Posts tagged: triathlon

Triathlon Czerwonak 2014 de première main – Fabian

By , 31 sierpnia 2014 18:10

Fabian: 23/08/2014 minęło pierwsze wydarzenie Cross Triathlon w Akwenie w Czerwonaku : 750m – 26,2km – 11,3km. Koniec lata się zbliża a temperatura dużo przyjemniejsza niż w Poznaniu miesiąc temu. Startowałem z kolegą Pawłem który bardziej się koncentrował na MTB w ostatnich latach ale lubi wyzwania i wszystkie dyscypliny triathlonu.
Raczej mała impreza 105 uczestników zapisanych, 90 startujących, atmosfera kameralna która mi się podoba. Nie ma stresu a widać że ludzie są tutaj aby się bawić.
2 cudzoziemców brało udział ! Ja i anglik który mieszka w Sevilii ale rodzinę ma w Poznaniu. Prawdziwa międzynarodowa impreza !!
Nie miałem specjalnego planu jeżeli chodzi o czas. To mój pierwszy X-Tri i wiem że nie jestem dobry na rowerze a trasa biegu ma górki. Powiedziałem koledze że mogę skończyć ostatni. No i co ? Ktoś musi być ostatni wszystko jedno!
Pływanie odbywa się w jeziorze które zazwyczaj jest rezerwowane dla wędkarzy. 100 osób będą ryby budzić i ten dzień mało z nich skończy na grillu.
Start by w parach co 10 sekund. To ma taki plus że nie ma tłumu w wodzie i jak nie ma tylu uczestników, zostajemy mniej więcej razem a rywalizacja jeszcze ma sens.
Zdecydowanie lubię pływać w otwartej wodzie. 12,5 minut póżniej wchodzę do strefy zmian. W jednej książce na temat treningu triathlonskiego który KS mi dał czytałem że trzeba się spodziewać że w każdym triathlonie coś nie będzie się odbywać według planu. Mądry facet to pisał !
Zegarek GPS/Tętno wsiadł jak wychodziłem z wody. To będzie pierwszy raz od 1,5 roku że jeżdżę/biegam bez tego. Zaczynam jeździć i po kilkaset metrach spróbuję brać coś do jedzenia z torebki rowerowej i… wszystko mi wpadło z ręki.
Trasa rowerowa która się składała z dwóch pętli 13km jest trudna (jak dla mnie co najmniej) : piach na dół zjazdu po 5km i… się rozwalam raz i tak samo drugi raz na koniec pierwszej pętli tracąc czas z walką z niemiłem łańcuchem który zdecydował się zahaczyć w pedałach. Od zewnątrz wyglądam prawdopodnie śmiesznie, trochę a la Buster Keaton chyba. W drugiej pętli wiem gdzie mam jeździć a gdzie nie. Lepiej mi idzie i kończę po 1h24. Mizerny czas ale jestem cały.
Bieg się zaczyna jako trasa terenowa z dziurami i fose na ścieżce. Ciekawy początek. Wolno biegam ale dobrze się czuję. Zacząłem od 3 tygodnie trenować dla maratonu w Poznaniu na październik i czuję że naturalnie biorę tempo w którym najczęściej trenuję. Nie będę bić rekordu. Nie po to tutaj jestem i się oszczędzam ;-)
Wiem że trasa wiedzie na Dziewiczą Górę (145m) na piątym czy szóstym kilometrze ale po 4km trasa nadal jest raczej płaska. To mnie nie niepokoi bo to znaczy że kąt pochylenie będzie gwałtowny. Nie spieszę się i spróbuję odpoczywać biegnąc regularnie. Na końcu to idzie do góry.. stromo jak się bałem. 50m muszę chodzić ale resztę mogę jeszcze przebiec do szczytu wyprzedzając 2 osoby które szybszej biegały wcześniej.
Szczyt na reszcie !, Zostaje tylko 6km idąc w dół. Pierwszy raz w tych zawodach widzę wolontariuszy który rozdają wodę i kurtynę wodną.
Mam jedną pretensję do organizacji. To jest pierwszy punkt wyżywienia od początku. Już startowałem ok. 2h20 temu a ostatni nie jestem. Trochę mało nie ? Na T2 brałem z sobą 1/2l Iso który zawsze mam w skrzynce w razie czego. Dobra inspiracja, nie przeżył bym do końca bez tego.
Biegnę dalej, trasa jest łatwiejsza a… 1,3km przed metą, straż pożarna rozdaje wodę. Miłe zaskoczenie ale dziwne nie ? Osobiście widziałbym punkt wyżywienia tuż po strefie zmian i na szczycie. Tym bardziej że szczerze mówiąc, w regulaminie układ punktów nie był jasno tłumaczony.
Wszystko jedno nie skończyłem ostatni w 2h 58. Zmęczony ale zadowolony. Krajobrazy podczas biegu były fajne w polach i w lesie, pływanie wygodne i trasa rowerowa MTB dała trochę więcej doświadczenia na zawodach.
Dopingowanie miałem na trasie . Moja kochana Marcelina, KS z córeczką i większość rodzinny Pawła który kończył 13 minut przede mną z super czasem na rowerze. Oni robią wrażenie kiedy zaczynają krzyczeć ! Inny zawodnicy byli zazdrośni ! Dzięki bardzo za kibicowanie !
Czuję że dużo więcej osób będzie uczestniczyć w tej imprezie za rok. Pierwsze udane wydarzenie dla organizatorów.

Ironman Zürich 2012 cz.2.

By , 16 lutego 2013 11:50

…IM Zurich cz. 1

Jak to zwykle bywa w triathlonach, po pływaniu był rower. Wskoczyłem na swojego Felta i ruszyłem w trasę. Już po pierwszych 300 metrach powitał mnie widok zakrwawionego gościa i obsługi ściągającej rozwalony rower z trasy. Krew na asfalcie, bolesna kontuzja, zniszczony sprzęt i koniec zawodów dla nieszczęśnika. Najprawdopodobniej, chciał oszczędzić kilka sekund i próbował założyć buty w czasie jazdy. Na tych pierwszych metrach trzeba bardzo uważać – część zawodników naśladując profesjonalistów robi głupie błędy, które często drogo kosztują i dodatkowo narażają innych. Ludzie zakładają buty, próbują wpiąć się w pedały, zmieniają przeżutki, wyciągają żarcie, zatrzymują się żeby coś poprawić, jeżdżą po całej szerokości drogi, nie patrzą na drogę, wpadają na siebie, itp. Wszystko to po pływaniu, które trochę zakłóca poczucie równowagi, i aby zaoszczędzić kilka sekund, które i tak wśród amatorów nie mają żadnego znaczenia.
Po pierwszym kilometrze już było spokojniej i mogłem przejść na tri bary i wejść pomału w rytm. Pierwsze trzy dychy były płaskie i generalnie na płaskim wszystkich wyprzedzałem. Na podjazdach postanowiłem nie cisnąć zbyt mocno, oszczędzać energię i plecy, które ostatnio wysiadały mi po jeździe po górkach i w związku z tym generalnie byłem wyprzedzany. Już teraz nie pamiętam, czy na pierwszym czy na drugim okrążeniu, pogoda załamała się kompletnie i zaczął lać ciężki, mroźny deszcz. Byłem kompletnie przemoczony i zmarznięty. Niektórzy tego dnia załapali się również na grad. Mi na szczęście udało się obyć bez tej atrakcji.
Trzy razy przy zjazdach z górek opróżniłem pęcherz w trakcie jazdy, dzięki czemu podczas całych zawodów nie miałem żadnych fizjologicznych przestojów. Podczas roweru skorzystałem tylko dwa razy z podawanych bidonów z wodą i iso. Żarcie miałem swoje.
Pod koniec roweru miałem dość pedałowania a mój tyłek dość siodełka. Bez problemów porzuciłem Felta w strefie zmian, zmieniłem skarpetki i buty i ruszyłem w trasę biegową.
Pierwsza dycha była bardzo przyjemna. Pod koniec drugiej wiedziałem że nie będę w stanie złamać 11 godzin i postanowiłem trochę odpuścić. Przy trzeciej dyszce, zacząłem przechodzić przez stacje z napojami i jedzeniem. Jadłem generalnie kawałki pomarańczy, piłem colę i bulion, zjadłem też ze cztery żele. Po drodze nie miałem kryzysu który zmusiłby mnie do marszu – cały maraton (oprócz niektórych stacji posiłkowych) przebiegłem.
Pogoda podczas biegu również była w kratkę i załapałem się na lekki deszcz. Generalnie temperatura tego dnia mi podpasiła – nie było upalnie i nie odwodniłem się zbyt mocno.
Po niezliczonych godzinach treningów i ponad 11 godzinach zawodów mój cel zrobienia Ironman został osiągnięty.

Czy powtórze to wyzwanie i czy zrobie kolejne zawody na tym dystansie? Najprawdopodobniej tak. Czy będą to zawody pod znakiem Ironman? Najprawdopodobniej nie. Uważam, że to ile kosztuje Ironman nie ma nic wspólnego z ideą sportu amatorskiego. Dla niektórych wpisowe jest poza finansowym zasięgiem. Ironman to czysta komercja.

Na trasie dopingowali mnie Ania z Polą, Beata z Anią i Krzyśkiem, Marlon, Vreni z teściami, Mathijas i tysiące widzów – wszystkim ogromnie dziękuje.

GPS rower, GPS bieg, Zdjęcia, Hurpa

Zurich triathlon 5150 – oczami zawodnika i IM oczami kibica

By , 20 lipca 2012 22:17

Zurich triathlon 5150 – czyli wydanie olimpijki wg IRON MAN’a. Korzystając z zaproszenia Krisa na kibicowanie w niedzielnych (15.07.12) zawodach Iron Man skorzystałem z okazji i zapisałem się na olimpijkę organizowaną przez jednie słuszną organizację :-) pod szyldem 5150 na fragmencie trasy i w tej samej bazie co zawody IM odbywajace się nastepnego dnia.

Do startu skusiło mnie kilka elementów: kolejny triathlon na akceptowalnym przeze mnie dystansie, ciekawe miejsce, ogromny rozmach z uwagi na organizatora. Tak więc z samego rana po zaparkowaniu auta trochę na „dziko” (w Zurichu jest to spory problem) zjawiłem się w miasteczku startowym, od razu zaznaczę zorganizowanym w sposób w Polsce niespotykany. Miałem już lekkie pojęcie o trasie (dzień wcześniej po odebraniu numerów zrobiliśmy mały rekonesans po trasie rowerowej – generalnie płaskiej z jednym kilometrowym ale stromym podjazdem), więc w spokoju kręciłem się po tzw.  strefie atletów czekając na start swojej grupy. Punktualnie o 10:40 wskoczyłem do wody razem z ok. 300 innymi zawodnikami. Przez pierwsze kilkaset metrów było naprawdę tłoczno ale jakoś dotrwałem do końca w przyzwoitym czasie 33minut – co biorąc pod uwagę, że gramin pokazał 1,7km jest całkiem ok. Zmiana i w drogę na rower. Tutaj niestety było gorzej – odczuwałem brak treningów co w prosty sposób przełożyło się na wynik, poza tym trzykrotne pokonanie stromego podjazdu dało się we znaki. Kolejna zmiana i przyjemna trasa biegowa pokonana w oczekiwanym aczkolwiek niezbyt szybkim tempie. Łączny czas to 2:57 może nie najlepszy jednak satysfakcjonujący w obliczu świadomości swojej formy. Poza tym kolejne doświadczenie traiathlonowe w dodatku w na tak dużych i perfekcyjnie zorganizowanych zawodach i oczywiście ten doping Beaty z Anią, Ani z Polą i Mariusza – dzięki wielkie.

Krzysztof Stepień 2:57:38 693/852

Wszystko to jednak nic w obliczu tego co wydarzyło się dnia następnego. Pobudka o 5 rano, krótkie rozciąganie i razem Krisem – bohaterem dnia oraz Marlonem udaliśmy się do Zurichu aby ok. 6 odstwić Krisa do strefy zmian, która robiła ogromne wrażenie. Ok. 1800 rowerów (co jeden to lepszy) uszeregowanych w wielu rzędach – szybko policzyliśmy, że ich łączna wartość to ok. 20.000.000PLN jak na „kilka” rowerów to niezła sumka. Dookoła krzątali się poddenerwowani zawodnicy w oczekiwaniu na 7 rano. Nie będę się za bardzo rozpisywał na temat takich szczegółów organizacyjnych jak odpowiednia liczba toalet, wysprzątane podłoże, rozdawane gadżety do dopingu itp. czyli wszystko to czego u nas często brak. Natomiast największe wrażenie zrobiła grupa 1800 zawodników wpuszczonych na jeden gwizdek do wody. Z plaży wyglądało to niesamowicie – kocioł jakich mało. I pośród tych wszystkich odważnych ludzi – Kris podejmujący wyzwanie, które dla nas wszystkich jest chyba spełnieniem najskrytszych sportowych marzeń.

Prawie cztery kilometry w jeziorze stanowi nie lada wyzwanie stąd też rozpiętość czasowa duża, ale Kris uporał się z tym bardzo szybko aby po krótkiej przerwie na zmianę garderoby wskoczyć na jeden z 1800 równo poustawianych rowerów. O ile moja górka była stroma to trasa rowerowa IM Zurich jest dla przeciętnego człowieka nie do pokonania. Zdecydowanym utrudnieniem była pogoda, która zmieniała się od słonecznego letniego poranka do gradobicia, wielokrotnych nawałnic deszczowych i burz. Patrząc na statystyki to ok. 300 osób nie podołało  trudom zawodów – ale nie Kris, który z bardzo dobrą średnią prędkością dotarł do strefy zmian gdzie po ponownej zmianie garderoby poleciał na trasę maratonu. Sam fakt pokonania trasy 42km powoduje u niektórych dreszcze lub zawroty głowy – a co dopiero po pokonaniu 3,8km w wodzie i 180km na rowerze?

Na trasie biegu mającej cztery pętle (mocno ułatwiało to kibicowanie) widać było ogromne zmęczenie zawodników – nawet Kris wyglądał na pierwszym okrążeniu na zmęczonego – później trochę ochłonął. Na szczęście to co przeszkadzało na trasie rowerowej okazało się chyba dla wielu zbawienne podczas biegu – było chłodno i pomimo czestych i wielokrotnych przelotnych opadów deszczu warunki do biegania wydawały się ok.

Po wielu godzinach walki na trasie pierwsi zawodnicy zaczęli powoli przekraczać linie mety przy ogromnym aplauzie licznie zgromadzonych kibiców stojących często w strugach zimnego deszczu. Na mecie było wiele chwil wzruszenia, łez, uścisków. Niewątpliwie atmosfera podczas finiszu Ironman’a jest czymś co długo zapamiętam a radość z możliwości powitania Krisa na końcu tak długiej drogi niezapomniana. Świadomie nie piszę tu o czasach i zajętych miejscach bo nie o to tu chodzi (nawet jak są tak dobre jak u Krisa) liczy się fakt zmagania samego z sobą i trasą podczas jednej z najtrudniejszych dyscyplin – Krisowi się udało – ogromne gratulacje i mam nadzieję, że kiedyś mi też się uda.

To tyle oczami kibica – więcej i już bezpośrednio z trasy dowiemy się zapewne od pierwszego HURPA IronMan’a

ks

PS. Pamiętacie to - dobrze, że mogliśmy komuś pomóc.

Otwarte Mistrzostwa Polski Weteranów w Triathlonie 2012

By , 9 czerwca 2012 21:58

Wczoraj nasi nie ograli Greków tym samym nie było okazji do spędzenia wieczoru przy większej ilości piwa. Tak więc rano głowa świeża i mogłem spokojnie wyruszyć do Środy Wielkopolskie aby po raz drugi zmierzyć się z dystansem olimpijskim.

Już w zeszłym roku olimpijka mi pasowała z tym większą ciekawością chciałem wystartować ponownie. Jak co roku (już trzeci start w Środzie) wszystko było ok, jedyna zmiana to taka, że w tym roku wprowadzono wpisowe. Oczywiście z uwagi na rangę Mistrzostw Polski zawody rozgrywane pod patronatem ostatnio mojego ulubionego związku PZTri.

Pogoda całkiem dobra, 20 stopni, lekki wiatr, woda 18, wszystko w najlepszym porządku, poza małym drobiazgiem jak brak okularów – na szczęście zdążyłem kupić na miejscu :-)

Jedynym mankamentem zawodów w Środzie to trasa pływacka – są dwie pętle co samo w sobie nie stanowi problemu ale wymusza niewielkie odległości pomiędzy bojkami. W tym roku na starcie stanęło ponad 200 osób tym samym w zasadzie na wszystkich bojkach pierwszej pętli było baaardzo ciasno – a co się z tym wiąże to wiecie sami.

Dla mnie pływanie było super uplasowałem się na początku drugiej setki z czasem 29:22 i pierwszy raz w życiu po wbiegnięciu do stery widziałem tyle rowerów :-)

W strefie było też w miarę ok. Niestety po przejściu belki i próbie okiełznania mojego felta zaliczyłem glebę. Spadł łańcuch, wygięła się klamkomanetka, zdarłem kolano. Szybkie próby założenia łańcucha nie dawały efektu. Koło się nie obracało. Emocje i wkurw…nie nie pozwalało mi prawidłowo zdiagnozować sytuacji. Dopiero ktoś z kibiców krzyknął, że przerzutka się zagięła i blokuje koło. Na szczęście udało mi się wszystko jakoś poskładać i ruszyłem w na trasę, niestety zdążyło mnie już wyprzedzić kilkudziesięciu zawodników. Miałem tylko trzy środkowe (na szczęście) biegi, które z trudem mogłem zmieniać, niemniej jednak felt wytrzymał do końca i po raz drugi w strefe znalazłem się po godzinie i 22 minutach (w tym cała zabawa z rowerem).

Trasa biegowa była dość trudna (na placu budowy alejek wokół jeziora), podobnie jak w ubiegłym roku prowadziła przez „siodło” przy tamie, które pomimo, że z niewielkim spadkiem w trzeciej godzinie zawodów dało się odczuć. Wg mnie nie było całych 10km, ale dokładnie nie wiem, nie miałem garmina.

Na mecie zameldowałem się z czasem 2:43:22, co znacznie (8min) poprawiło wynik ubiegłoroczny (co prawda był krótszy bieg- co jest dość dziwne jak na MP).

Były to dla mnie trudne zawody ze względu na ostanie diagnozy dot. stawu biodrowego i zdecydowane ograniczenie treningów biegowych, ale co tam udało się! Teraz zaczynam przygotowania do HuraBaltic.

pozdr ks

Krzysztof Stępień czas 2:43:22 mjsc. 165/200

Wheeler Triathlon Tour MTB Wałcz 2011

By , 3 lipca 2011 22:06

Zupełnie ponadplanowo Przemek namówił mnie na wyjazd do Wałcza na zawody organizowane w ramach cyklu Mistrzostw Polski Wheeler Triathlon Tour MTB.

Pomimo fatalnej pogody (jak wyjeżdżałem z domu było 13 stopni i padał deszcz) zdecydowałem się na start, miały na to wpływ przynajmniej trzy elementy – po pierwsze  jest możliwość spotkania się z kumplem z klubu i innymi znajomymi, po drugie jest to cykl organizowany przez niesamowitego człowieka Jurka Górskiego, po trzecie kolejny start wnoszący nowe doświadczenia w mojej krótkiej bo zaledwie 2 letniej karierze triatlonisty.

Już na miejscu okazało się, że decyzja było słuszna – trochę się ociepliło, przestało padać (chociaż przed startem jeszcze dopadła nas krótka ulewa), trasa okazała się bardzo przyjemna (chociaż mało terenowa) poza tym spotkałem kilku znajomych. Zaletą takich imprez w Polsce jest to, że ludzie w większości się po prostu znają – miło jest pozdrowić się czy zamienić słówko przed startem z połową zawodników. Na starcie razem z Przemkiem zameldował się nowy Hurpagans z Kołobrzegu – Zbyszek Brzozowski – był to jego debiut zarówno w barwach klubu jak i w triathlonie – tym większe gratulacje za wynik i podołanie wszystkim przeciwnością na trasie. Spotkałem także Jagnę – kumpelę z Akademii Triathlonu (startowaliśmy razem w Suszu i Środzie).

Wystartowaliśmy zgodnie z planem i w zasadzie cała trasa przebiegała bez niespodzianek – w jeziorze dwa okrążenia (ok. 750m ale w realu chyba trochę mniej) bez wychodzenia na plaże, rower (15km)  to ścieżki leśne wokół jeziora z przeprawą przez pełen uroku most-kładkę dla pieszych plus kawałek po asfalcie w gąszczu osiedlowych uliczek i bieg (4,8km) głównie asfalt, kostka i ubite drogi.

Wszystko odbyło się bez większych niespodzianek (Zbyszek się niestety wywalił na rowerze ale na szczęście nic mu się nie stało) i na mecie zameldowaliśmy się w następującej kolejności:

Przemek (1:07:33, ja 1:12:37, Zbyszek 1:13:17, Jagna 1: 1:17:43) i w zasadzie chcieliśmy jechać już do domów ale wywieszone zostały wyniki i okazało się,  coś czego nigdy w życiu bym się nie spodziewał – zająłem drugie miejsce w kategorii M40-49. tym samym dostałem srebrny medal i po raz pierwszy w życiu stanąłem na podium – warto było czekać 40 lat tym bardziej, że impreza mieści się w kategorii Mistrzostw Polski. Natomiast Jagna zdobyła 1 miejsce w swojej kategorii!!!

Ok. Wiem, że takie wyniki były przede wszystkim (no może w głównej mierze) efektem niskiej frekfencji ale co tam radocha była przeogromna.

Dziękuję Jagnie, Przemkowi i Zbyszkowi za super towarzystwo, gratuluję wyników i do zobaczenia następnym razem!

Przemek Kuczera 1:07:33 (0:11:24-33:02-21:57)

Krzysztof Stępień 1:12:32 (0:12:03-36:20-23-18)

Zbigniew Brzozowski 1:13:17 (011:45-38:41-22-37)

Hurpa ks

Mistrzostwa Polski Weteranów Środa Wlkp. 2011

By , 26 czerwca 2011 10:16

Pierwsze półrocze obfitowało w wiele nieprzewidzianych wydarzeń, które skutecznie pogrążyły wszystkie moje plany treningowe. Niestety tak się wszystko poukładało, że miałem kilka przerw w treningach i bardzo mało czasu na regenerację w trakcie snu. Również ostatni tydzień nie pozwolił mi na skuteczny wypoczynek po Suszu (kilka ostatnich nocy nieprzespanych) tym samym odczuwałem całkowity „brak prądu”. Jak w sobotę rano zadzwonił budzik o 7 to wydawało mi się, że jest środek nocy. Ale cóż skoro jestem półIRONMAN’em to warto byłoby jeszcze pokonać dystans olimpijski (1,5-40-10) – tym bardziej, że impreza w Środzie Wielkopolskiej 2010 zapisała się w mojej pamięci jako bardzo udana. Nie inaczej było w tym roku.

Już chyba tradycją jest, że organizatorzy są na tyle sprawni, że jest to chyba jedyna impreza w Polsce bez wpisowego, z bezpłatnym noclegiem dla zawodników, doskonałym jedzeniem itp. – jest to namacalny dowód na to, że jak ktoś chce to może – poza tym to w końcu Wielkopolska!

Trasa w tym roku znacznie różniła się od tej z 2010 – woda 2x 750m, rower dojazd do pętli i 6 pętli, bieg 6 pętli z pokonaniem „siodła” przy tamie – generalnie nie przedstawiała się jako najłatwiejsza. Dodatkowo dużym obciążeniem był bardzo silny wiatr, który dał mi się we znaki na rowerze – trasa dookoła jeziora w „otwartym terenie” a mi nie udało się do nikogo podczepić więc walczyłem sam. Dodatkowo trzeba było cały czas być skupionym na liczeniu okrążeń. Oczywiście są to jakieś mankamenty czy może bardziej urozmaicenia, na które się zwraca uwagę ale generalnie nie stanowią problemu, są jedynie dowodem na to, że wyniki triathlonu są w zasadzie nieporównywalne, gdyż nawet ten sam dystans na różnych imprezach nie pozwala do końca porównać czasów.

Wystartowaliśmy tradycyjnie z plaży i niestety po 100m była pierwsza bojka skrętna – przyznam, że jeszcze nigdy w życiu nie byłem w takim tłumie w wodzie. Te kilkadziesiąt metrów przed i po bojce trudno nazwać płynięciem – to była po porostu walka pod i nad wodą – było ciężko – przyznam, że nawet miałem ochotę się poddać. Na szczęście udało się jakoś wytrwać, następne zakręty były już coraz luźniejsze a drugie okrążenie (po przebiegnięciu plaży) było już spokojne. W wodzie miałem czas: 31:32  ale uwzględnia on również czas dobiegnięcia do oddalonej o ok. 250m strefy zmian.

Na rowerze było ok, chociaż walka z wiatrem dała się we znaki i odbiła na uzyskanym czasie:  1:26:37 (razem z dwiema zmianami- czyli realnie należy zdjąć ok. 5 min).

Bieg (52:46) tak jak wspomniałem – krótkie pętle ze zbiegiem i podbiegiem przy tamie – pomimo iż „górki” były naprawdę skromniutkie to dało mi to do myślenia nt treningów w przypadku chęci startu w O-See Challenge – tam dopiero jest zabawa.

Paradoksalnie to co uważałem za swoją najlepszą stronę czyli rower – wyszło mi najgorzej, nie pomógł nawet opływowy felt  :-)

Także pomimo całkowitego braku prądu i ogólnego „wyczerpania” organizmu udało mi się dobiec po niecałych 2h i 51 minutach. Uważam to za fajny debiut tym bardziej, że po stanie organizmu dzisiaj – nic mnie nie boli i czuję się tak jakbym wczoraj po prostu miał normalny trening – mogę uznać, że posiadam jeszcze jakieś zapasowe pokłady energii.

Szkoda tylko, że byłem sam – na szczęście kibicował mi wspólnik z żoną także miałem dodatkową motywację do walki z samym z sobą.

Podsumowując swój debiut w olimpijce przyznaje, że podpasował mi ten dystans i z przyjemnością wystartuję w kolejnym. Natomiast teraz kilka dni odpoczynku i w połowie lipca zaczynam przygotowania do maratonu poznańskiego, na który już teraz wszystkich serdecznie zapraszam.

Hurpa

Krzysztof Stępień 2:50:55 (118/154)

Herbalife Triathlon Susz 2011 (1,9-90-21km)

By , 13 czerwca 2011 12:57

Równo dwa lata temu zadebiutowaliśmy w Suszu jako HURPAGUNS triathlon team w prawdziwych zawodach triathlonowych – dla mnie był to bardzo trudny debiut pomimo, iż odbywał się na wyjątkowo krótkim dystansie. Nidy nie przypuszczałem, że już dwa lata później dotrę do mety na dystansie 1/2 Ironman’a…

Po raz pierwszy udało nam się zebrać na starcie imprezy tri w tak licznym gronie. Do sympatycznej Figlówki, w której mieliśmy soją bazę dojechaliśmy w składzie: Krzysztof Tomczak, Mariusz Sowiński, Przemysław Kuczera i Krzysztof Stępień. Jak zawsze nie zawiedli nasi kibice, którzy jak się okazało podczas zawodów dopingowali nas gorąco wykorzystując różne pomoce w postaci dzwonu szwajcarskiej krowy, megafonu czy transparentów. Byliśmy bardzo widoczni. Ogromne podziękowania za doping i wsparcie.

Ranek w dniu zwodów zapowiadał bardzo ładną pogodę, było ok. 20 stopni i lekki wiatr. Niestety w ciągu dnia wiatr się nasilił, a słońce zaczęło grzać mocniej, co niestety nie wpłynęło korzystnie na pokonywanie kolejnych kilometrów.

Impreza rozpoczęła się tradycyjnie jak na rangę Mistrzostw Polski od hymnu i pocztu sztandarowego, oczywiście była również prezentacja gwiazd – ambasadorów Mistrzostw Polski w Triathlonie na dystansie długim.

Krótki rekonesans po plaży jednoznacznie potwierdził, że dystans na którym będziemy się za chwilę ścigać to nie przelewki – skrajnych bojek, które były oddalone o ok. 900m prawie nie było widać na horyzoncie … Ale co tam, żyje się tylko raz i jak się powiedziało a trzeba powiedzieć b i wskoczyć do wody. Z uwagi na dużą liczbę uczestników (ok. 420 osób odebrało numery a ostatecznie 375 wystartowało) start odbywał się na środku jeziora z „wirtualnej linii” pomiędzy bojkami. W wodzie tłok był duży, nawet po pokonaniu ok. 1km można było jeszcze oberwać w zęby czy okulary ew. poczuć czyjąś twarz odbijającą się od własnej stopy. Ale pomimo tłoku płynęło mi się bardzo dobrze i udało wykręcić zaskakująco dobry czas.

Po zmianie garderoby ruszyłem na rower – przede mną 90km lekko pofalowanego terenu, niestety z dosyć mocno wiejącym wiatrem i odcinkami fatalnej nawierzchni zarówno pokrytej podziurawionym asfaltem jak i kostką brukową przypominającą średniowieczny dukt. Do tego po dwie nawrotki na każdej z trzech pętli. Na całej trasie licznie zgromadzeni mieszkańcy Suszu i okolic dopingowali wszystkich kolarzy, a dzieci błagającym wzrokiem „wymuszały” na kolarzach wymianę bidonów pod wpływem okrzyków „rzuć bidon”. Po drodze minąłem kilku pechowców wymieniających dętki – ja poszedłem vabank i nie miałem gumy na wymianę – na szczęście nie była potrzebna.

O ile na rowerze jechało mi się całkiem dobrze to po kolejnej zmianie i wyjściu na trasę biegową czułem już duże zmęczenie – w końcu minęły już 4 godziny walki. Trasa biegowo usytuowana wokół jeziora była bardzo malownicza i obstawiona przez wielu życzliwych obserwatorów – widać, że dla mieszkańców Suszu to ważne wydarzenie, w którym uczestniczą całe rodziny dopingując zawodników.

Tak więc po ponad sześciu godzinach dotarłem wyczerpany do mety i pomimo, że byłem ostatni z drużyny to swój debiut w dystansie długim uważam za bardzo udany i nawet ogromne zmęczenie nie przysłoniło satysfakcji z dotarcia do mety – w szczególności, że nie zaleczyłem jeszcze kontuzji kostki i trzy dni przed startem się przeziębiłem.

Podsumowując, należy skierować wyrazy uznania dla organizatorów. Wszystko było na bardzo wysokim poziomie, ogromna rzesza wolontariuszy, bufety, oznakowanie tras – naprawdę wszystko na super. Jedyny, aczkolwiek istotny mankament triathlonu w Suszu to stan nawierzchni na trasie kolarskiej – ale to już chyba jest w gestii samorządowców.

Mam nadzieję, że chłopaki też coś dopiszą od siebie dla pełnego obrazu imprezy.

Mistrzostwa Polski w Triathlonie na Dystansie Długim (1,9-90-21km):

Krzysztof Tomczak 5:07:05 miejsce: 86/375

czasy: 00:35:56-00:02:24-02:39:39-00:02:01-01:47:05

Mariusz Sowiński 05:34:27 miejsce 171/375

czasy: 00:41:26-00:01:54-02:46:55-00:02:26-02:01:46

Przemysław Kuczera 05:51:15 miejsce 230/375

czasy: 00:39:11-00:02:42-02:47:03-00:02:10-02:20:09

Krzysztof Stępień 06:05:46 miejsce 263/375

czasy: 00:41:17-00:03:19-03:07:11-00:02:41-02:11:18

pełne wyniki

a tu kilka fotek Ani.

Ogromne dzięki za współzawodnictwo, doping i atmosferę w trakcie tych trzech dni – szkoda, że nie mogliśmy dojechać wszyscy.

Hurpa. KS

Akademia triathlonu i GP Poznania w przełajach

By , 23 stycznia 2011 14:36

Tegoroczna impreza w Suszu zapowiada się na nie lada atrakcję w skali całej Polski. Będzie to na pewno największa impreza triathlonowa w kraju – do tego dystans, który stanowi nie lada wyzwanie dla nie jednego triathlonisty o pozostałych zapaleńcach rowerów czy biegania nie wspominając.

Organizatorzy chcąc maksymalnie popularyzować wydarzenie postarali się o dodatkowe atrakcje związane z zawodami. Oprócz udziału gwiazd, które z pewnością sprawią, że będzie to wydarzenie medialne, postanowiono wspomóc amatorów oferując im dwie formy wspomagania treningu:

1 – internetowe wydanie akademii triathlonu z programami treningowymi – tutaj wg mnie popełniono ogromy błąd, mianowicie aby się dostać do jakiejkolwiek treści serwisu trzeba się zalogować i … zapłacić – wg mnie to duża przesada ale cóż widocznie przyświecała zasada biznes to biznes – nie wiem czy w tym przypadku jest to właściwe podejście jeżeli chce się popularyzować dyscyplinę.

2 – „realne” wydanie akademii triathlonu – w największym miastach w Polsce postanowiono stworzyć cykl treningów przygotowujących do finału czyli 1/2 IM w Suszu.

Z uwagi na fakt, że jednym z tych miast jest Poznań oraz moje rozleniwienie obejmujące ostatnie tygodnie postanowiłem zainwestować 250zł miesięcznie i spróbować. Dzisiaj jestem po pierwszym tygodniu treningów i chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Ogólna moja ocena jest co najmniej dobra a wynika to z następujących rzeczy:

  • relatywnie mała grupa – 8 osób – przy założeniu że zawsze kogoś nie ma jest bardzo kameralnie
  • nie ma w grupie tzw. wyjadaczy tym samym poziom jest w miarę wyrównany – wiadomo jedni lepiej pływają, drudzy biegają inni jeżdżą ale wszyscy mają świadomość, że trzeba dużo pracować aby ukończyć 1/2 IM
  • regularny system treningów zmuszający do systematyczności
  • Filip – sympatyczny i doświadczony trener, który mam nadzieję doprowadzi nas do mety.

Zajęcia w ramach akademii obejmują w cyklu dwutygodniowym: 3x basen, 2x rower, 2x bieg i 1x ogólno rozwojowa siłownia. Istotne jest to, że treningi to przede wszystkim technika i trenowanie z głową, a nie tylko pokonywanie kolejnych kilometrów – które to w ramach zadań domowych musimy robić już we własnym zakresie. Także mam nadzieję, że te wszystkie elementy w połączeniu z determinacją doprowadzą mnie do realizacji wyzwania, które sobie narzuciłem – mety w Suszu.

Przy okazji treningu biegowego w sobotę wzięliśmy udział w kolejnym starcie w ramach GP Poznania w biegach przełajowych. Tym razem pogoda wyjątkowo dopisała (oczywiście nie zabrakło atrakcji pt oblodzone odcinki trasy – ale w końcu to przełaje). Ja z uwagi na formę nie liczyłem na cuda –  udało się uzyskać 23:17 co dało mi 198 miejsce na 435 startujących.

W miarę rozwoju treningów będę dzielił się kolejnymi spostrzeżeniami.

Hurpa

ks

IM 70.3 Borówno 2010

By , 6 września 2010 1:49

I stało się, jakby nie spojrzeć to chyba była główna impreza dla Hurpaguns w tym roku, przesuwająca po raz kolejny poprzeczkę w postaci super życiówek. Na start i metę dotarli Przemo, Marlon i Kris, mimo iż Przemek był mocno kontuzjowany i jego występ był do samego końca pod dużym znakiem zapytania.

Nigdy wcześniej nie startowaliśmy w Borównie, więc byliśmy bardzo ciekawi jak wygląda jedyna impreza na dystansach IM 70.3 i IM w Polsce pod kątem organizacyjnym. Pozytywnie zostaliśmy zaskoczeni przede wszystkim bardzo miłą i przyjazną atmosferą, która jest zasługą wybitnego polskiego triatlonisty Roberta Stępniaka w tym przypadku występującego w roli organizatora. Z tego co udało się nam usłyszeć, impreza odbyła się po raz trzeci i liczba uczestników corocznie wzrasta. W tym roku wzięło udział łącznie na obu dystansach ponad 210 zawodników. Myślimy, że dobrą decyzją organizatorów, było wybranie początku września na termin zawodów, który zazwyczaj w Polsce jest bardzo słoneczny lecz nie gorący. W tym roku właśnie tak było. Co prawda podczas roweru miejscami dosyć mocno wiało, jak również zaskoczył niektórych z nas przelotny deszcz, ale generalnie warunki atmosferyczne były bardzo korzystne i sprzyjające życiówkom. Jedynym minusem jest jakość nawierzchni, która chyba jest idealną reprezentacją jakości dróg w Polsce. Początek i końcówka 30-sto kilometrowej pętli rowerowej jest beznadziejna, a i pozostała część trasy pozostawia wiele do życzenia. Tylko momentami jakość drogi i asfaltu pozwalała na nabranie prędkości i normalną jazdę.
Strefy posiłkowe zarówno na trasie rowerowej, jak również podczas biegu, były bardzo dobrze zaopatrzone i obsługiwane przez przeszkolonych wolontariuszy.
W pakiecie startowym dostaliśmy koszulki i inne gadżety, a na mecie piękne medale, piwo oraz coś na ząb.
Nasi kibice bardzo chwalili wypieki lokalnego klubu gospodyń wiejskich, natomiast kiełbasa z grilla okazała się być przyczyną zatrucia pokarmowego.
Zawody odbywają się na terenie wojskowego domu wczasowego i część zawodników miała możliwość zakwaterowania bezpośrednio w ośrodku. Mieliśmy okazję porozmawiać osobami tam zatrzymującymi się i mocno narzekały na chłód w domkach. Ilość miejsc jest mocna ograniczona i niestety (albo stety) my wybraliśmy zakwaterowanie w Hotelu Focus w Bydgoszczy, który notabene był jednym ze sponsorów imprezy – polecamy.

Podsumowując, impreza bardzo udana o czym mogą świadczyć nasze życiówki i wstępne wyniki:
Krzysztof Tomczak
– miejsce 12/139, 5/kat., czas 4:53:01 (S: 35:26; T1: 2:08; B: 2:37:16; T2: 1:31; R: 1:36:41) GPS-rower GPS-bieg
Przemysław Kuczera – miejsce 56/139, 23/kat. czas 5:30:22 (S: 37:09; T1: 2:14; B: 2:49:14 wraz z T2; R: 2:01:46)
Mariusz Sowiński
– miejsce  68/139, 31/kat. czas 5:38:47  (S: 43:40; T1:2:49; B: 2:52:53; T2: 2:08; R: 1:57:40)
WYNIKI
ZDJĘCIA
Hurpa!

XXII Mistrzostwa Polski na dystansie olimpijskim Górzno 2010

By , 2 sierpnia 2010 22:22

31.08.2010 wspólnie z Marlonem zaliczyliśmy kolejną imprezę jaką były XXII Mistrzostwa Polski w Triathlonie. W niedziele rano przywitała nas piękna słoneczna pogoda 25 st. oraz wielkie zdziwienie że woda nie ma 23 st tak więc w piankach. Rano czułem się bardzo dobrze jedynie mój żołądek trochę zamanifestował i bylem częstym gościem na białym tronie. Pływanie to jedyna dyscyplina z czego mogę być zadowolony to pływanie rozpocząłem z grupą wysuniętą daleko w jeziorze i mimo wąskiego startu płynęło mi się bardzo dobrze baz żadnych przepychanek do samego końca. Na T1 wg wcześniej ustalonej taktyki postanowiłem że ubiorę długie skarpety kompresyjne oraz zegarek co zajęło mi troszkę czasu. Trasa rowerowa to był dla mnie jakaś masakra rozpoczynał ją stromy podjazd długości 2,5km wys.50m i później trzy pętle po 11,9 gdzie było także parę wzniesień. Od samego początku rower mi nie leżał nie mogłem odpowiednio się ułożyć i po pierwszym okrążeniu wiedziałem że nie jest to mój najlepszy dzień. Całą trasę praktycznie jechałem sam nie dając rady podłączyć się do wyprzedzających mnie grupek. W jednej z takich grup pod koniec trzeciego okrążenia wyprzedził mnie Marlon. Bieg składał się z sześciu okrążeń co chyba nie jest dobrym rozwiązanie bo do samego końca nie wiesz ile już tych kółek masz za sobą. Bieg jak można to tak nazwać w moim wykonaniu to była już  walka z samym sobą o przetrwanie byle nie stanąć byle do mety. Na czwartym kółku kolejny raz zostałem wyprzedzony przez Marlona po którym nie było widać zmęczenia – gratulację.

Wyniki

Mariusz Sowiński miejsce 107/134 czas 2.38.44 (33.21 T1-1.55 1.10.58 T2-1.02 51.22)

Przemysław Kuczera miejsce 128/134 czas 2.51.45 (28.22 T1-2.12 1.17.34 T2-1.19 1.02.18)

Muszę przyznać że ten start kosztował mnie bardzo dużo siły, nerwów oraz wystawił na próbę moja psychikę. Było bardzo ciężko, ale zdobyte doświadczenie na pewno zaprocentuje w kolejnych startach. Jeszcze raz wielkie podziękowania dla MAJI za kibicowanie i piękne fotki oraz Marlonowi za wspólny start.

Przemek

A poniżej zawody widziane oczami Maji:

Driving throught the town of Gorzno the night before, I wasn’t expecting it to be the place where the polish championships in olympic distance trilathon would be held and the day had come so soon.  However, an early start the next morning made me realise that this was infact, the day of the event. After eating a lovely breakfast in the hotel’s restaurant it was time to start getting everything ready. Me only being a veiwer, I only had to do the usual morning routine but the participants like Mariusz and Przemek had to get their transition stations ready, make sure all their kit was ready to wear or in some cases get changed into and of course drive their bikes to the first transition station. Being the polish championships, only the best of the best athletes took part, making lots of tough competition. There were many obstacles in the way of the finish line, cold muddy water, bumpy roads and potholes  and a cross country style run to finish. Despite the road faults, the event was well organised and went smoothly. Maruisz and Przemek both passed the finish line with flying colours despite the time limits and obstacles. They were both greatly congragulated by the general public and they were given possibly the best rewards; a 2l bottle of fresh, cold water and a medal reminding them of their acheivement. Big congratulations to Mariusz and Przemek  :-)

FOTY by Maja w galerii

Panorama Theme by Themocracy

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com