedzielnych (15.07.12) zawodach Iron Man skorzystałem z okazji i zapisałem się na olimpijkę organizowaną przez jednie słuszną organizację :-) pod szyldem 5150 na fragmencie trasy i w tej samej bazie co zawody IM odbywajace się nastepnego dnia.

Do startu skusiło mnie kilka elementów: kolejny triathlon na akceptowalnym przeze mnie dystansie, ciekawe miejsce, ogromny rozmach z uwagi na organizatora. Tak więc z samego rana po zaparkowaniu auta trochę na „dziko” (w Zurichu jest to spory problem) zjawiłem się w miasteczku startowym, od razu zaznaczę zorganizowanym w sposób w Polsce niespotykany. Miałem już lekkie pojęcie o trasie (dzień wcześniej po odebraniu numerów zrobiliśmy mały rekonesans po trasie rowerowej – generalnie płaskiej z jednym kilometrowym ale stromym podjazdem), więc w spokoju kręciłem się po tzw.  strefie atletów czekając na start swojej grupy. Punktualnie o 10:40 wskoczyłem do wody razem z ok. 300 innymi zawodnikami. Przez pierwsze kilkaset metrów było naprawdę tłoczno ale jakoś dotrwałem do końca w przyzwoitym czasie 33minut – co biorąc pod uwagę, że gramin pokazał 1,7km jest całkiem ok. Zmiana i w drogę na rower. Tutaj niestety było gorzej – odczuwałem brak treningów co w prosty sposób przełożyło się na wynik, poza tym trzykrotne pokonanie stromego podjazdu dało się we znaki. Kolejna zmiana i przyjemna trasa biegowa pokonana w oczekiwanym aczkolwiek niezbyt szybkim tempie. Łączny czas to 2:57 może nie najlepszy jednak satysfakcjonujący w obliczu świadomości swojej formy. Poza tym kolejne doświadczenie traiathlonowe w dodatku w na tak dużych i perfekcyjnie zorganizowanych zawodach i oczywiście ten doping Beaty z Anią, Ani z Polą i Mariusza – dzięki wielkie.

Krzysztof Stepień 2:57:38 693/852

Wszystko to jednak nic w obliczu tego co wydarzyło się dnia następnego. Pobudka o 5 rano, krótkie rozciąganie i razem Krisem – bohaterem dnia oraz Marlonem udaliśmy się do Zurichu aby ok. 6 odstwić Krisa do strefy zmian, która robiła ogromne wrażenie. Ok. 1800 rowerów (co jeden to lepszy) uszeregowanych w wielu rzędach – szybko policzyliśmy, że ich łączna wartość to ok. 20.000.000PLN jak na „kilka” rowerów to niezła sumka. Dookoła krzątali się poddenerwowani zawodnicy w oczekiwaniu na 7 rano. Nie będę się za bardzo rozpisywał na temat takich szczegółów organizacyjnych jak odpowiednia liczba toalet, wysprzątane podłoże, rozdawane gadżety do dopingu itp. czyli wszystko to czego u nas często brak. Natomiast największe wrażenie zrobiła grupa 1800 zawodników wpuszczonych na jeden gwizdek do wody. Z plaży wyglądało to niesamowicie – kocioł jakich mało. I pośród tych wszystkich odważnych ludzi – Kris podejmujący wyzwanie, które dla nas wszystkich jest chyba spełnieniem najskrytszych sportowych marzeń.

Prawie cztery kilometry w jeziorze stanowi nie lada wyzwanie stąd też rozpiętość czasowa duża, ale Kris uporał się z tym bardzo szybko aby po krótkiej przerwie na zmianę garderoby wskoczyć na jeden z 1800 równo poustawianych rowerów. O ile moja górka była stroma to trasa rowerowa IM Zurich jest dla przeciętnego człowieka nie do pokonania. Zdecydowanym utrudnieniem była pogoda, która zmieniała się od słonecznego letniego poranka do gradobicia, wielokrotnych nawałnic deszczowych i burz. Patrząc na statystyki to ok. 300 osób nie podołało  trudom zawodów – ale nie Kris, który z bardzo dobrą średnią prędkością dotarł do strefy zmian gdzie po ponownej zmianie garderoby poleciał na trasę maratonu. Sam fakt pokonania trasy 42km powoduje u niektórych dreszcze lub zawroty głowy – a co dopiero po pokonaniu 3,8km w wodzie i 180km na rowerze?

Na trasie biegu mającej cztery pętle (mocno ułatwiało to kibicowanie) widać było ogromne zmęczenie zawodników – nawet Kris wyglądał na pierwszym okrążeniu na zmęczonego – później trochę ochłonął. Na szczęście to co przeszkadzało na trasie rowerowej okazało się chyba dla wielu zbawienne podczas biegu – było chłodno i pomimo czestych i wielokrotnych przelotnych opadów deszczu warunki do biegania wydawały się ok.

Po wielu godzinach walki na trasie pierwsi zawodnicy zaczęli powoli przekraczać linie mety przy ogromnym aplauzie licznie zgromadzonych kibiców stojących często w strugach zimnego deszczu. Na mecie było wiele chwil wzruszenia, łez, uścisków. Niewątpliwie atmosfera podczas finiszu Ironman’a jest czymś co długo zapamiętam a radość z możliwości powitania Krisa na końcu tak długiej drogi niezapomniana. Świadomie nie piszę tu o czasach i zajętych miejscach bo nie o to tu chodzi (nawet jak są tak dobre jak u Krisa) liczy się fakt zmagania samego z sobą i trasą podczas jednej z najtrudniejszych dyscyplin – Krisowi się udało – ogromne gratulacje i mam nadzieję, że kiedyś mi też się uda.

To tyle oczami kibica – więcej i już bezpośrednio z trasy dowiemy się zapewne od pierwszego HURPA IronMan’a

ks

PS. Pamiętacie to - dobrze, że mogliśmy komuś pomóc.

Herbalife Triathlon Susz 2011 (1,9-90-21km)

By , 13 czerwca 2011 12:57

Równo dwa lata temu zadebiutowaliśmy w Suszu jako HURPAGUNS triathlon team w prawdziwych zawodach triathlonowych – dla mnie był to bardzo trudny debiut pomimo, iż odbywał się na wyjątkowo krótkim dystansie. Nidy nie przypuszczałem, że już dwa lata później dotrę do mety na dystansie 1/2 Ironman’a…

Po raz pierwszy udało nam się zebrać na starcie imprezy tri w tak licznym gronie. Do sympatycznej Figlówki, w której mieliśmy soją bazę dojechaliśmy w składzie: Krzysztof Tomczak, Mariusz Sowiński, Przemysław Kuczera i Krzysztof Stępień. Jak zawsze nie zawiedli nasi kibice, którzy jak się okazało podczas zawodów dopingowali nas gorąco wykorzystując różne pomoce w postaci dzwonu szwajcarskiej krowy, megafonu czy transparentów. Byliśmy bardzo widoczni. Ogromne podziękowania za doping i wsparcie.

Ranek w dniu zwodów zapowiadał bardzo ładną pogodę, było ok. 20 stopni i lekki wiatr. Niestety w ciągu dnia wiatr się nasilił, a słońce zaczęło grzać mocniej, co niestety nie wpłynęło korzystnie na pokonywanie kolejnych kilometrów.

Impreza rozpoczęła się tradycyjnie jak na rangę Mistrzostw Polski od hymnu i pocztu sztandarowego, oczywiście była również prezentacja gwiazd – ambasadorów Mistrzostw Polski w Triathlonie na dystansie długim.

Krótki rekonesans po plaży jednoznacznie potwierdził, że dystans na którym będziemy się za chwilę ścigać to nie przelewki – skrajnych bojek, które były oddalone o ok. 900m prawie nie było widać na horyzoncie … Ale co tam, żyje się tylko raz i jak się powiedziało a trzeba powiedzieć b i wskoczyć do wody. Z uwagi na dużą liczbę uczestników (ok. 420 osób odebrało numery a ostatecznie 375 wystartowało) start odbywał się na środku jeziora z „wirtualnej linii” pomiędzy bojkami. W wodzie tłok był duży, nawet po pokonaniu ok. 1km można było jeszcze oberwać w zęby czy okulary ew. poczuć czyjąś twarz odbijającą się od własnej stopy. Ale pomimo tłoku płynęło mi się bardzo dobrze i udało wykręcić zaskakująco dobry czas.

Po zmianie garderoby ruszyłem na rower – przede mną 90km lekko pofalowanego terenu, niestety z dosyć mocno wiejącym wiatrem i odcinkami fatalnej nawierzchni zarówno pokrytej podziurawionym asfaltem jak i kostką brukową przypominającą średniowieczny dukt. Do tego po dwie nawrotki na każdej z trzech pętli. Na całej trasie licznie zgromadzeni mieszkańcy Suszu i okolic dopingowali wszystkich kolarzy, a dzieci błagającym wzrokiem „wymuszały” na kolarzach wymianę bidonów pod wpływem okrzyków „rzuć bidon”. Po drodze minąłem kilku pechowców wymieniających dętki – ja poszedłem vabank i nie miałem gumy na wymianę – na szczęście nie była potrzebna.

O ile na rowerze jechało mi się całkiem dobrze to po kolejnej zmianie i wyjściu na trasę biegową czułem już duże zmęczenie – w końcu minęły już 4 godziny walki. Trasa biegowo usytuowana wokół jeziora była bardzo malownicza i obstawiona przez wielu życzliwych obserwatorów – widać, że dla mieszkańców Suszu to ważne wydarzenie, w którym uczestniczą całe rodziny dopingując zawodników.

Tak więc po ponad sześciu godzinach dotarłem wyczerpany do mety i pomimo, że byłem ostatni z drużyny to swój debiut w dystansie długim uważam za bardzo udany i nawet ogromne zmęczenie nie przysłoniło satysfakcji z dotarcia do mety – w szczególności, że nie zaleczyłem jeszcze kontuzji kostki i trzy dni przed startem się przeziębiłem.

Podsumowując, należy skierować wyrazy uznania dla organizatorów. Wszystko było na bardzo wysokim poziomie, ogromna rzesza wolontariuszy, bufety, oznakowanie tras – naprawdę wszystko na super. Jedyny, aczkolwiek istotny mankament triathlonu w Suszu to stan nawierzchni na trasie kolarskiej – ale to już chyba jest w gestii samorządowców.

Mam nadzieję, że chłopaki też coś dopiszą od siebie dla pełnego obrazu imprezy.

Mistrzostwa Polski w Triathlonie na Dystansie Długim (1,9-90-21km):

Krzysztof Tomczak 5:07:05 miejsce: 86/375

czasy: 00:35:56-00:02:24-02:39:39-00:02:01-01:47:05

Mariusz Sowiński 05:34:27 miejsce 171/375

czasy: 00:41:26-00:01:54-02:46:55-00:02:26-02:01:46

Przemysław Kuczera 05:51:15 miejsce 230/375

czasy: 00:39:11-00:02:42-02:47:03-00:02:10-02:20:09

Krzysztof Stępień 06:05:46 miejsce 263/375

czasy: 00:41:17-00:03:19-03:07:11-00:02:41-02:11:18

pełne wyniki

a tu kilka fotek Ani.

Ogromne dzięki za współzawodnictwo, doping i atmosferę w trakcie tych trzech dni – szkoda, że nie mogliśmy dojechać wszyscy.

Hurpa. KS

IM 70.3 Borówno 2010

By , 6 września 2010 1:49

I stało się, jakby nie spojrzeć to chyba była główna impreza dla Hurpaguns w tym roku, przesuwająca po raz kolejny poprzeczkę w postaci super życiówek. Na start i metę dotarli Przemo, Marlon i Kris, mimo iż Przemek był mocno kontuzjowany i jego występ był do samego końca pod dużym znakiem zapytania.

Nigdy wcześniej nie startowaliśmy w Borównie, więc byliśmy bardzo ciekawi jak wygląda jedyna impreza na dystansach IM 70.3 i IM w Polsce pod kątem organizacyjnym. Pozytywnie zostaliśmy zaskoczeni przede wszystkim bardzo miłą i przyjazną atmosferą, która jest zasługą wybitnego polskiego triatlonisty Roberta Stępniaka w tym przypadku występującego w roli organizatora. Z tego co udało się nam usłyszeć, impreza odbyła się po raz trzeci i liczba uczestników corocznie wzrasta. W tym roku wzięło udział łącznie na obu dystansach ponad 210 zawodników. Myślimy, że dobrą decyzją organizatorów, było wybranie początku września na termin zawodów, który zazwyczaj w Polsce jest bardzo słoneczny lecz nie gorący. W tym roku właśnie tak było. Co prawda podczas roweru miejscami dosyć mocno wiało, jak również zaskoczył niektórych z nas przelotny deszcz, ale generalnie warunki atmosferyczne były bardzo korzystne i sprzyjające życiówkom. Jedynym minusem jest jakość nawierzchni, która chyba jest idealną reprezentacją jakości dróg w Polsce. Początek i końcówka 30-sto kilometrowej pętli rowerowej jest beznadziejna, a i pozostała część trasy pozostawia wiele do życzenia. Tylko momentami jakość drogi i asfaltu pozwalała na nabranie prędkości i normalną jazdę.
Strefy posiłkowe zarówno na trasie rowerowej, jak również podczas biegu, były bardzo dobrze zaopatrzone i obsługiwane przez przeszkolonych wolontariuszy.
W pakiecie startowym dostaliśmy koszulki i inne gadżety, a na mecie piękne medale, piwo oraz coś na ząb.
Nasi kibice bardzo chwalili wypieki lokalnego klubu gospodyń wiejskich, natomiast kiełbasa z grilla okazała się być przyczyną zatrucia pokarmowego.
Zawody odbywają się na terenie wojskowego domu wczasowego i część zawodników miała możliwość zakwaterowania bezpośrednio w ośrodku. Mieliśmy okazję porozmawiać osobami tam zatrzymującymi się i mocno narzekały na chłód w domkach. Ilość miejsc jest mocna ograniczona i niestety (albo stety) my wybraliśmy zakwaterowanie w Hotelu Focus w Bydgoszczy, który notabene był jednym ze sponsorów imprezy – polecamy.

Podsumowując, impreza bardzo udana o czym mogą świadczyć nasze życiówki i wstępne wyniki:
Krzysztof Tomczak
– miejsce 12/139, 5/kat., czas 4:53:01 (S: 35:26; T1: 2:08; B: 2:37:16; T2: 1:31; R: 1:36:41) GPS-rower GPS-bieg
Przemysław Kuczera – miejsce 56/139, 23/kat. czas 5:30:22 (S: 37:09; T1: 2:14; B: 2:49:14 wraz z T2; R: 2:01:46)
Mariusz Sowiński
– miejsce  68/139, 31/kat. czas 5:38:47  (S: 43:40; T1:2:49; B: 2:52:53; T2: 2:08; R: 1:57:40)
WYNIKI
ZDJĘCIA
Hurpa!

PowerBar Ironman 70.3 Switzerland Rapperswil

By , 6 czerwca 2010 14:52

Postanowiłem uprzedzić Szwagra i  korzystając z możliwości śledzenia na bieżąco w internecie zawodów IM 70.3 w Rapperswile Jona opisać jego dzisiejszy start. Mam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe – ale hasło IM wręcz mnie elektryzuje i nie mogłem się powstrzymać – tym bardziej, że można śledzić zawody online.

Przyznam, że jak tylko zobaczyłem czas po pływaniu (36:16) byłem pewien, że Krzysiek pokarze wszystkim, kto tu żądzi :-) Po prostu rewelacja. Wszystkim życzę takich wyników a za Szwagra trzymam kciuki w kolejnych etapach.

pływanie: 36:16  (1,9km), rower: 2:51:30 (90km), bieg: po pierwszym kółku (10,5km) 53:50, tym samym zanosi się na niezłą poprawę życiówki z ubiegłorocznego IM w Suszu. Tym większe wyrazy uznania, że trasa zdecydowanie trudniejsza. Oczekujemy na zakończenie ostatniego okrążenia i wynik końcowy.

Krzysiek właśnie dotarł do mety w czasie: 5:29:36 zajmując 695 miejsce (cały czas aktualizują). OGROMNE gratulacje i wyrazy uznania!!!!! Czekamy na relację i zazdrościmy (przynajmniej ja) takiego startu.

Kris: Dzieki za wpis, kibicowanie i gratulacje. Kilka moich wrazen:

W przeddzien zawodow odebralem numer w biurze zawodow – hali miejscowego klubu hokejowego „Lakers“ i zrobilem „check-in“ roweru przy rykach sloni, wylegujacych sie wielbladach i spogladajacych z gory zyraf. Dzieki 29 stopniom i przylegajacym do strefy zmian ZOO mialo sie wrazenie bycia w jakims egzotycznym kraju.

Do tego widok eleganckiej tartanowej strefy zmian z ogromna iloscia najlepszych, najszybszych i najdrozszych rowerow jakie sa dostepne na rynku, byl imponujacy.

Reszte dnia spedzilismy z Ania, Pola, Ula, Adamem i Danielem nad jeziorem, tuz przy starcie plywania z widokiem na zawodnikow zapoznajacych sie z trasa i temperatura wody.

Prognozy na dzien zawodow byly nastepujace: pelne slonce, 29 stopni, odczuwalne 33, wilgotno, burze i deszcz wieczorem. Niestety sprawdzily sie.

Juz rano o 9 bylo bardzo goraco i ostatnie 15 minut przed startem mojej grupy wiekowej spedzilem w 17 stopniowej wodzie tylko dlatego ze stanie na brzegu w piance bylo nie do wytrzymania.

O 9:40 punkt, start z wody i generalnie jeden wielki kociol. To bylo zdecydowanie najciezsze plywanie jakiego dotychczas doswiadczylem. Normalnie po 200-400 metrach zaczyna sie robic luzniej i mozna wejsc w rytm, wyspokoic organizm i skoncentrowac na technice, tak tym razem przed cale 1.9km bylo hardcorowo i trzeba bylo mocno uwazac zeby nie oberwac reka w gogle czy czyjas pieta w zeby…

Generalnie bardzo nieprzyjemne plywanie, ktore w niczym nie przypominalo plywania samemu w jeziorze nie wspominajac o basenie, napewno bedzie to niezla zaprawa na przyszlosc.

Trasa rowerowa urozmaicona z pieknymi widokami nalezy do jednych z najciezszych tras IM 70.3 w Europie. Generalizujac pojedyncze okrazenie skladalo sie z cwiartki plaskiej, cwiartki podjazdu, cwiartki zjazdu i cwiartki plaskiej. W sumie dwa okrazenia z czterema ostrymi i dwoma dlugimi lagodnymi podjazdami, razem 900m roznicy wzniesien. Przy drodze na kazdym okrazeniu cztery stacje z woda, izotonikami, zelami, itp., wiekszosc PowerBar, ale tez Cola-Cola i RedBull.

W sumie na rowerze wypilem okolo 3 butelek izotoniku, troche wody, zjadlem 6 zeli i jednego ClifBar’a, przy czym na nic w tym upale nie mialem ochoty.

Przed jednym z podjazdow zbyt gwaltownie zmienilem biegi i spadl mi lancuch z przodu, musialem na chwilke stanac. W sumie rower poszedl mi zgodnie z planem ponizej 3 godzin i byl najbardziej przyjemna dyscyplina.

Szczerze mowiac liczylem na to ze podczas biegu zdolam sie podciagnac o kilka lub kilanascie pozycji. Niestety, bylo tak goraco, ze nie bylem w stanie utrzymac odpowiedniego tempa. Miejscami, gdzie trasa byla odslonieta od wiatru mialo sie wrazenie ze jest conajmniej 40 stopni, dodatkowo ciezkie wilgotne powietrze sprawialo ze byla to droga przez meke. Kazdy kilometr z 21 byl walka. Nie przesadzajac, to byly najciezsze warunki w jakich kiedykolwiek biegalem wlacznie z treningami. Generalnie bieg byl swietnym przygotowaniem do Hawaii ;)

Podczas biegu wciagnalem jeden zel, troche izo i troche wody.

Organizacja zawodow byla rewelacyjna i wszystko bylo jak w Szwajcarskim zegarku.

Impreza, jak wiekszosc z logo i licencja IronMan, troche komercyjna. Za wpisowe przed koncem roku trzeba bylo zaplacic 320 ChF. W pakiecie oprocz super organizacji, bardzo ladny pamiatkowy medal, plecak i koszulka.

Warto posiadac caloroczna licencje Polskiego Zwiazku Triathlonu, gdyz pozwala uniknac dodatkowych kosztow (30 ChF) w postaci jedniodniowej licencji na zawody.

Podsumowujac, zawody bardzo dla mnie udane. Nie tylko udalo mi sie ukonczyc, ale pomimo ciezkich warunkow wykrecilem zyciowke. Wiem ze w lepszych warunkach urwalbym jeszcze kilka minut, ale jestem pewien ze zdobyte doswiadczenia, w szczegolnosci z plywania i biegu, beda warte wiecej niz kilka minut w kolejnych zawodach.

Podziekowania dla Ani i Poli, Uli, Adama, Daniela i Karin za kibicowanie i zdjecia, dla Matthijas’a za treningi i wspolny start.

GPS

Hurpa!

IRONMAN Frankfurt 2009 i Zurich 2009

By , 14 lipca 2009 7:18

ironmanTimo Bracht r.1975 (7:59:16) i Sanra Wallenhorst r.1972 (8:58:09) wygrali tegoroczne zawody Ironman we Frankfurcie. Był też bardzo miły akcent polski w kategorii 50-55 lat wygrał nasz rodak Andrzej Majchrzakowski r. 1958 (9:31.54) – wszystkim gratulujemy. Ciekawe kiedy Hurpagunsi zaczną startować w Ironman’ie? Dla zainteresowanych dodam, że limit miejsc we Frankfurcie na rok 2010 już został wyczerpany i zapisy zostały wstrzymane po przyjęciu 2.800 zgłoszeń :-)

Również w Zurichu (12.07.2009) mieliśmy polski akcent –  Robert Stępniak wygrał w kategorii wiekowej 40-45 lat zawody na dystansie 3,8-180-42.195 w czasie 9h01min55s.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com