Posts tagged: półmaraton

Halwillerseelauf i życiówka

By , 18 października 2013 22:08

Cztery lata temu byliśmy z Anią w Beinwill am See na półmaratonie wokół jeziora Hallwiler w dwójkę. Czytaj tutaj.
W ostatnią sobotę w czwórkę: Ania, Pola, Maksiu i ja.

Cztery lata temu przebiegłem w 1:31:39, tym razem udało mi się wykręcić życiówkę 1:28:06.
Starzeję się jak czerwone wino ;)

Już za trzy tygodnie Maratona Ticino.

Hurpa!

Wyniki GPS

Geneva (half)marathon by Misiek

By , 8 maja 2012 20:43

UWAGA: Debiut na dystansie półmarathonu w Genev’ie!!! Misiek w promieniach słonecznych odbijających się od lustra wody Genev’skiego jeziora oświetlającego jego pełny uśmiech zameldował się z czasem 2:07 na mecie. Bieg odbył się pod patronatem Unicef’u, który Misiek wspiera duchem, ciałem i umysłem. Serdeczne gratulacje!

Czas: 2:07:42; Miejsce 2042 na 2384 wśrśd mężczyzn ; Foty

5 Poznań półmaraton

By , 1 kwietnia 2012 16:05

To już mój trzeci półmaraton w Poznaniu. Niestety kolejny raz scenariusz opisujący reakcję mojego organizmu się powtórzył: czwartek po treningu pełen optymizm, wszystko ok, samopoczucie na piątkę, natomiast w piątek rano ból głowy, osłabienie, katar, samopoczucie zero. Zapewne ostatni tydzień pełen różnych podróży i notoryczny niedomiar snu nie był bez znaczenia. Pomimo szybkich środków zaradczych w niedzielę rano czułem się źle. Ale nie odpuściłem. Pogoda była w porządku: słońce, trochę wiatru i około 3 stopnie w plusie. Na starcie stanąłem razem z 4800 zawodnikami z całej Polski i kilku innych państw. Od początku biegłem równym tempem w okolicach 5 minut/km ponieważ z kolejnymi kilometrami, pomimo osłabienia ogólnego, sił starczało więc po pierwszych 7km lekko przyspieszyłem, cały czas biegło się wyjątkowo dobrze więc po kolejnych 7km jeszcze przyspieszyłem, w końcu po 20km przyspieszyłem jeszcze bardziej i wykręciłem życiówkę :-)

Udało się dobiec w czasie 1:43:25 netto zajmując 1131 miejsce na ok. 4592 sklasyfikowanych. Podsumowując: było super – jak to w Poznaniu – teraz kilka dni leczenia przeziębienia :-( i do kolejnych treningów.

hurpa ks

Krzysztof Stępień czas netto 1:43:25 mjsc 1131/4592

PS. Może nie ładnie się chwalić ale  w kwietniowym numerze polskiego wydania RunnersWorld pojawiła się notatka o moim starcie na Saharze z podaniem linku do hurpaguns.com :-)

Richmond Half Marathon by Ola & Tom’sky

By , 25 listopada 2011 23:46

Z opóźnieniem, ale to w końcu po drugiej stronie Atlantyku… news’y od Oli i Tom’a:

„Hej Krzychu i cała reszta Hurpaguns,

Chcielibyśmy pogratulować wszystkim Hurpagunom wspaniałych osignięć i rekordów życiowych :) Mamy nadzieję że któregoś pięknego dnia Hurpaguns zawita tutaj do nas na jakiś mały triathlon albo maraton :) Może na NYC ??? W przyszłym roku.

Małe sprawozdanie z naszego osiagnięcia w zeszłą sobotę.

Tutaj na początek z lokalnej tv na temat naszej corocznej imprezy.

Nie załapaliśmy się nigdzie do TV chyba nas wycieli ;)
Poza tym był to nasz trzeci już udział w tej imprezie, ostatni był w 2009.
W tym roku pogoda nam bardzo dopisała, było pięknie i słonecznie jak widać na tym urywku z TV. Choć było dosyć chłodno. Ja się wybrałam bez rękawiczek bo stwierdziłam że się szybko rozgrzeję, reszta się rozgrzała a ręce jak były zimne tak pozostały zimne przez całe 13, 1 mili. Poza tym ciężko było już na 9 mili, ale jakoś do końca się doczłapaliśmy. Tomski za mną więc mnie to tym bardziej cieszy:)

Rezultaty są tutaj, a zdjęcia tu: Ola i Tom

Parę słów od Tomskiego:

Hiya Chris,

Thanks for encouraging our running- I remember a good trip over Shotover with you. I enjoyed my comfortable 1/2 marathon last weekend- maybe I will train more this year! I don’t think I will ever have Ola’s glazed eyes of incomprehension of why there are these people in front of her; she is competitive. Hope to see you in Switzerland some time…or on this side of the pond :)”

Ola – czas: 1:36:39, miejsce: 306/6260, w kategorii: 8 !!!
Tom – czas: 1:46:00, miejsce: 846 /6260 , w kategorii: 62

Międzynarodowy Półmaraton Kościański

By , 6 listopada 2011 18:35

Rekord nie rekord :-)

Już po raz trzeci udało mi się wystartować w półmaratonie Kościańskim (szkoda, że byłem sam). Jak co roku motywy były takie same: ostatni poważny start w roku, płaska trasa, miasto z którym jestem związany zawodowo. W tym roku dodatkowym atutem była pogoda. Wyjątkowa jesień rozpuszcza nas w sposób niekontrolowany stawiając wysoką poprzeczkę na przyszłe lata. Dzisiaj nie było żadnej chmury na niebie a temperatura oscylowała wokół 15 stopni. Wszystko to w połączeniu z czerwono-żółto-brązowo-zielonymi barwami liści sprawiało doskonałą atmosferę na starcie i w trakcie biegu. Dodatkowo rekord frekwencji ponad 1050 osób – więc i orgi miały powód do zadowolenia. Nad organizacją rozpisywać się nie będę – po prostu jak zawsze wszystko było ok.

Moje nastawienie było niesprecyzowane – z jednej strony oczywiście chciałem pobiec szybko ale z drugiej maraton trzy tygodnie temu, choroba i ostatnie wyniki na treningach nie nastawiały optymistycznie. Niemniej jednak wszystkie pozytywne okoliczności o których wspomniałem wcześnie sprawiły, że postanowiłem zaryzykować. Pobiegłem równym tempem przez cały dystans, co mi się nieczęsto zdarza – z reguły wysiadam w końcówce. Tym razem udało się utrzymać dość równe tempo przez całe 21km – pomiędzy 4:50 a 5:05 min/km. Pozwoliło mi to na poprawienie ubiegłorocznego rekordu z Kościana aż o 5 i pół minuty. Pobiłem życiówkę brutto o 17 sek i zbliżyłem się do życiówki netto o 9 sek. – podsumowując jestem b.zadowolony, rezultat lepszy niż oczekiwania.

Biegło się naprawdę fajnie, cieszę się, że zaryzykowałem i podkręciłem sobie poprzeczkę tym bardziej, że po biegu czułem się ok. Teraz mogę z optymizmem patrzeć na kolejne starty. Dodatkowym elementem wpływającym na dobry wynik byli dopingujące mnie kibice dodający energii na trasie. Bardzo fajnie spędzone popołudnie – następny etap dużo poważniejszy – Sahara.

Hurpa

Krzysztof Stępień netto 1:44:04 (brutto 1:44:13) mjsc. 415/937 (w kat 49/106)

PS. Zapomniałem o jeszcze jednym bardzo ważnym czynniku motywującym – Rogale Marcińskie – ponieważ zbliża się 11 listopada więc po takim biegu można z czystym sumieniem zasuwać do cukierni :-)

4 półmaraton Poznań 2011

By , 3 kwietnia 2011 17:15

Jak co roku :-) na przełomie marca i kwietnia w Poznaniu organizowany jest półmaraton. W roku ubiegłym wystartowaliśmy silną ekipą w osobach KT, PK i KS. W tym roku niestety :-( próżno było szukać na starcie przedstawicieli Hurpaguns (z wyłączeniem mnie) a na trasie wiernych kibiców. Niestety tak się złożyło, że nikomu „nie było po drodze” do startu w Poznaniu. Ja bez względu na wszystko nie mogłem sobie odpuścić imprezy w rodzinnym mieście. Warunki były wymarzone, bezchmurne niebo, temperatura ok 15-17 stopni, lista startowa zamykajca się powyżej 4 tysięcy. Nic tylko biec. I rzeczywiście – początek super, przy dopingu poznaniaków i niezliczonej liczbie kapel zagrzewających do współzawodnictwa nawet mój staw skokowy nie bolał. Strategie miałem prostą i sprawdzoną z ubiegłorocznej Piły – piję na każdym punkcie czyli co 5km, a po 13km wciągnę gluta w postaci „smargli” żelowych o smaku E ileśtam, nazwanego żelem porzeczkowym. Wszystko szło bardzo dobrze, atmosfera super, słońce dogrzewa, mój czas po 10km na życiówkę, a ja się czuję bardzo dobrze – byłem wniebowzięty – aż do 11km. Niestety tak jak czasami każdy z nas wpadł samochodem w jedną z miliona dziur w polskim asfalcie, ja dokładnie w połwie dystansu nie zauważyłem wyrwy w ulicy i niefortunnie postawiłem prawą nogę na krawędzi – przeszywający ból skręconej kostki spowodował, że cały entuzjazm dzisiejszego dnia prysł jak balonik z napisem 1:40. Na chwilę mnie zamroczyło, zdecydowanie zwolniłem i kuśtykającym truchtem posuwałem się do przodu myśląc co robić. Ponieważ połowa dystansu znajduje się po drugiej stronie miasta w stosunku do mety uznałem, że i tak muszę się jakoś doczłapać do samochodu – więc biegnę dalej. Z zaciśniętymi zębami pokonywałem kolejne kilometry tracąc cenne sekundy na każdym kilometrze. I tak dobrnąłem do samego końca. Stopa cały czas dawała ostro znać o sobie, jednak w tym przypadku chyba bezsensowna wola walki doprowadziła mnie do końca.
Na mecie wylądowałem w czasie netto 1:46:59 tym samym pomimo kontuzji poprawiłem czas z ubiegłego roku o prawie 4 minuty, zajmując 1011 miejsce na 3.500 sklasyfikowanych (w kat. 111/330).
Po odebraniu medalu i uzupełnieniu płynów podążyłem do oddalonego o ok. 1,5km auta i w tedy zrozumiałem, że to co pozwoliło mi biec z urazem to adrenalina, która odpuściła na mecie – ledwo się doczłapałem do auta, jakoś wsiadłem i dowiozłem się do domu – tu jeszcze większe zaskoczenie – nie mogłem już wyjść z garażu i dojść do domu. Po zdjęciu buta okazało, że moja kostka jest w wymiarze XXL – niestety również napier….. W tej chwili po doraźnej interwencji Beaty leżę na kanapie – chodzić nie mogę :-( Mam tylko nadzieję, że to zwykłe skręcenie, które w miarę szybko minie.
Podsumowując – po raz kolejny brawa dla Poznania – impreza super – szkodo tylko, że byłem sam – mam nadziej, że to się zmieni i może powtórzymy maraton na jesień? I jeszcze apel do Zarządu Dróg Miejskich – Panowie do roboty!
pozdrawiam KS

Krzysztof Stępień 1:47:23 (1011/3500)

Diabelski półmaraton w Kościanie

By , 7 listopada 2010 21:44

Niektórzy zdobywają himalaje (gratulacje – ogromnie zazdroszczę wyprawy) a inni zmagają się z samym sobą podczas kolejnych startów. Dzisiaj razem z Rafałem stanęliśmy na linii startu (i jak się okazało po niespełna 2 godzinach również mety) Międzynarodowego Półmaratonu Kościańskiego. Dla mnie był to już drugi start w tej imprezie i podobnie jak w ubiegłym roku motywami do startu oprócz sprawdzenia samego siebie był sentyment do miejscowości i chęć przygotowania miejsca na obżarstwo rogalami marcińskimi, które nastąpi już w najbliższy czwartek.

Przyznam, że zdawałem sobie sprawę ze swojej kiepskiej formy (trzy tygodnie po maratonie nie zrobiłem nic, ponadto byłem permanentnie chory i miałem na głowie trochę różnych spraw) i nie liczyłem na wynik – jednak nie mogłem sobie odmówić przyjemności kolejnego startu w półmaratonie nawet mając świadomość naprawdę kiepskiej formy. W osiągnięciu lepszego wyniku nie pomógł nawet mój diabelski numer startowy – 666.

Trasa, która w ubiegłym roku wydawała mi się doskonała – dzisiaj z punktu widzenia „doświadczonego” biegacza obnażyła swój chyba największy mankament – była prowadzona prze uliczki miasta co chwile skręcając o 90 stopni lub robiąc nawroty o 180 stopni – niewątpliwie wybija to z rytmu. Niemniej jednak przez pierwsze 16km biegło się całkiem fajnie – niestety końcówka to już tyko walka z dystansem i tempo na poziomie 5:30. Wszystko to spowodowało, ze zameldowałem się z czasem netto 1:49:27. Pomimo iż był to czas dalece odbiegający od rekordu z Piły to i tak byłem zadowolony – w końcu poprawiłem ubiegłoroczny wynik o prawie 15 minut :-) Pogoda też nas za bardzo nie rozpieszczała – ok. 5 stopni i przez drugą godzinę padał deszcz – tym samym dobiegliśmy do mety przemoczeni co przy tak niskiej temperaturze nie było najprzyjemniejsze – ale co tam w końcu jesteśmy zaHURPowani.

Rafał, który usilnie odmawia biegania z czasomierzem najprawdopodobniej wykręcił życiówkę i „zszedł” poniżej dwóch godzin – także również był zadowolony ze startu i mogę śmiało powiedzieć, że jest już kolejnym „zarażonym”.

Reasumując – impreza bardzo dobrze przygotowana, trasa zabezpieczona a i czasy zadowalające biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Oczywiście było by fajnie wykręcić lepszy wynik ale i tak się cieszę, że mimo iż wiedziałem, że to nie „mój dzień” zdecydowałem się na start i oderwanie od rzeczywistości. Myślę, że to już ostatni długi start w tym roku także sezon w zasadzie zamknięty (poza startem na 5km  w ramach drugiej edycji GradPrix Poznania w biegał przełajowych – wylicytowałem sobie nr 5 na wszystkie starty) – pozostaje tylko ciężka praca podczas zimowych treningów.

PS. Chłopaki a Wy co? Zapadliście w sen zimowy, nie dajecie znaku życia?

pozdrawiam gorąco z zimnego i deszczowego Poznania – KS

Czasy brutto (niestety nie było chip’ów):

Rafał Namysł 1:59:41 598/723

Krzysztof Stępień 1:49:47 457/723

Internationaler Greifenseelauf 2010, Uster

By , 18 września 2010 23:14

Wcale się na to nie zapowiadało i wogóle się tego nie spodziewałem. Miał to być start typowo treningowy i ostatni sprawdzian przed maratonem w Poznaniu. Plan był prosty, trzymać się pacemaker’a na 1h:30 i nie pozwolić się mu zbytnio oddalić. Przy okazji wypróbować sprzęt i zweryfikować strategię żywieniową. Dodatkowo przeprowadzić zupełnie nieplanowany, spontaniczny test, czy wypicie pięciu browarów w przeddzień zawodów szkodzi, czy też nie, i czy jest swego rodzaju carbo-loading‚iem.

Bieg, a raczej biegi, gdyż było kilka dystansów od 5km do 21,1km dla dorosłych i biegi dla dzieci, odbywały się w miejscowości Uster nad jeziorem Greifensee, gdzie rok wcześniej startowaliśmy wspólnie w Uster Triathlon. Trasa 21,1km obiegała jezioro i kończyła się w mieście, 50% asfalt/ 50% polna ścieżka z kamieniem na 10km, który idealnie wpasował się w podeszwę mojego buta i towarzyszył mi już do samego końca. Trochę byłem na niego zły na początku, że tak bez pytania się do mnie przyczepił, ale najwyraźniej miał jakąś pilną sprawę do załatwienia w mieście, i już na mecie mu wybaczyłem. Pogoda była rewelacyjna: chłodno i słonecznie, bez huraganów, gradobicia czy oberwania chmur.

Na starcie okazało się, że jest dwóch pacemaker’ów na 1h:30, według słusznej zasady „hope for the best and prepare for the worst”. Doszli mnie na 8km i trochę mnie zaskoczyli, gdyż mój zegar pokazywał że mam sporo zapasu i jak utrzymam tempo będę conajmniej minutę poniżej 1h:30. Niemniej jednak mnie doszli i wyprzedzili co nie było zbyt budujące. Trzymałem się z nimi do 16km i postanowiłem trochę przyspieszyć żeby zbudować przewagę przed 18-19km, gdzie było nieprzyjmnie pod górę. Dosłownie 300m przed metą, ukazała mi się koszulka kolegi z tutejszego klubu cross-country skiing, i potraktowałem to jako ostatnie wyzwanie tego biegu. Wraz z kamieniem wyprzedziliśmy go o 3 sekundy! Pacemaker’zy wpadli na metę 20 sekund po mnie, co potwierdza teorie, że byli trochę narwani.

Tym samym o całe ;) 4 sekundy poprawiłem mój rekord życiowy, który udało mi się osiągnąć 10 lat temu w biegu po nowo otwartym moście Øresund pomiędzy Copenhagen (Danią) i Malmoe (Szwecją). Wow! Szczerze, nie spodziewałem się że bedę jeszcze kiedyś w stanie pobiec tak szybko. Byłem wtedy o 8kg lżejszy i o 10lat młodszy (24-34). Tym bardziej że wówczas trenowałem tylko bieganie i przebiegałem znacznie więcej kilometrów niż ostatnimi czasy. Najwyraźniej wszystko przede mną. :)

Apropos piwa, to polecam piwo drożdżowe tzw. Hefe-Weissbier, które jest drugim po wątróbce wieprzowej najlepszym źródłem żelaza. A jak wiadomo deficyt żelaza jest zmorą biegaczy długodystansowych. Do dostania w Polsce, np. Paulaner. Ta rewelacyjna informacja pozwoli Ci poprawiać formę nawet w towarzystwie. ;)

Krzysztof Tomczak, 21.1km, 1:28:33, ogółem: 437/5448, kategoria: 60/685, wyniki, GPS

XX Międzynarodowy Półmaraton w Pile

By , 5 września 2010 19:01

W ramach przygotowań do poznańskiego maratonu postanowiłem sprawdzić swoje postępy w pilskim półmaratonie. Poza tym trochę z zazdrością patrzyłem na kumpli, którzy w tym smym czasie starowali w Borównie na magicznym dystansie Ironman 70.3 (mam nadzieję, że też kiedyś mi się uda) i nie chciałem być tylko kibicem, dlatego uznałem, że trzeba startować.

Wracając do Piły to impreza bardzo fajna i duża (ponad 1.700 osób ukończyło) – dobrze przygotowana (dużo sponsorów), fajna trasa (dosyć prosta – tylko jeden podbieg ok. 1km). Pogoda dopisała, więc wszystko super.

I udało się – poprawiłem wynik z Poznania o parę minut – zameldowałem się na mecie po 1 godzinie 43 minutach i 54 sek. Czyli plan wykonany i potwierdzenie, że ciężkie treningi nie idą na marne co mocno podnosi na duchu.

Razem ze mną biegł Rafał dla którego był to całkowity debiut – nie poddał się i ukończył swoją pierwszą połówkę :-) w czasie netto 2:04:26 (identycznie jak mój debiut w ubiegłym roku) – gratuluje.

Przy okazji znów miałem miły akcent osobisty: jedną z klasyfikacji były mistrzostwa Wojsk Lądowych i w związku z tym wojaki prezentowali sprzęt który na co dzień towarzyszy im w ciężkiej służbie. Najokazalszym  eksponatem była cysterna do wody z naszej fabryki :-) czyli made by celtech – drobiazg ale cieszy.

PS. Właśnie dowiedziałem się o nieziemskich wynikach chłopaków w Borównie – ogromne gratulacje i do zobaczenia w Poznaniu na maratonie.

KS

Rafał Namysł czas netto 2:04:26  1514/1721

Krzysztof Stępień czas netto: 1:43:54 778/1721

3 Połmaraton Poznań 2010

By , 28 marca 2010 16:32

Udało się – zaliczyliśmy 3 Poznań Połmaraton w szerokim gronie na linii startu stawili się: Krzysztof Tomczak, Przemek Kuczera i Krzysztof Stępień (gospodarz zlotu Hurpaguns). Pogoda była całkiem znośna: 12-13C, bez deszczu, jedynym mankamentem był wiatr, który na niektórych odkrytych fragmentach trasy lekko dokuczał. Nastroje przed startem były bojowe pomimo tego iż zgłaszane były pewne problemy (Przemek miał problemy z kolanem a ja byłem dość mocno przeziębiony). Pomimo tego wszyscy dotarliśmy do mety odnotowując bardzo dobre czasy netto:

Krzysztof Tomczak: 1:29:49 (216/2467) GPS

Przemek Kuczera: 1:48:14 (1086/2467)

Krzysztof Stępień: 1:50:47 (1227/2467)

Na trasie dopingowała nas najsilniejsza grupa kibiców z Uniwersytetu Ekonomicznego, której kapitanem była dr Beata Stępień (wszystko działo się w ramach zająć i zaliczenia seminarium magisterskiego). Natomiast na mecie oczekiwały na nas Basia z Ksenią w drodze i Ania z Polą – najmłodszą funką hurpaguns. Oczywiście nie zabrakło również Marcela z instrumentem wspomagającym w postaci trąbki.

Wszyscy całość imprezy oceniają wzorowo co mnie jako poznaniaka specjalnie nie dziwi :-) Brawo dla organizatorów za pacemakerów, kapele na trasie i doping poznaniaków. Do zobaczenia za rok.

kilka fotek do obejrzenia w galerii.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com