Posts tagged: trening

Akademia triathlonu i GP Poznania w przełajach

By , 23 stycznia 2011 14:36

Tegoroczna impreza w Suszu zapowiada się na nie lada atrakcję w skali całej Polski. Będzie to na pewno największa impreza triathlonowa w kraju – do tego dystans, który stanowi nie lada wyzwanie dla nie jednego triathlonisty o pozostałych zapaleńcach rowerów czy biegania nie wspominając.

Organizatorzy chcąc maksymalnie popularyzować wydarzenie postarali się o dodatkowe atrakcje związane z zawodami. Oprócz udziału gwiazd, które z pewnością sprawią, że będzie to wydarzenie medialne, postanowiono wspomóc amatorów oferując im dwie formy wspomagania treningu:

1 – internetowe wydanie akademii triathlonu z programami treningowymi – tutaj wg mnie popełniono ogromy błąd, mianowicie aby się dostać do jakiejkolwiek treści serwisu trzeba się zalogować i … zapłacić – wg mnie to duża przesada ale cóż widocznie przyświecała zasada biznes to biznes – nie wiem czy w tym przypadku jest to właściwe podejście jeżeli chce się popularyzować dyscyplinę.

2 – „realne” wydanie akademii triathlonu – w największym miastach w Polsce postanowiono stworzyć cykl treningów przygotowujących do finału czyli 1/2 IM w Suszu.

Z uwagi na fakt, że jednym z tych miast jest Poznań oraz moje rozleniwienie obejmujące ostatnie tygodnie postanowiłem zainwestować 250zł miesięcznie i spróbować. Dzisiaj jestem po pierwszym tygodniu treningów i chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Ogólna moja ocena jest co najmniej dobra a wynika to z następujących rzeczy:

  • relatywnie mała grupa – 8 osób – przy założeniu że zawsze kogoś nie ma jest bardzo kameralnie
  • nie ma w grupie tzw. wyjadaczy tym samym poziom jest w miarę wyrównany – wiadomo jedni lepiej pływają, drudzy biegają inni jeżdżą ale wszyscy mają świadomość, że trzeba dużo pracować aby ukończyć 1/2 IM
  • regularny system treningów zmuszający do systematyczności
  • Filip – sympatyczny i doświadczony trener, który mam nadzieję doprowadzi nas do mety.

Zajęcia w ramach akademii obejmują w cyklu dwutygodniowym: 3x basen, 2x rower, 2x bieg i 1x ogólno rozwojowa siłownia. Istotne jest to, że treningi to przede wszystkim technika i trenowanie z głową, a nie tylko pokonywanie kolejnych kilometrów – które to w ramach zadań domowych musimy robić już we własnym zakresie. Także mam nadzieję, że te wszystkie elementy w połączeniu z determinacją doprowadzą mnie do realizacji wyzwania, które sobie narzuciłem – mety w Suszu.

Przy okazji treningu biegowego w sobotę wzięliśmy udział w kolejnym starcie w ramach GP Poznania w biegach przełajowych. Tym razem pogoda wyjątkowo dopisała (oczywiście nie zabrakło atrakcji pt oblodzone odcinki trasy – ale w końcu to przełaje). Ja z uwagi na formę nie liczyłem na cuda –  udało się uzyskać 23:17 co dało mi 198 miejsce na 435 startujących.

W miarę rozwoju treningów będę dzielił się kolejnymi spostrzeżeniami.

Hurpa

ks

Splyw Walensee –> Obersee 2010

By , 22 sierpnia 2010 21:59

W ramach regeneracji sil po sobotnim treningu udalem sie z kolegami z pracy na slyw 20 kilometrowym kanalem laczacym dwa pobliskie jeziora. Woda w kanale pomiedzy 15-19 stopni. Pogoda, widoki i humory dopisaly nadzwyczaj.
Po prostu perfekcyjny Hurpa dzien!
Zdjecia GPS

Sumvitg 05.2010 – czyli co to znaczy rower

By , 9 maja 2010 23:12

Pierwszego maja zamiast udziału w obchodach z okazji święta pracy stawiliśmy się (niestety w ograniczonym składzie – wszyscy nieobecni niech ogromnie żałują!!!!!) w uroczej alpejskiej wiosce Sumvitg – nadzieje na podbój Alp były całkiem spore lecz pogoda jaka nas przywitała zdecydowanie ograniczyła nasz entuzjazm. Było zimno, pochmurno, mglisto i padał deszcz.

Tak więc w niedzielę wyruszyliśmy tylko na rekonesans potencjalnych tras samochodem i krótki rozbieg po okolicznych górkach. Kolejne dni były już bardziej ambitne ale i tak nic nie zapowiadało spektakularnego zakończenia. Tak więc trenowaliśmy w deszczu i zimnie testując nasze wodo i mrozo odporne ubrania – które jak się okazało nie zawsze spełniały pokładane w nich nadzieje i za każdym razem wracaliśmy z przemoczonymi butami. Mimo tego nie poddawaliśmy się i twardo pokonywaliśmy kolejne kilometry zastanawiając się jak człowiek może wdrapać się tak wysoko rowerem. W tzw międzyczasie regenerowaliśmy się w saunie i biegając po okolicy. W naszych wyczynach wspomagały nas dzielnie Ania i Beata własnoręcznie przygotowując doskonałe posiłki regeneracyjne, które spokojnie moglibyśmy sprzedawać na lokalnym targu (pierogi, chałki, makowce, jabłeczniki, bułki maślane – wszystko było the best)

Pogoda nas nie rozpieszczała – jednej nocy spadło ok. 15cm śniegu – mimo tego nie odpuściliśmy i również wybraliśmy się w góry. Do powrotu zmusiły nas koleiny w śniegu na wysokości ok. 1800 mnpm, o które zahaczały pedały naszych rowerów – w przypadku szosówek dalsza jazda w takiej sytuacji w zasadzie jest niemożliwa. Pomimo niesprzyjającej aury apetyty mieliśmy mocno wyostrzone na jedną z okolicznych przełęczy o wysokości powyżej 2000m – niestety warunki były na tyle złe, że przejazd był niemożliwy – drogi na wysokości ponad 1.900 m były zasypane śniegiem – do czwartku :-)

I stało się – wyszło do nas słońce odsłaniając uroki szwajcarskich Alp. Wybraliśmy się na cały dzień nad Zervleilasee (ogromna tama i elektrownia wodna) 1.850mnpm – było fantastycznie. Drogi malownicze, ruch minimalny a ostatnie naście kilometrów tylko my, nasze rowery i Alpy. Zmęczeni ale pod ogromnym urokiem tego miejsca na drugi dzień wybraliśmy się tam wszyscy razem jeszcze raz samochodami.

Po dniu odpoczynku sobotni ranek okazał się po prostu wymarzonym dniem na wyprawę rowerową. Piękne słońce temp. ok 10 stopni i informacje, że najbliższa przełęcz została otwarta. Decyzja była szybka – jedziemy.

Jak się okazało po powrocie dla mnie było to jedno z największych przeżyć podróżniczych w życiu. Było po prostu perfekcyjnie. W pierwszej kolejności wdrapaliśmy się na Oberalppass 2.046 mnpm. Słońce świeciło tak mocno i widoki były tak urocze, że po zdobyciu rowerem tej pierwszej w życiu przełęczy pow. 2 tys. postanowiliśmy jechać dalej. Zjechaliśmy na 1.500m do Andermatt i dalej w stronę przełęczy FurkaPass – co prawda wiedzieliśmy, że jest zamknięta ale zdecydowaliśmy brnąć tak długo jak się da. Po kolejnych 15km znaki i szlabany na drodze oznajmiły nam, że droga jest zamknięta. Ponieważ asfalt był całkowicie suchy oczywiście postanowiliśmy jechać dalej… aż dojechaliśmy na 2.289mnpm. Nie da się opisać wrażenia jakie towarzyszy jadącemu kolarzowi pośród absolutnej ciszy (droga zamknięta dla ruchu), ogromnych zasp śnieżnych i widoków zapierających dech w piersiach. Nawet spływający po twarzy pot, ogromne zmęczenie i odmawiające posłuszeństwa mięśnie nóg wydają się wtedy niezauważalne. To po prostu trzeba przeżyć. Do zdobycia samego szczytu przełęczy pozostało nam ok. 150 metrów przewyższenia (ok. 2km drogi) Niestety pomimo tego że doskonale widzieliśmy przełęcz droga była całkowicie zasypana i musieliśmy wrócić. Do domu zostało nam 60km i pokonanie po raz drugi w tym dniu Oberalppass. Wycieczka była niesamowita. Dla zobrazowania wysokości poniżej przekrój trasy:

Ale się rozpisałem :-). W podsumowaniu dodam jeszcze tylko trochę statystyk:

przez 7 dni przejechaliśmy na rowerze 350km (dodatkowo przebiegłem 18km, a Mariusz 9)

pokonaliśmy ok. 7.500m przewyższenia, straciliśmy ponad 15.000 kalorii. Wszystko to zajęło nam niespełna 21 godzin.

Oczywiście nie było by to możliwe gdyby nie doborowe towarzystwo – jeszcze raz ogromne podziękowania dla wszystkich w szczególności dla Krzyśka T. (mam nadzieję, że dopisze coś od siebie) za zorganizowanie zjazdu. Było po prostu doskonale – do następnego razu. Hurpa.

Trochę fotek w galerii.

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com