Posts tagged: narty biegowki

Engadin Ski-Marathon 2015

By , 8 marca 2015 17:16

 

FullSizeRender3 (480x640)

Tydzień po Biegu Piastów, przyleciał Marlon i pojechaliśmy do Sankt Moritz.

Po całych 30 minutach pierwszego w tym sezonie treningu, Marlon stwierdził, że jest w pełni przygotowany do zawodów.
Udaliśmy się więc do LaPunt, gdzie pod dowództwem Ernsta przygotowaliśmy narty. Najpierw czyszczenie, potem dwa woski, przerwa, skrobanie, szczotkowanie wiertarką, proszek na przód narty, inny proszek na tył narty, polerka, nałożenie struktury, magiczny płyn, polerka. Trwało to około dwóch godzin, po których Ernst oświadczył, że narty są gotowe. Alleluja!

Później spaghetti i wino w towarzystwie Bea’y, Ernsta i jego znajomej. Pysznie!

Rano śniadanie i szybko na dedykowany na zawody pociąg do Sankt Moritz, a później autobusem do Maloji.

Byliśmy na miejscu 30min przed startem mojej grupy, także nie było czasu na głupoty. Szybkie zdjęcie do kronik Hurpaguns, zdanie ciuchów i biegiem na linie startu.

Nawet nie było tak zimno! Normalnie trzęsę się z zimna do samego strzału, w tym roku wyjątkowo mnie to ominęło – było ciepło.

Zmieniono procedurę startu – Tuż przed, zawodnicy ustawiają się w dedykowanych boksach. Na sygnał wybiega się z nartami w ręku na trasę, zakłada narty i heja…
Myślę, że mniej kolizyjne rozwiązanie niż w poprzednich latach. Niestety imponujący widok tysiąca par nart leżących, gotowych do startu to już niepowtarzalna historia.

Tuż po starcie, między trzecim a czwartym kilometrem widok para medyków robiących gościowi masaż serca. To zawszę daje do myślenia.

Warunki były wymarzone, najlepsze ze wszystkich moich startów – pełna lampa, twarda, szybka trasa i idealna temperatura.

Udało mi się również dojechać w rekordowym czasie – 2h35. Co prawda lokata dużo gorsza od roku 2011 (po którym zakwalikowałem się do ElityC), ale bieg super przyjemny, po którym zamiast zmęczenia, czułem się jak nowonarodzony.

Marlon stawił się na mecie trochę bardziej wyczerpany, ale mając na uwadze jego „30-minutowy program przygotowawczy” było to całkiem zrozumiałe. Byłem pełen podziwu, że mimo braku treningu jest w stanie: A) stanąć na starcie, B) dobiec do celu! Imponujące!

….i tak po raz kolejny zaczęła się wiosna.

Hurpa! Wyniki Zdjęcia

Ps. Dzięki Słonko za opiekę nad bąblami, podczas wypadu.

39. Bieg Piastów – 2015

By , 1 marca 2015 21:47

BiegPiastowOd kilku lat chciałem pobiec w Biegu Piastów i w tym roku się udało.

Zatrzymałem się w Szklarskiej na weekend i w niedzielę wystartowałem na 30km łyżwą.

Trasa bardzo fajna, biegnąca lasem i urozmaicona pod względem wysokości. Pierwsze kilometry to lekki podbieg, później góra/dół. Rzadko zdarzały sie zupelnie płaskie odcinki. Warunki ciężkie: silny wiatr i dużo starego głębokiego śniegu. Trasa nie była przejechana ratrakiem przed zawodami i na niektórych odcinkach biegło sie fatalnie. Narty, buty, kijki wypożyczyłem w Jakuszycach i czułem różnice podczas całego biegu – nie ma to jak własny sprawdzony sprzęt. Na dodatek byłem przeziębiony cały tydzień poprzedzający zawody i jedynym moim celem było ukończenie zawodów.
Było ciężko pod każdym względem, ale w drugiej cześci przyzwyczailem się do tempa i dojechałem do mety po 2h:05m.

To były moje pierwsze zawody od listopada 2013. Z wielu przyczyn w 2014 zaliczyłem tylko trzy DNS (did not start) i nic poza tym. Ponad rok przerwy! Musiałem odpuścic Engadin, połówkę IM w Poznaniu i Jungfrau marathon. Chciałem też wystartować w maratonie i triathlonie w Kołobrzegu. Niestety z planów nic nie wyszło, ale tym większą radość sprawiło mi ukończenie Biegu Piastów.

Hurpa!

Wyniki
Zdjęcia

biegPiastowWyniki

 

 

55926-BPN15-3537-30FT-000101-bpn15_21_s01_20150301_113801_1

45-ty, 5-ty i 1-wszy Engadin SkiMarathon 2013

By , 16 marca 2013 18:45

Poraz 45-ty, 10-tego Marca, odbył się w dolinie Engadin marathon narciarski z Maloji do S-chanf. Dla mnie był to już 5-ty raz, a dla Marlona, Chrissie Wellington, Pipy Middleton i Batmana – debiut.
Jakoże słońce Batmanowi nie służy, a w zeszłą niedzielę było go aż za wiele, mocno się biedak pod maską spocił. Dodatkowo przy zjazdach, w pozycji pochylonej  maska nachodziła mu na oczy i musiał w tych momentach rezygnować z widzenia i zdawać się na inne zmysły. Batman udzielił dwóch wywiadów dla telewizji SuperHero Channel i po 2h 25minutach dotarł do mety. Na trasie nadzwyczaj entuzjastycznie pozdrawiały go tysiące kibiców.

Już na mecie udało się nam zamienić kilka słów z roześmianą Chrissie, która dotarła do mety kilka sekund przed Marlonem. Pipa Middleton z czasem 2h 48m wymknęła się nam niezauważona.

Jak zwykle marathon w Engadin był niezapomnianym przeżyciem, jednocześnie końcem sezonu zimowego i zwiastunem wiosny. Teraz czas na biegi i rower! Hurpa!

Relacja Marlona:

W ostatnia niedziele razem z Krzychem wzialem udzial w maratonie narciarskim Engadin. Bylo to moje pierwsze starcie na tym dystansie i w dodatku na nartach biegowych. O godzinie 9.30 w pieknych okolicznosciach przyrody i wiosennym juz sloncu rozpoczal sie bieg mojej grupy. Plan nie mogl byc prostszy- dobiec do mety.  Udalo mi sie go wykonac z czasem 3h20min i tym samym zostalem zakwalifikowany na przyszly rok do lepszej grupy. W tym roku na lini startu stanelo ponad 11 tysiecy narciarzy, a mi udalo sie przybiec gdzies w polowie tej stawki.

Start w Engadin to niezwykla impreza w wyjatkowym miejscu. Przy odrobinie szczescia mozna zamienic slowko i zrobic sobie zdjecie z mistrzynia swiata w triatlonie. Polecam wszystkim hurpaguns i wielkie dzieki Krzyskowi za pokazanie mi jak sie nie zabic nart biegowych i wyprawe do St.Moritz. ;)
Hurpa,
Marlon

Zdjęcia:
Telewizyjne podsumowanie Engadin SkiMarathon z wywiadem z Batman’em:

;) Hurpa

Surselva Marathon 2013

By , 28 stycznia 2013 20:43

Zawody na nartach biegowych to sport dla masochistów – prawie zawsze dochodzę do takiego wniosku na pierwszych kilometrach. Przy łyżwie ponad 50% napędu pochodzi z górnej partii ciała, a trochę poniżej 50% z dolnej. Aby było to możliwe, serce i płuca muszą pracować na najwyższych obrotach. Dodatkowo mięśnie wspomagające równowagę angażowane są bezustannie. Zmęczenie dopada Cię „całkowicie”. Często, przez całe zawody moje ciało krzyczy: „Dość!”, „Zatrzymaj się!”. Jedyną metodą na stuprocentowe zaadresowanie tych ignorowanych przez kilometry żądań jest położenie się na śniegu i nie robienie absolutnie nic, absolutnie niczym. Widok upadających narciarzy tuż za linią mety jest dowodem na ich ogromne zmęczenie. Po niektórych zawodach na nartach biegowych, moje dotychczasowe szosowo-biegowe walki ze swoją wytrzymałością, lub na przykład treningi interwałowe wydają się być śmiesznie lekkie.

Myśląc o tym jak ciężkie są niektóre z tych zawodów i że generalnie to nie jest to nic łatwego i bezbolesnego, zadaję sobie pytanie – dlaczego ludzie biorą udział w tego typu zawodach i doprowadzają się do skrajnego zmęczenia? Pomijam czołówkę, która walczy o prestiż i nagrody. Mnie zastanawia, czym jest ukończenie zawodów dla tych z dalszych pozycji bez szans na wygraną? Takich jak ja. Jaka jest ich motywacja?

I czy nie lepiej jest założyć narty zjazdowe, wjechać na szczyt góry wyciągiem i zjechać na dół, zamiast wjeżdżać na nartach pod górę?!

Czy to jest sport dla masochistów? Czy ja jestem jednym z nich?

Fakty z Surselva 2013:
– zatrzymaliśmy się w Sumvitg – w miejscu pierwszego rowerowego zgrupowania Hurpaguns – jest tam teraz nowa stodoła – reszta bez zmian
– zrobiłem te zawody po raz czwarty
– wynikowo zająłem mniej więcej to samo miejsce co w zeszłym roku
– pogoda i warunki były rewelacyjne
– organizacja super
– dzięki bardzo za wspólny wyjazd i kibicowanie: Ani, Poli, Grażynce i Maksiowi.

Wyniki Miejsce mężczyźni: 147/190, w grupie 25/32 GPS Hurpa!

Rothenthurmer 2013

By , 26 stycznia 2013 0:07

Przede wszystkim to ciężko mi uwierzyć, że jest rok 2013 i że na przykład jeżdże, a nie latam samochodem i że wogóle udało mi się dotrwać do tej daty. Świat się nie zakończył 21.12.12, meteoryt nie uderzył w planetę, wszystko wydaje się, łącznie z kryzysem finansowym, bez zmian. W sumie jest zajebiście. Złamała mi się narta – kupiłem sobie nowe. W dodatku spadło mnóstwo śniegu i mogłem na nich pojeździć, co jakby nie patrzeć w czasach globalnego ocieplenia jest dużym plusem.
W zeszłą sobotę odbyły się zawody klubowe LLG Lachen, w których wbrew założeniom, nie oszczędzałem się i dałem z siebie wszystko, dzięki czemu udało mi się utrzymać ranking klubowy, natomiast już zaraz po czułem się jak koń po Wielkiej Pardubickiej. Kilka godzin później, w niedzielę rano, w szarości mroźnego poranka wraz z Polą i Grażynką pojechaliśmy na Rothenthurmer. Zapisałem się na te zawody 14 miesięcy temu, ale w 2012 nie spadło wystarczająco śniegu, zawody się nie odbyły i zapisy przeniesiono na 2013.
W związku z tym, że zawody klubowe zamiast „przetarcia”, okazały się być lekkim „zatarciem” do sprawy zmuszony byłem podejść treningowo.
Szczerze mówiąc po 23km biegu czułem się znacznie lepiej niż przed – co tak prawdę mówiąc nie jest zbyt wielkim odkryciem, gdyż treningi po których czułem się źle jeszcze się nie zdarzyły.
Wyścig został ukończony bez rewelacyjnych lokat, natomiast z dużą satysfakcją.
W przeddzień oglądałem wywiad z Lancem Armstrong’iem i fakt że moja przygoda ze sportem i wszystkie osiągnięcia były bez EPO, transfuzji krwi, hormonów wzrostu, leków na astmę, itp., uważam za sukces sam w sobie.
Niech żyje sport, który jest dla mnie przede wszystkim rywalizacją z samym sobą, treningami, realizacją własnych sportowych celów i wyzwań. Metodą na bycie w wysokiej fizycznej i psychicznej formie. Sport profesjonalny niech sobie będzie – nie mam nic przeciwko – lepsze to jak big brother.

Btw: Książkę sprzedam – „It’s not about the bike” – Beletrystyka, cena wywoławcza 0,00Pln, pierwsza oferta wygrywa.

Engadin Ski Marathon 2012

By , 12 marca 2012 21:47

Co wybierasz: DNS (Did Not Start – nie wystartował) czy DNF (Did Not Finish – nie ukończył)?

Czy może podjęcie ryzyka i ukończenie znacznie poniżej możliwości?

Ja wybrałem opcję ukończenia jeśli to tylko możliwe. Cieszę się, że spróbowałem i że udało mi się dotrzeć do mety. Szczerze mówiąc, pomimo przeciwności losu, był to bardzo przyjemny bieg – chyba jeden z przyjemniejszych. Pogoda była fantastyczna, trasa twarda i bardzo szybka, a mi się nigdzie nie spieszyło. Miałem tylko jeden cel – spokojnym tempem dotrzeć do celu. Zrobiłem ten marathon już po raz czwarty i spośród tych czterech w tym roku warunki zdecydowanie były najlepsze. Jak bardzo czas zależny jest od warunków i jak bezsensownym porównywanie jest czasu z lat poprzednich niech świadczy fakt, że pomimo mojego niskiego tegorocznego tempa poprawiłem życiówkę o dwie minuty. Co ma sens, to porównanie uzyskanego miejsca. Tu już widać moją niedyspozycję i spadek o prawie 1100 pozycji brzmi adekwatnie. Przydział do grupy startowej Elity C, wywalczony na podstawie wyniku w zeszłym roku, mi nie przepadnie, gdyż ważny jest przez dwa lata. W przyszłym roku muszę go conajmniej utrzymać. Były ze mną moje dziewczyny, które jak zawsze bardzo mnie wspomagały – dziękuję! Niestety Batman mimo ogromnych chęci startu wybrał DNS.
Dla wszystkich zainteresowanych nowościami z zakresu metod schudnięcia zamieszczam poniżej przepis na nową super dietę, którą miałem możliwość przetestować.

Dieta Cud, czyli: Jak stracić ponad 5% swojej wagi (ponad 4 kilogramy) w ciągu 4 dni?!

Faza nr 1 – Inicjowanie diety:
Tydzień wcześniej zaraź się Rotawirusem (tzw. wirusem pokarmowym). Jest on łatwo dostępny w okresie wiosenno-jesiennym. Dobrym miejscem są przedszkola i generalnie bliski kontakt z zarażonym maluchem, najlepiej podczas wymiotów. Tutaj podaję dwie opcje jak najlepiej wejść w posiadanie wirusa, natomiast możliwości jest najprawdopobniej więcej.

Opcja1: Wymioty u zarażonego malca można wywołać poprzez jazdę samochodem po krętych drogach, co przyczynia się do powleczonej wymiociną tapicerki auta, którą trzeba następnie umyć. Do mycia należy przystąpić bez jakiegokolwiek zabezpieczenia rąk czy twarzy, gdyż to mogłoby wystraszyć i zniechęcić wirusa do Twojej osoby.

Początki bywają trudne i może się zdażyć, że wirus się na Tobie pozna i Cię nie polubi. Dlatego podaję bardziej pewne rozwiązanie:

Opcja2: Ażeby być absolutnie pewnym i nie dać wirusowi wyboru, można przed wyjazdem w krętą trasę podać malcowi kawałek na przykład jabłka, które później po odnalezieniu w aucie można już wraz z wirusem skonsumować. Osobiście tej opcji inicjowania diety nie próbowałem, ale jestem przekonany o jej skuteczności.

Faza nr 2 – Oczekiwanie:
Przez kolejne 3-4 dni nie zmieniaj absolutnie nic w swojej diecie czy stylu życia. Kontynuuj jak zawsze. Pod koniec fazy oczekiwania bądź przygotowany na nagłą konieczność przerwania swojej normalnej rutyny i przejścia w fazę główną diety.

Faza nr 3 – Główna – dzień 1, 2 i 3:
Gdy koniecznym jest używanie przez Ciebie środków transportu publicznego, na przykład kolei – zawsze zajmuj miejsce blisko toalety. Poszukiwania toalety w ostatniej chwili są bardzo stresujące i mogą przyczynić się do sinej bladości na twarzy i niemalże omdlenia. Najlepiej po wejściu do wagonu idź od razu do toalety i pozostań tam na całą podróż.

Podczas fazy głównej zwanej również „fazą wysiadywania”, może wystąpić fala gorączki do 41 stopni połączona z dreszczami, uczuciem zimna i ogólnym uczuciem umierania. Nie panikuj – to jest normalne.
Faza wysiadywania trwa minimum 3 dni i 3 noce, i charakteryzuje się brakiem apetytu oraz bardzo krótkim czasem (5min-30min) pomiędzy spożyciem czegokolwiek a pozbyciem się czegokolwiek. W związku z powyższym pod koniec fazy, będziesz się czuł osłabiony, odwodniony i wycięczony.

Faza nr 4 – Marathon – dzień 4 ostatni
Po trzeciej nocnej mega sesji wysiadywania, podczas której być możliwe zażyjesz tylko niecałe dwie godziny snu, zjedz dwa batoniki typu „suche ciastko w czekoladzie” i powstrzymaj się od picia czegokolwiek. Dwie godziny przed startem opuść toaletę i udaj się na start marathonu narciarskiego. Podczas marathonu bądź przygotowany na każdą ewentualność i pij maksymalnie dwa łyczki co dziesięć kilometrów. Przebiegnij marathon.

Powyższa dieta jest bardzo skuteczna, a jej rezultaty zostały udowodnione i skalkulowane po uzupełnieniu wszystkich płynów i całkowitym nawodnieniu.

Mimo swojej skuteczności dieta nie jest zalecana.

Wyniki, Czas: 2:36:36, Miejsce 3381/7689, GPS

Ski Mara 2012 by Misiek

By , 6 marca 2012 21:23

Michał Kępczyński po 22km biegu na nartach klasycznych relacjonuje:

Wydawało mi się że nazwa tej imprezy pochodzi od maratonu. Okazało się jednak że chodzi o defincję słownikową mary, oznaczajcą zjawę nocną, która będzie mi się sniła do końca sezonu.
Już przy samym dojeździe na miejsce imprezy uważny obserwator domyśliłby się że coś jest nie tak, kiedy nasz samochód jadący z prędkością 40 km/h wyprzedziła grupa narciarzy (czytaj dziadków na klasykach) znikając następnie za zakrętem.
Niestety zignorowałem ten znak. Mało tego po przedarciu się przez gąszcz starych wyjadaczy, którzy na przenośnych stolikach smarowali swoje deski (czasem mam wrażenie że sprawia im to większą przyjemność niż sama jazda) zamiast zrobić rekonesans lub rozgrzewkę udałem się z rodzinką na spacer po pięknej okolicy trzymając się zasady że moje uniwersalne narty poradzą sobie z każdym terenem.
5 minut przed startem prawda wyszla na jaw, sobotnia temperatura w okolicach 10 stopni i nocny przymrozek, zrobiły swoje czyli lodowisko zmiast trasy narciarskiej. Podbiegi były tylko trochę trudniejsze niż zwykle, a cała zabawa zaczynała się na zjazdach. Każda górka oznaczała jazdę z prędkością światła w dół, bez możliwości hamowania i skręcania, w dwóch rowkach (niestety nie było miejsc żeby z nich wyskoczyć). Znakomity team building- pełna wiara w ludzi którzy robili rowki, którzy jadą przed tobą i za tobą. Niestety złudna wiara, po 5 minutach czyli pierwszym spektakularnym kontakcie z lodem przy prędkości około 30 km/h było już mi wszystko obojętne. Trochę gorzej jest dzisiaj, kiedy nie mogę wstać z łóżka, z drugiej strony przynajmniej mam dzień odpoczynku w domu i czas żeby napisać relację. Wynik też nie najgorszy jak na pierwszy sezon. Miejsce 46 na 60 oznacza ze ustabilizowałem swoją pozycję w granicach 75 centyla, a w mojej grupie wiekowej jest jeszcze lepiej :-).
Jescze jedna dygresja – w klasyku rozpiętość wiekowa jest bardzo duża, pierwsza piątka mojego biegu między 20 a 60 lat, ale według rankingu zawodnik który skończył przede mną miał 112 lat, zakładam że to błąd ale jeżeli to prawda to mam jeszcze przynajmniej 80 sezonów żeby popracować nad techniką!
pzdr
mK

Foty, Wyniki

Gommerlauf 2012

By , 28 lutego 2012 20:50

Trzeci rok z rzędu miałem możliwość zrobienia 30km łyżwą w rejonie Wallis (niedaleko Furka Pass). Tym razem mogłem wystartować w lepszej grupie, ale przez pomyłkę zostawiłem narty w dalszym sektorze. Dopiero 5 minut przed startem zorientowałem się i dołączyłem niestety na tyły mojego sektora. Nie czułem się zbyt mocno ostatnimi czasy, a pobudka o 4:30 nie przysporzyła mi sił. Batman tym razem został w domu i na zawodach byłem sam. Mimo braku mocy wykręciłem przyzwoity jak na dla mnie wynik. Hurpa.

Czas:1h57 Miejsce:385/743 w kat. 71/131, GPS, Wyniki

La TransJurasSienna 54km FT Batman

By , 14 lutego 2012 22:56

Drugi dzień zawodów La TransJuraSienne rozpoczął się bardziej słonecznie i bardziej wietrznie.
Dojeżdżając wraz z Miśkiem i Marlonem samochodem do miejscowości Les Rousses, w której było miejsce startu na dystansie 54km, widoczność na niektórych otwartych przestrzeniach była tylko na kilka metrów. Silny wiatr unosił zmrożony śnieg i przenosił go z impetem wzdłuż trasy. Niestety kierunek wiatru był dokładnie przeciwny do kierunku wyścigu. Silny wiatr wraz ze śniegiem w temperaturze -13 nie jest zbyt zachęcający do wychodzenia na zewnątrz, a już na pewno nie do jazdy na nartach przez ponad 50 kilometrów w przeciwnym kierunku. Moje samopoczucie fizyczne i chęci do startu, od samego rana, były jak nigdy bliskie zera. Wiedziałem że trasa nie jest łatwa, wiedziałem że po drodze czeka na mnie prawie 10-kilometrowy podjazd, wiedziałem że śnieg jest sypki i nie ubity a przez to wolny, wiedziałem że będzie ciężko – nie wiedziałem tylko jak bardzo.

W zasadzie do ostatniego momentu nie było również wiadomo czy wystartuje Batman. Peleryna na plecach generalnie nie jest czymś co pomaga przy silnym wietrze, chyba że wiatr wieje w kierunku jazdy. Mimo wszystko Batman stawił się dokładnie o 10:04 i minutę później wystartował z pierwszego bloku na podstawie przywidywanego czasu. Założenia na bieg były znane w momencie rejestracji: spokojnym tempem przejechać cały dystans, pić i jeść na każdej stacji, tym startem poprawić bazę kondycyjną na Zurich marathon i lipcowego IronMan.
Początek zawodów i pierwsze kilometry były walką generalnie z własną psychiką i odrzucaniem negatywnych myśli. Warunki były iście arktyczne i brakowało chyba tylko niedźwiedzi polarnych. Prawie wszyscy zawodnicy mieli osłonięte twarze starali się jechać jak najbliżej tego poprzedniego, tak ażeby jak najbardziej osłonić się od wiatru. W takim stylu mozolnie parli na przód. Na 8 kilometrze jakiś gość zasłabł. Widok jego bezwładnego ciała które kibice ściągali pośpiesznie z trasy biegu nie nabawiał optymistycznie. Na tym etapie zawodnicy biegnący na dystansie 76km wymieszali się z zawodnikami z 54km. Nie zdążyłem zarejestrować z której grupy był nieszczęśnik. Po raz pierwszy widziałem taką akcję na zawodach nart biegowych.

Po 16 kilometrach Batman z grupą innych narciarzy wjechał do wioski Bois d’Amont. Radość francuskich wieśniaków była przeogromna. Częstowali wszystkich ciepłymi napojami, suszonymi owocami i lokalnym serem. Francja została wyzwolona po raz kolejny! Po kilku łykach i kęsach ruszył dalej, tym razem w przeciwnym kierunku przez jakieś kilkaset metrów. Cóż to były za metry! Ciepłe, słoneczne i generalnie prawie nic nie musiał robić – wiatr pracował za niego. Jego peleryna nagle wyznaczała mu kierunek jazdy. Tym sposobem znalazł się u podnóża leśnego podbiegu prowadzącego do Les Ministres. Przy okrzykach francuskich wieśniaków zaczął wspinaczkę.

Wjechał do lasu gdzie było bezwietrznie i zupełnie cicho. Gdyby nie ciężkie oddechy innych i dźwięk skrzypiącego śniegu spod nart byłoby zupełnie bezdźwięcznie. Wszyscy jechali dalej w tym samym celu – wyzwolić kolejne wsie i przynieść kolejnym wiadomość o wyzwoleniu spod tyranii ociężałości i starzenia się w fizycznej niemocy. Ich różnokolorowe sylwetki poruszały się w tym samym rytmie z lewa na prawa i zostawiały na śniegu miliony znaków V – znaków zwycięstwa. Mimo że znaki prędzej czy później się roztopią, w tym roku już są zwycięzcami, a za rok zawalczą jeszcze raz.

Na około 25 kilometrze w Les Ministers skończył się podjazd i trasa stała się bardziej urozmaicona. Chyba najgorsze już za mną – pomyślałem i mój optymizm dodał mi skrzydeł. Zacząłem konsekwentnie wyprzedzać kolejnych narciarzy. Wiatr nie był już tak dokuczliwy jak na początku – lekkie górki i wzniesienia rozbijały jego impet i jechało się znacznie przyjemniej. Lokalni francuscy wieśniacy wydawali się być rozmieszczeni w idealnych miejscach i ich wysuszone owoce i ciepłe napoje dodawały energii na kolejne kilometry. Na niektórych stacjach obecność Batman’a ogłaszana była przez prezentera. Generalnie Batman był zdecydowanie najbardziej dopingowanym zawodnikiem na trasie, a jego imię wypowiedziane zostało z francuskim akcentem tysiące razy. Szkoda tylko, że zapomniał założyć swojego nowego pasa, w związku z tym niektórzy mylili go z diabłem. Co ciekawe, pomimo to na ich twarzach pojawiał się uśmiech i pozdrawiali go serdecznie.

Kolejne wyzwolone wioski to Bellefontaine, Chapelle Des Bois, Chaux-Neuve, Petit Chaux i ostatnia – Mouthe. Czym bliżej metry tym bardziej podejrzany wydawał mi się odczyt z mojego GPS’a który miał generalnie deficyt około 6km w porównaniu do znaków na trasie. Dopiero wieczorem ze strony z wynikami dowiedziałem się, że trasy na 76km i 54km były oficjalnie o 4km krótsze, a według mojego GPS’a o prawie 6km. Generalnie poziom organizacyjny począwszy od strony internetowej, serwisu na trasie i bufetu na mecie (którego nie udało mi się zlokalizować), nie był na najwyższym poziomie. Czym na pewno ten wyścig się wyróżnia ponad inne, to jego trasa – jest niesamowicie przepiękna, urozmaicona, trudna, no i dłuższa niż wszystkie inne. Mój kolega z klubu narciarskiego mówił, że nie zawsze jest w Jurze wystarczająco śniegu. W tym roku jednak nie było z tym problemu.

Na mecie czekała na mnie cała brygada: Ania, Pola, Asia, Tymek, Misiek i Marlon i tysiące francuskich wieśniaków.

Dzięki wszystkim bardzo za kibicowanie pomimo siarczystego mrozu, transport i zdjęcia. Szczególne podziękowanie dla Asi i Miśka za gościnę – było tak fajnie, że możecie być pewni że przyjedziemy jeszcze raz ;)

Z czasem 3h:56:39, zająłem wśród meżczyzn miejsce 89 na 378. Wśród swojej grupy wiekowej „Veteran 2” byłem 8 na 39. GPS Wyniki Zdjęcia Hurpa!

La TransJurasSienne 2012 – 25CT Misiek

By , 11 lutego 2012 22:10

„Francuska Syberia” tak nazywany jest rejon w którym rozgrywane są zawody La TransJuraSienne. W tym roku chyba szczególnie daje się to we znaki. Szczególnie – gdyż w całej Europie panują mrozy, a w Jurze dodatkowo mocno wiało i jest super zimno. Chyba – gdyż byliśmy w tym rejonie w tym roku po raz pierwszy, więc ciężko powiedzieć czy jest to normą. Po raz pierwszy, ale za to dużą ekipą. Misiek, który w tym roku przeprowadził się do przylegającej Szwajcarii, Marlon, który wpadł na coroczną zimową wizytę oraz Batman planujący start w drugim dniu zawodów.
Misiek wystartował na dystansie 25km stylem klasycznym, który ukończył w wspaniałym stylu. Oto krótki z nim wywiad:

Batman: Co skłoniło Cię do podjęcia tego sportu?
Misiek: Okolica… Coś trzeba robić zimą.
Batman: Dlaczego wystartowałeś w tych zawodach?
Misiek: Bo startuje też w nich Batman.
Marlon: Bo pogoda jest najbardziej przeje***a.
Batman: Jaka była Twoja strategia?
Misiek: Zmieścić się w limicie czasowym. (cel został osiągnięty!)
Batman: Było ciężej niż się spodziewałeś?
Misiek: Nie, nie było ciężej, ale było zdecydowanie zimniej. Ciężkie też były zjazdy, duża prędkość, zakręty i cztery gleby.
Batman: Jakie plany na przyszłość?
Misiek: Jeszcze pewnie zrobię coś w tym sezonie, ale muszę się rozenać co jest dostępne w okolicy.
Marlon: Życzę Ci samych sukcesów w przyszłych startach i lepszych warunków atmosferycznych.
Batman: Marlon – kupiłeś buty i rolki, jakie masz plany związane z tym?
Marlon: Teraz muszę kupić półkę na buty i rolki.
Batman: Powodzenia!

Misiek z czasem 3h18 zajął 82 miejsce na 109 mężczyzn. Wyniki.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com